Polskie agentki, które zmieniły bieg historii

Książkowe dziewczyny James'a Bonda wypadają przy nich niezwykle blado. I choć każda z nich miała zupełnie inne doświadczenia, pochodzenie, a nawet motywację do działania w szeregach wywiadu - łączyła je niezwykła odwaga i spryt, których mógł pozazdrościć im niejeden mężczyzna. Hrabina Klementyna Mańkowska zdobyła plany niemieckiej inwazji na Francję i na Rosję Sowiecką. Elżbieta Zawacka do ogarniętej wojną Polski wróciła ze spadochronem, a później opracowała najważniejsze szlaki kurierskie łączące okupowaną Polskę z krajami Zachodu. Halina Szwarc została agentką już w wieku 18 lat, a odkryte przez nią informacje pomogły ostatecznie rozprawić się z wojskami Hitlera na wschodnim froncie. I choć to Krystyna Skarbek jest uznawana za pierwowzór dziewczyny James’a Bonda, te trzy polskie agentki mają równie pasjonujące historie, a ich dokonaniami można by obdzielić co najmniej kilkadziesiąt życiorysów. Kim były kobiece asy polskiego wywiadu? 

Klementyna Mańkowska – „Hrabiną się jest, nie bywa”

Klementyna Mańkowska była jedną z najbardziej barwnych postaci polskiego wywiadu. Podobnie jak Krystyna Skarbek miała arystokratyczne pochodzenie, a wyniesiona z salonów chłodna wyniosłość i pewność siebie nie raz ratowały jej skórę. Często powtarzała, że „Hrabiną się jest, nie bywa”, czym wprawiała nazistów w osłupienie. Pozostawała damą nawet wtedy, gdy Niemcy zajmowali jej pałac w 1939 roku, a także dwa lata później, gdy aresztowało ją gestapo. W sytuacji, w której większość pozostających w konspiracji Polaków gorączkowo zastanawiała się, czy popełnić samobójstwo, Klementyna Mańkowska pozostała niewzruszona. Z właściwą sobie arystokratyczną godnością, zażądała od przesłuchujących ją oficerów śniadania oraz kieliszka dobrego wina. A na oskarżenia o współpracę z polskim i angielskim wywiadem odparła, że w takim razie niech od razu ją zastrzelą. Jeszcze tego samego dnia wyszła z aresztu i wybrała się do opery w towarzystwie jednego z przesłuchujących ją oficerów.

W relacjach z Niemcami pomagało jej głębokie przekonanie, że jest wśród nich wielu porządnych ludzi. Klementyna Mańkowska uważała, że każdy człowiek jest z natury dobry, a wojnę rozpętało kilku szaleńców, którzy wciągnęli w to cały naród. Utrzymywała z nazistami więcej niż poprawne relacje – niektórych darzyła wręcz sympatią i nie stroniła od licznych kontaktów towarzyskich z okupantami. Mimo to, nie miała żadnych wątpliwości, kto jest wrogiem. Po tym, jak straciła rodzinną posiadłość w Winnogórze, Mańkowska przeprowadziła się do Warszawy, do swojej kuzynki, Teresy Łubieńskiej. Przez nią poznała Stefana Witkowskiego, założyciela legendarnej siatki wywiadowczej „Muszkieterowie” – i wkrótce zaczęła dla niego pracować.

Jak pisze Sławomir Koper w książce „Polscy szpiedzy”, Klementyna Mańkowska była idealną kandydatką na agentkę. Oczytana, perfekcyjnie władająca niemieckim hrabina była stałą bywalczynią europejskich salonów. Miała wielu niemieckich przyjaciół, również w kręgach dyplomatów i ambasadorów. Nie bez znaczenia pozostawała także jej uroda, którą bezwzględnie wykorzystywała do manipulowania swoimi informatorami. Jednak tym, co dawało jej największą przewagę, było specyficzne, arystokratyczne wychowanie. Jako dama przyzwyczajona do wydawania rozkazów i przyjmowania najrozmaitszych wyrazów szacunku, hrabina nie traciła pewności siebie i zimnej krwi nawet w najniebezpieczniejszych sytuacjach. Swoją przebojowością i tupetem bez trudu sięgała po to, na czym jej zależało, skutecznie owijając sobie wokół palca niczego nieświadomych Niemców.

