Henryk w rankingu imion dla dzieci

Dlaczego Henryk to Henryk? Zdarza się, że nowo poznane osoby, gdy dowiadują się jak mój berbeć ma na imię, robią minę w stylu „ktoś tu sobie chyba nieźle jajcuje”. Z krzywym uśmiechem na twarzy pada pytanie „Henryk? Ojej… po dziadku?”. Nie! Ani po dziadku, ani po pradziadku, ani po prapraprapradziadku. Po prostu Henryk, bo tak chcieliśmy, choć droga do tego była naprawdę długa.

Pierwotnie na Henryka mówiliśmy…. Jarmuż. Zanim małżonka zaszła w prawdziwą ciąże był jeden fałszywy alarm. Bóle brzucha, lekkie mdłości, mrowienie na szyi - bez dwóch zdań to oznaki ciąża. Tak przynajmniej wtedy myśleliśmy. Oczywiście ciąży nie było, a mdłości i ból brzucha najprawdopodobniej wywołane były nieświeżym, surowym jarmużem, którego małżonka wciągnęła dzień wcześniej (swoją drogą - Jarmuż, czyż to nie wspaniałe bezglutenowe imię dla dziecka państwa Lewandowskich?).

Gdy okazało się, że ciąża już jest, to nie mieliśmy wątpliwości jak syn powinien mieć na imię. Tyle, że każdy z nas miał inne typy. Zaczęło się przeciąganie liny na swoją stronę. Przysięgam, w pewnym momencie porozumienie Korei Północnej z Południową wydawało się bardziej prawdopodobne, niż znalezienie wspólnego imienia dla dziecka (jak dobrze pewnie wiecie, w obu przypadkach, jednak się dogadano).

Popularne imiona dla chłopców

Z góry chciałbym przeprosić osoby, które mogą poczuć się urażone tym co za chwile przeczytają, bo każdy ma prawo do własnych skojarzeń. Na przykład Damian może Wam się kojarzyć z kozą, torbaczem, szynszylem albo warchlakiem. Małżonka uparła się na imię Filip. Naprawdę ładne, jest przecież książę Filip, mój kumpel ma na imię Filip, ale co ja biedny zrobię, że kiedyś po osiedlu w mojej rodzinnej Zielonej Górze biegał jamnik o tym samym imieniu? I jak myślę Filip, to od razu przed oczami mam ten radosny, podłużny, brązowy pyszczek z błyszczącymi ślepiami? No nie i już.

Odważnie próbuję przeforsować swoją propozycję: Ludwik! Z jednej strony jak płyn do naczyń, ale z drugiej, normalnie jak arystokrata. Już widziałem jak Pani w szkole mówi do syna „Ludwiku Michałowski, mógłbyś nie wrzucać okładek od zeszytu do klozetu?” Ludwiku! Brzmi czadersko, ale nie dla mojej żony.

Obywatel w brzuchu rośnie coraz bardziej, a my zwracamy się do niego per „fasolka” lub „jarmuż”. Oczywiście imię najlepiej wybrać gdzieś pod koniec ciąży, a na pewno nie na początku. Tak przynajmniej mówią lekarze - proszę się nie przyzwyczajać, bo wszystko może się zdarzyć, bla bla bla - usłyszeliśmy na pierwszej wizycie u ginekologa. Ale jak tu się nie przyzwyczajać, jak oszukać serce, skoro z rozumem jest już ciężko. Niby człowiek jest przygotowany na wszystko, ale po pierwszej wizycie ruszyła giełda imion, fotelików, łóżeczek, wózków, kolorów pokoiku. Oczywiście tylko w głowie i myślach, bo na głos, to naprawdę trudno powiedzieć, nawet samemu sobie. Obawa przed zapeszaniem jest jednak zbyt duża.

6/7 miesiąc to już bezpieczny moment, żeby w końcu uczłowieczyć Jarmuża. Kacper, to kolejna propozycja żony. Pudło, odpowiadam bez namysłu. Ze skojarzeniem dotyczącym radosnego duszka bym sobie pewnie jakoś poradził, bo przecież sam chciałem, żeby syn miał imię jak płyn do naczyń. Tu chodziło o coś, a raczej kogoś innego. Mój dobry, radiowy druh, z którym przepracowałem ładnych pare lat w Radiu TOK FM, ma na imię Kacper. Na pewno przeczyta ten felieton, więc pozwolicie, że zwrócę się do niego bezpośrednio.

„Drogi Kacprze, nie bierz sobie tego do serca. To nic osobistego, ale gdybym do syna mówił Kacper, to od razu przed oczami miałbym Twoją twarz. A jak wiesz, nie jesteś w moim typie. Uściskaj małżonkę, Karolinę”

W trakcie ciąży żony przeczytałem trylogię Zygmunta Miłoszewskiego. "Uwikłanie", "Ziarno prawdy" i "Gniew" - to moje ulubione książki, w których głównym bohaterem jest mój ulubiony prokurator Szacki, o ulubionym imieniu Teodor! Walczę o tego Teodora z całych sił! Bo to i piękne zdrobnienie „Teo” i dostojne brzmienie w całości „Teodor” i w ogóle ah i oh. W książce Teodor Szacki, to postać negatywno-pozytywna, która ma mnóstwo przywar i potężne problemy natury psychologiczno-fizyczno-społecznej. Jest tak pokręconym człowiekiem, że nie da się go nie lubić. Teodor Michałowski - brzmi obłędnie! „Po moim trupie!” - błyskawicznie cios wyprowadziła małżonka, która podsumowała, że to imię dla kota.

Gustaw czy Henryk skąd się wzięły te imiona?

To skąd ostatecznie wziął się Henryk? Ano z kalendarza. Trwaliśmy dosyć długo w impasie i nikt nie chciał dać się przekonać do swoich propozycji. Żona jeszcze raz wzięła sprawy w swoje ręce i rozpoczęła poszukiwania czegoś co spodoba nam się obojgu. W pracy usiadła z koleżankami nad kalendarzem i wyczytywała wszystkie imiona od 1 stycznia. Wybrała dwa - Gustaw i Henryk. W obu się zakochaliśmy po czubek nosa! Gustaw Henryk Michałowski, taka była wersja pierwotna, ale ostatecznie zmieniliśmy kolejność, bo jakoś Henryk zawirował nam w głowach bardziej. I tak Jarmuż został Heniem.

PS. Proponowałem też „Damian Junior”, ale łatwiej by mi było przeforsować Brajana, Nemo albo Mohameda. Najprościej mówiąc, żona mnie wyśmiała, a z ciężarną się nie zadziera.