Co kryje się w tytułowym "Pokoju 203"?

KASIA CEREKWICKA: Nową płytę pisałam najczęściej w hotelu, gdzie ostatnio spędzam mnóstwo czasu. Pokoje hotelowe znają najwięcej historii, szczególnie tych związanych z uczuciami. Jest tęsknota, radość, spełniona miłość i zdrada. Poprzez moją muzykę daję się poznać bliżej publiczności, więc jeśli ktoś zastanawia się, jaka naprawdę jest Kasia Cerekwicka, niech uchyli drzwi do mojej duszy.

Twój chłopak mieszka w Holandii, jest pracownikiem ministerstwa - jak się poznaliście?

KASIA CEREKWICKA: Poznaliśmy się przez Internet. Od początku świetnie nam się rozmawiało, ale nie myśleliśmy o wiązaniu się ze sobą. Miłość przyszła dokładnie wtedy, gdy byliśmy na nią gotowi. Po pierwszym spotkaniu wiedzieliśmy, że coś z tego będzie. Nie sądziliśmy, że uczucie, które nas połączyło, przetrwa tak długo. W zasadzie na początku nasza znajomość polegała na wzajemnym zaleczaniu ran po nieudanych związkach. Czuliśmy, że jesteśmy sobie bardzo potrzebni, ale podchodziliśmy do siebie bardzo ostrożnie.

Nie uważasz, że miłość na odległość jest łatwiejsza, bo zna się tylko przyjemne, a nie prawdziwe strony życia?

KASIA CEREKWICKA: Zanim nagrałam płytę „Feniks”, miałam mnóstwo wolnego czasu, spędzałam go w Hadze u mojego narzeczonego i w ten oto sposób, mieszkając u niego, czekając, aż wróci z pracy, gotując obiady jak prawdziwa żona, miałam przedsmak tego, co czeka mnie, gdy zamieszkamy razem. Uczyłam się na psychologii, że aby dobrze poznać drugiego człowieka, wystarczą trzy miesiące spędzone razem. Nie sądzę, że nasze życie diametralnie się zmieni, gdy zmniejszy się ilość kilometrów między nami.

Wszystkie piosenki na nowej płycie są o miłości, ale zupełnie różnej. Doświadczyłaś jej wszystkich odcieni?

KASIA CEREKWICKA: Nie wszystkie! Piosenka „Intro” opowiada o mnie, o moich przeżyciach związanych z wykonywaniem mojego zawodu. Ot, taka biograficzna notka. W „Kameleonie” opowiadam o tym, że nie zawsze można być sobą, ponieważ najczęściej ludzie wolą widzieć nas takimi, jakimi akurat nie jesteśmy. Reszta utworów to rzeczywiście piosenki o miłości, tej szczęśliwej, nieszczęśliwej, nieodwzajemnionej, ukrywanej, sekretnej. W zasadzie doświadczyłam wiele jej odcieni i bardzo się z tego cieszę, ponieważ teraz mam bardzo bogaty, chociaż ciężki bagaż doświadczeń i nie muszę wymyślać tematów na nowe teksty.

Tylko jedną piosenkę napisałaś po angielsku. Czy chcesz promować ją również za granicą?

KASIA CEREKWICKA: Do tej piosenki angielski tekst początkowo napisałam tylko na demo. Bardzo chciałam, żeby ballada „Broken Heart” zabrzmiała lekko, a zarazem bardzo emocjonalnie. Język polski ma mnóstwo ograniczeń: jest twardy, trudny dla wokalistów i dlatego postanowiłam nie zmieniać tekstu.

Podobno po szkole samochodowej miałaś wstręt do facetów?

KASIA CEREKWICKA: Do tej szkoły chodziłam tylko dwa lata, nie jest prawdą, że miałam wstręt do mężczyzn. W każdej męskiej szkole wyczuwa się szowinizm, ale tak już jest, kiedy przeważają mężczyźni, a kobiet jest zaledwie garstka. Bardzo lubiłam swoich kolegów z samochodówki, byli zabawni, mieli świetne poczucie humoru, a kiedy byłam w potrzebie, podrzucali mi ściągi z np. elektrotechniki.

Śpiewasz "Nie potrzebuję ciebie". Mogłabyś funkcjonować bez mężczyzny?

KASIA CEREKWICKA: Mogłabym. Dawno temu uznałam, że lepiej być samotną wolną kobietą niż taką, która staje się kulą u nogi. Od dawna jestem samowystarczalna, nigdy nie chciałam być zależna od mężczyzny. W związku najważniejszy jest dla mnie wzajemny szacunek, kiedy tego brakuje, dwoje ludzi oddala się od siebie. Jeśli chodzi o uczucia, dla mnie wszystko jest czarne albo białe, nie znam uczuć letnich. Jeśli kocham, to kocham, a jak nienawidzę, to nienawidzę.

Zobacz także:

Z kim się przyjaźnisz? W piosence "Przyjaciółka" ona jest negatywną postacią. Czy kiedyś zawiodła cię bliska osoba - przyjaciółka?

Mam kilka przyjaciółek jeszcze z czasów dzieciństwa. Razem dorastałyśmy, przeżywałyśmy wzloty i upadki, pierwsze miłości i tak trwamy do dziś. Dwie z nich są w Anglii, jedna wylądowała w Stanach. W Warszawie jest jeszcze Ania, którą wzywa wiatr z północy niczym bohaterkę filmu „Czekolada” i ona też niebawem opuści Polskę. Na szczęście jest Internet i nasze kontakty nie ucierpiały, wręcz przeciwnie. Zdarzyło się, że zawiodłam się na ludziach, ale zawsze tłumaczyłam sobie to w ten sposób, że skoro mnie zranili, to nigdy nie byli prawdziwymi przyjaciółmi.

Agnieszka Włodarczyk powiedziała mi, że po twoim występie nie ma już ochoty zaśpiewać. Kogo w Polsce uważasz za największą konkurentkę?

KASIA CEREKWICKA: Odbieram to jako komplement. Nigdy nie postrzegałam żadnej z polskich wokalistek jako konkurentkę. Uważam, że na naszym rynku jest sporo miejsca i nie musimy brać udziału w żadnych wyścigach. Denerwują mnie różnego rodzaju porównania. Sądzę, że każda z nas jest wyjątkowa i oryginalna i ma zupełnie co innego do zaoferowania publiczności, zarówno pod względem muzycznym, jak i estetycznym. Myślę, że te wszystkie opowieści i plotki o wzajemnej rywalizacji są sztucznym tworem wywołanym przez media.