Pierwszą ważną informacją, jaką pozyskała dla Muszkieterów były plany niemieckiej inwazji na Francję. Klementyna Mańkowska usłyszała od nich podczas kolacji, na którą zaprosiła dwóch niemieckich oficerów, w podziękowaniu za zwrócenie jej biżuterii i kosztowności pochodzących z rodzinnej Winnogóry. W tym samym roku Stanisław Witkowski zdecydował o przeniesieniu Mańkowskiej do Francji. Oficjalnie pracowała w merostwie, a po godzinach nawiązywała kontakty z niemieckimi oficerami, którzy przekazywali jej cenne informacje. Wkrótce dowiedziała się o planie Barbarossa, który był jednym z najważniejszych punktów zwrotnych drugiej wojny światowej. Klementyna Mańkowska należała do grupy najlepszych agentów w Europie, a waga przekazanych przez nią informacji jest nieoceniona. Jej szpiegowska kariera zakończyła się w momencie, gdy Witkowski został oskarżony o zdradę przez polskie państwo podziemne. Pozostająca w niebezpieczeństwoe Klementyna Mańkowska przeniosła się do Edynburga, a po wojnie zamieszkała z rodziną w Kongu. Jej dokonania zostały docenione już po wojnie, m.in. przez Niemcy i Francję.

Elżbieta Zawacka: kobieta ze spadochronem

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Koncert Niepodległości (@koncertniepodleglosci) Kwi 12, 2018 o 10:44 PDT

Była jedyną kobietą w elitarnej, specjalnie przeszkolonej formacji spadochroniarzy, którzy do historii przejdą jako Cichociemni. Elżbieta Zawacka, znana jako „Zo”, bardzo szybko przeszła żmudny kurs spadochroniarski w Wielkiej Brytanii i od razu wróciła do Polski. W 1943 roku została zrzucona w ramach akcji „Neon 4”, razem z innymi żołnierzami. Gdy wylądowała, oczekujący na nią żołnierze ze zdumieniem odkryli, że skoczkiem jest kobieta. Ale w jeszcze większe osłupienie wprawiają jej dokonania w kolejnych latach konspiracyjnej działalności.

- Nawet w konspiracji, gdzie panuje anonimowość, ,,Zo" stała się postacią legendarną [...] Uchodziła za człowieka ostrego i wymagającego od innych, ale najbardziej od samej siebie. Jej oddanie służbie graniczyło z fanatyzmem. Była surowa, poważna, trochę szorstka i bardzo rzeczowa – pisał o niej w ,,Kurierze z Warszawy" Jan Nowak Jeziorański.

Jedną z pierwszych większych misji Zawackiej było utworzenie regularnych szlaków kurierskich z Generalnego Gubernatorstwa na Zachód. Było to karkołomne i bardzo niebezpieczne zadanie, które Zawacka realizowała z niezwykłą skutecznością. Najpierw utworzyła szlak komunikacyjny z Berlinem, a później zajęła się opracowaniem tras do Szwajcarii i Francji. Tylko do 1942 roku udało jej się przekroczyć pilnie strzeżoną granicę ponad 100 razy. Agentka przewoziła tajne informacje, meldunki, a nawet pieniądze, które Londyn przekazał na działalność Związku Walki Zbrojnej, a później na AK.  

Cichociemni nie nosili mundurów, nie mogli mieć przy sobie żadnych oficjalnych dokumentów, które mogłyby zdradzić ich działalność. Zanim trafiła do Polski, Zawacka musiała nauczyć się na pamięć wszystkich szlaków, ze wszystkimi przejściami i stykami. Podróżowała na fałszywych, pożyczanych od koleżanek dowodach osobistych bez zdjęć. Pewnego razu podczas rutynowej kontroli wpadła i została zatrzymana przez Gestapo. Udało jej się jednak uciec przez okno dworca. Szczęście nie opuszało jej także w kolejnych miesiącach. Została zdekonspirowana dopiero w marcu 1944 roku. Ponieważ groziło jej aresztowanie, Zawacka została wycofana z działalności kurierskiej i przeniesiona do Wojskowej Służby Kobiet. W sierpniu dołączyła do Powstania Warszawskiego, a po jego upadku przeniosła się do Krakowa, gdzie powróciła do swojej pierwotnej specjalności, nadzorując szlak kurierski do Szwajcarii.

