Rita Aniołowska - menadżerka artystyczna czołowych, sopockich lokali, dusza towarzystwa, "socjal media ninja, kaowiec w Mewie Towarzyskiej", DJka i... mama 4 letniego Felka. Sporo, jak na jedną osobę, nieprawdaż? Zaprosiłam ją do rozmowy, bo od wielu lat obserwuję jej konto na Instagramie i nie ukrywam, że różni się od profili innych, młodych mam. Rozmowa z Ritą nie tylko ukoi nerwy zlęknionych, przyszłych mam, ale co ważne - zrzuci kamień z serca tym obecnym, które mają wyrzuty sumienia, że pozwalają sobie na przyjemności i mimo, iż swoje pociechy kochają bezgraniczną miłością - nie zepchnęły swoich potrzeb na drugi plan. 

Jak to się stało, że jesteś tu gdzie jesteś, czyli odpowiadasz za kreatywną stronę najmodniejszych lokali w Trójmieście? Typowa "gastro-droga", albo jak to się mówi "od pucybuta do milionera", czy od początku wiedziałaś, że masz dryg?

W wieku 17 lat nie miałam jeszcze pojęcia czy mam dryg do czegokolwiek, ale wiedziałam, że muszę zacząć zarabiać pieniądze i tak zaczęła się moja przygoda w gastronomii. Przeszłam przez dosłownie wszystkie możliwe stanowiska, oprócz kucharki, za co z resztą świat powinien mi podziękować. Wiedziałam jak to jest sprzątać toalety, kelnerować, robić drinki czy też stać na selekcji ("bramkarz" w klubie - przyp. red.). Wszystko co miałam zobaczyć na swojej drodze zobaczyłam. W międzyczasie skończyłam studia dziennikarskie ze specjalizacją marketingowo - PR-ową. Z ciętym językiem, na nieszczęście moich rodziców i nauczycieli, się urodziłam. I tak oto z tych połączonych mocy powstałam ja!

Jesteś duszą towarzystwa, powiedzieć, że zna Cię całe Trójmiasto to za mało. Czy miałaś obawy przed tym, jak macierzyństwo wpłynie na Twoje dotychczasowe, rozrywkowe życie?

Byłam wówczas na etapie zmęczenia pracą, więc chwilowy odpoczynek od nocnego życia był mi nie tylko potrzebny, ale również utwierdził mnie w przekonaniu, że kocham to co robię i zatęskniłam za ludźmi. W momencie, kiedy ma się już zobowiązania takie jak dziecko - docenia się każde możliwe wyjście dużo bardziej, a jedyną moją obawą, kiedy zaszłam w ciąże było, czy dam radę przewinąć sama dziecko! 

Przejdźmy do konkretów. InstaMamy - tak nazywa się nasz nowy cykl. Na Twoim Instagramie nie widać było drastycznej zmiany, to znaczy - dalej widziałam zadbaną dziewczynę, fajne zdjęcia nie tylko z synkiem. Udało Ci się uniknąć poświęcenia dotychczasowego stylu życia, czy po prostu nie dzieliłaś się "trudami" macierzyństwa na swoim profilu?

Poza tym, że zostałam matka, byłam wciąż kobietą i czyjąś narzeczoną, dlatego dbałam o siebie zarówno przed ciążą, w jej trakcie oraz po. Jeśli chodzi o imprezy, czy wyjścia ze znajomymi - oczywiście, że w tym przypadku pojawiły się pewne zmiany. Musiałam wprowadzić sobie jakiś limit - zarwane nocki przy małym dziecku nie wchodzą w grę.

Felek ma oboje pełnoprawnych rodziców, dlatego nie było problemu, żeby znaleźć też czas dla samej siebie, bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Nie kręci mnie w ogóle promowanie wizerunku uciemiężonej Matki Polki.

Każda matka wie jak jest, raz jesteś obdartusem w za dużych spodniach, ze smalcem na głowie, a raz wystrojoną po kokardy gwiazdą, ale to już do ciebie należy wybór, w jakim wydaniu chcesz się zapamiętać...

Czyli rozumiem, że bywają też ciężkie chwile? Masz jakiś sposób, taki "zawór bezpieczeństwa", który odkręcasz, kiedy czujesz że masz dość?

W życiu każdej matki bywają ciężkie chwile. Felek na początku był bardzo grzecznym dzieckiem, praktycznie spał, jadł...robił kupę i to wszystko. Im dziecko jest większe, tym większe są też problemy. Ja radzę sobie przede wszystkim dzięki Pawłowi - Felek jest pomiędzy nami. Jeżeli czuję, że mam dość - to on zajmuje się synem, i na odwrót. Normalne, powinien robić to każdy facet - jedyna różnica między nami była taka, że to ja karmiłam Felka piersią przez 2,5 roku... chociaż myślę, że gdyby Paweł mógł, to też by to robił.

