Nie żyje Piotr Szczepanik

Muzyk od lat zmagał się z chorobą. O śmierci artysty poinformowała opinię publiczną jego córka – Jagoda Maria Szczepanik poprzez PAP.

- Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w dniu 20 sierpnia po wielu latach zmagań z chorobą –mówiła.

Piotr Szczepanik – kim był i co po nim zostało?

Obdarzony niezwykłym głosem i muzyczną wrażliwością był jedną z legend polskiej sceny muzycznej. Piotr Szczepanik szerszej publiczności kojarzy się głównie z takimi hitami, jak: „Żółte kalendarze”, „Goniąc Kormorany” czy „Kochać”.

Był jednym z tych artystów, którzy od zawsze skupiali się na muzyce. Nie gonili za sławą, czy fortuną. Po prostu śpiewał piękne piosenki.

- Nie czyniłem żadnych zabiegów, ani specjalnie się nie starałem, aby stać się popularnym. Właściwie, to o moim dalszym życiu, śpiewaniu i o tym, że piosenki przeze mnie wykonywane stały się szlagierami, zadecydowali radiosłuchacze – wspominał w jednym z wywiadów Piotr Szczepanik.

Piotr Szczepanik urodził się 14 lutego 1942 roku. Studiował na KUL-u i związany był od zawsze z aktorstwem. W 1963 roku wystąpił po raz pierwszy na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie.Wraz z Bohdanem Łazuką i Jackiem Fedorowiczem prowadził program estradowo-kabaretowy „Popierajmy się”.

Koncertował w Polsce oraz za granicą, między innymi w USA, Australii, Nowej Zelandii, Kanadzie oraz w wielu krajach w Europie.

W latach 80. Szczepanik poświęcił się działalności opozycyjnej. Był między innymi współorganizatorem Festiwalu Piosenki Prawdziwej w 1981 r. Podczas stanu wojennego organizował niezależną podziemną scenę muzyczną.

Piotr Szczepanik – melancholik w czasach hałasu

Był postacią wyjątkową. W czasie złotej ery bigbitu on wnosił na polską scenę muzyczną zadumę, spokój, melancholię. Mimo swojej ogromnej popularności nie czuł się idolem.

-– Nigdy nie byłem swoim fanem – mówił.

Ostatnie lata życia spędził w domu nad Świdrem, o czym opowiadał w jednym z wywiadów:

– Żyję w lesie. Kocham zwierzęta. Jeżdżę konno. Takie dolce vita w powiatowym wymiarze – mówił w rozmowie z "Magazynem Kuriera Lubelskiego", dodając, że przeniósł się, bo czuł się nieswojo w zabetonowanym wielkim mieście.

– Pałace, betonowe mury, różne takie. Masakra. Więc przeniosłem się (…) Do chałupy w krzakach, w lesie. Mam stajnię – hotel dla koni. Trzymam w nim klacz, Nainę. Jeszcze jeżdżę konno. Właściwie nie ma o czym opowiadać, ale jak ci zimno, to sobie napal. Żyję według tej zasady. Jest tam trochę roboty, żeby przetrwać.

Jednym z jego największych hitów była piosenka „Goniąc kormorany”, która idealnie pasuje na zakończenie lata. Jest w niej wszystko to, co kochamy, gdy do drzwi puka jesień i kończą się wakacje…Posłuchajcie, żegnając pana Piotr Szczepanika. Podobno ludzie są z nami dopóki o nich pamiętamy...

Kilka dni temu zmarła też Ewa Demarczyk - "Królowa polskiej piosenki aktorskiej" - zobacz, kim była?