Tuż po wojnie zaczęła na nowo układać sobie życie. Skończyła studia, które rozpoczęła jeszcze w trakcie wojny, a po kilku latach pracy jako nauczycielka, otworzyła przewód doktorski. W 1951 roku dotknęły ją komunistycznej represje wymierzone w byłych członków Armii Krajowej. Przesiedziała w więzieniu cztery lata, ale nie dała się złamać. Po wyjściu na wolność, zdobyła doktorat i uzyskała habilitację. Pomimo represji, nigdy nie przestała też dokumentować działalności AK. Dopiero po upadku komunizmu została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i Orderem Orła Białego. Była drugą w historii Polką, która awansowała do stopnia generała.

Halina Szwarc: 16-latka, która zapisała się do konspiracji

Gdy wybuchła wojna, miała zaledwie 16 lat. I niemalże od razu postanowiła zaangażować się w walkę z okupantem. Trochę na przekór skupionym na gromadzeniu majątku rodzicom, którzy nie popierali jej zapału. Ale przede wszystkim z głębokiego poczucia niesprawiedliwości, jakiego zdążyła doświadczyć w pierwszych miesiącach wojny.

- Wroga poznałam natychmiast w całym, właściwym jego rasie, barbarzyństwie: mordowanie ludności cywilnej, zabijanie po drogach uciekających […]. Wszystko to uderzyło mnie jak obuchem. Nie znałam Niemców do września 1939 r. – pisała po latach w swoich wspomnieniach Halina Szwarc.

Po dołączeniu do konspiracji, Halina Szwarc została natychmiast przeniesiona do Kalisza, gdzie warunkowo dostaje się do szkoły średniej dla volksdeutschów. Pilnie się uczyła i wkrótce była jedną z najlepszych uczennic. Podczas jednej z wizytacji zrobiłą ogromne wrażenie na oficerach SS. W dowodzie uznania, dyrektor szkoły pomógł wpisać ją na volklistę, w dodatku bez konieczności udowadniania przedwojennego pochodzenia. Halina zdała maturę z wyróżnieniem i ukończyła szkołę z perfekcyjną znajomością niemieckiego oraz pewną listą, stając się niezwykle cenną dla AK agentką.

Jej przełożony, pułkownik Zygmunt Janke nie rzucił jej od razu na głęboką wodę. Halina Szwarc zaczęła swoją konspiracyjną działalność w podkaliskiej wsi, gdzie objęła posadę nauczycielki. Jej zadaniem było zbliżenie się do podpułkownika Bena Vigry, którego syn uczęszcza do tamtejszej szkoły. Szybko udało jej się wkraść w jego łaski, a Obersturmbannführer zaufał jej do tego stopnia, że zaproponował pokój w swoim domu. Halina Szwarc miała niemalże nieograniczony dostęp do jego biura i dokumentów, których treść skrzętnie przekazywała swoim mocodawcom.

Najważniejsze zadania były jednak dopiero przed nią. Po udanej akcji dezinformacyjnej (tzw. Akcja N) w Wiedniu, agentka trafiła do zagrożonego bombardowaniem Berlina. Dzięki swojej współlokatorce, przyjęto ją na zastępstwo w Centralnym Archiwum Medycyny Wojskowej. Tam udało jej się zdobyć informacje o dokładnym położeniu wojsk niemieckich na wschodnim froncie. Dzięki nim, aliantom udało się przerwać operację „Cytadela”, która była ostatnią, rozpaczliwą ofensywą Hitlera na wschodzie.

W 1944 roku Halina Szwarc trafiła w ręce Gestapo. Była torturowana, a następnie skazana na śmierć. Wyrok nie został jednak wykonany, bo niemiecka okupacja dobiegła końca. W 1948 roku ukończyła medycynę i rozpoczęła pracę w Klinice Akademii Medycznej w Poznaniu, gdzie poznała swojego męża. Komunistyczne władze inwigilowały ją aż do 1989 roku, ale udało jej się uniknąć poważniejszych represji. W 2000 roku została odznaczona Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymała również angielski brązowy Krzyż Zasługi za ustalenie położenia obiektów wojskowych w Hamburgu.

--

Źródła:

Marek Łuszczyna, Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię, PWN 2013

Sławomir Koper, Polscy szpiedzy 2, Bellona 2020

Jan Nowak Jeziorański, Kurier z Warszawy, Znak Horyzont 2019