Paweł nie "pomaga ci" z dzieckiem, ja z resztą bardzo nie lubię tego określenia...

Nie, nie ja też go nie uznaję - Paweł jest, tak jak wspomniałam, pełnoprawnym rodzicem, obecnym w każdym aspekcie życia Felka. Czasami jest bardziej "matką", niż ja. On czuwa żeby Felek umył zęby, czy ręce. Mnie natomiast lubi nazywać pieszczotliwie „Krzysztofem”, który nie zwraca na takie rzeczy uwagi. Natomiast, kiedy chciałabym podjąć decyzję po swojemu, a on za bardzo staje okoniem - przez krótką chwilę marzę o tym, żeby jednak tylko ograniczył się do pomagania.

Czy będąc młodą mamą czułaś presję, albo komentarze, że nie wypada, czy że powinnaś być mamą w bardziej "tradycyjnym" wydaniu?

Absolutnie nie, o rady pytałam tylko swoją mamę oraz zaufane koleżanki, które mają już dzieci - reszta opinii mnie nie interesowała.

Czy teraz spotykasz się niemiłymi uwagami? Szczególnie, że jesteś aktywna w mediach społecznościowych, a tam zawsze znajdzie się ktoś, komu "przeszkadza" inny styl bycia. 

O dziwo nie, najwyraźniej nie ma w obecnych czasach nic kontrowersyjnego w byciu szczęśliwą kobietą, która jest matką. Co więcej, jeśli temat dotyczy moich followersów, to traktuje ich trochę jak lustro i wydaje mi się, że działa, bo mam tu naprawdę fajnych ludzi, w zdecydowanej większości kobiet, z którymi często gadam jak z koleżankami. Nie ma hejtu, nie ma przykrych komentarzy, jest swojsko i przyjemnie i pomimo, że nie są to dziesiątki czy setki tysięcy - jest jakość i obustronne zaufanie, a to dla mnie wystarczający sukces.

Muszę o to zapytać - w końcu od kilku miesięcy wszyscy tym żyjemy. Jak pandemia wpłynęła na biznes gastronomiczny, czy mogliście liczyć na wsparcie stałych gości? Czy miałaś obawy związane z pracą podczas lockdownu?

Nie ma co ukrywać, że cały świat gastronomii oberwał dość mocno i o ile restauracje broniły się jak mogły dowozami, czy jak w przypadku Fidela (restauracja i koktajl bar w Sopocie, za którego wizerunek odpowiada Rita - przyp. red.) tzw. okienkiem, z którego wydawane było jedzenie na wynos, o tyle kluby stoją i zbierają kurz. Mewa starała się nie zapominać o swoich i już na początku kwarantanny zaczęliśmy robić transmisje LIVE z DJem, podczas których nasi goście chętnie udawali, że są aktualnie w lokalu, opisując w komentarzach zamawianie drinka, czekanie na kogoś na palarni, czy szukanie znajomego. Powstała również zbiórka na rzecz klubu, na której osoby nas wspierające mogą zakupić merch z nadrukowanym sercem autorstwa Ani Rudak, którym symbolicznie się z nimi dzielimy. Aktualnie Fidel wrócił już praktycznie na pełne obroty, niestety kluby oficjalnie wciąż nie dostały zielonego światła, więc jedyne co nam pozostało to czekać i mieć nadzieje, że wydarzy się to już w najbliższej przyszłości.

Jak sobie wyobrażasz "nową normalność"? Lokale odbiją? Ludzie będą siedzieć w maseczkach? Pytam zwłaszcza w kontekście Mewy, bo jednak w klubie ciężko o "reżim sanitarny", zwłaszcza po kilku piwkach...

Przede wszystkim mam nadzieję, że nowa normalność nie znaczy gorsza. Pandemia coś nam zabrała, ale dała nam świadomość, dystans do pewnych rzeczy i radość z najmniejszych chwil wolności. Liczę, że wraz ze zniesieniem obowiązku noszenia maseczek, wróci również możliwość chodzenia do klubów. Mewa to miejsce wolności, niczym nie skrępowanej zabawy, radości i wariacji, aktualne obostrzenia kastrują ją z miejsca, dlatego nie otwieramy jej na pół gwizdka.  Nie wyobrażam jej sobie w wersji zachowanej odległości, maseczek, braku tańców i siedzeniu po kątach. Tego nie ma w jej DNA!