Nowy skład rządu niemal bez kobiet

Podczas, gdy starcie tytanów w USA będzie monitorować Polka, która stoi na czele OBWE, komisji strzegącej uczciwości i powszechności wyborów prezydenckich, a największy egzamin w ostatnich latach, jakim była globalna pandemia, najlepiej zdały państwa rządzone przez kobiety, nasz kraj nadal pozostaje na dalekim końcu. Jesteśmy w czołówkach najbardziej niechlubnych rankingów - samobójstw dzieci, najmniej przyjaznego mniejszościom państwa, a teraz idziemy po kolejny "sukces" - najniższą liczbę kobiet w rządzie. 

ZOBACZ TEŻ: Polska najmniej przyjaznym krajem dla osób LGBT według prestiżowego rankingu

Po jesiennych rządowych porządkach, w szeregach armii Mateusza Morawieckiego została tylko jedna kobieta na 21 członków gabinetu (wraz z ministrami bez teki). Czy nas to dziwi? Zupełnie nie, i to nie dlatego, że nie wierzymy, że kobiety równie dobrze sprawują państwowe urzędy, co mężczyźni, wręcz przeciwnie. Jesteśmy przekonane, że w naszym rządzie mogłybyśmy mieć wiele takich kobiet-polityków jak kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez czy europosłanka Terry Reintke, świadczy o tym chociażby tęczowy protest posłanek Lewicy podczas zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na prezydenta. 

ZOBACZ TEŻ: Ta kobieta obroniła kraj przed koronawirusem. Nowa Zelandia obchodzi 100 dni bez COVID-19!

Patrząc jednak na linię prowadzenia polityki społecznej, rządzący raczej chętniej widzieliby nas w domach, z dziećmi, pod swoimi rządami mając jedynie ognisko domowe. W kalkulacji proporcji liczby mężczyzn do kobiet w nowym rządzie (przypominamy - jedna), jakie rozpisał nowy rząd nie potrzeba wytrawnej znajomości feminizmu i lektury Prudence Chamberlain czy Simone de Beauvoir, by uświadomić sobie, że największy rachunek za ten brak parytetów w polskim rządzie, zapłacimy my, kobiety. 

Nowy skład rządu: tylko jedna kobieta w rządzie

W nowym składzie rządu Mateusza Morawieckiego po głośnej jesiennej rekonstrukcji pozostanie tylko jedna kobieta na 21 członków gabinetu. Będzie nią minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg (wybór piastowanego stanowiska też jest dość konwencjonalny). Z Radą Ministrów po obecnej rekonstrukcji pożegna się za to znacznie większa liczba kobiet: wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, minister funduszy regionalnych Małgorzata Jarosińska-Jedynak oraz minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk.

ZOBACZ TEŻ: Kiedy kobieta zakasa rękawy: Jacinda Ardern, premier Nowej Zelandii [FEMALE HERO]

Zobacz także:

Udział kobiet w składzie nowej Rady Ministrów wyniesie zaledwie 4,76 proc.! Podczas gdy w powołanym przez tego samego premiera rządzie, w styczniu 2018 roku - wynosił 30,4 proc. Czy była to tylko grzecznościowa gra w parytety mająca uchronić rząd przed zarzutami nierówności? Niestety najprawdopodobniej tak. W ten sposób kobiety zostały zmarginalizowane w aktualnej polityce kraju.

Na swoim oficjalnym profilu na Instagramie premier Mateusz Morawiecki tak napisał o nowej formie rządu:

"Budowa polskiej wersji państwa dobrobytu wymaga wytrwałości, pomysłowości, ale przede wszystkim umiejętności reagowania na dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość.
Nowy kształt mojego rządu odzwierciedla te zmiany i ma wymiar w mniejszym stopniu personalny, a w większym strukturalny.
Ulepszony model funkcjonowania Rady Ministrów to najlepsza odpowiedź na czasy, które są ogromnym wyzwaniem dla wszystkich państw.
To również przyspieszenie procesów podejmowania decyzji, zmniejszenie kosztów i zwiększenie efektywności. Jest to rząd kontynuacji z nowymi osobami, który sprosta wszystkim wyzwaniom, jakie czekają Polskę.
Bardzo dziękuję wszystkim ministrom odchodzącym z rządu - Wasze zaangażowanie i ciężka praca, które pozwoliły nam przejść przez jedną z najcięższych prób ostatnich dziesięcioleci, nie pozostaną niezauważone".