Gorący news długo nie schodził z witryn portali internetowych. Każdy wirtualny magazyn, który zdecydował się opublikować nagie zdjęcia Scarlett Johansson, miał kilkakrotnie większą oglądalność niż wcześniej. Wszyscy chcieli zobaczyć sensacyjny materiał. Ten olbrzymi ruch w sieci uspokoił dopiero list od prawnika gwiazdy. Marty Singer bardzo stanowczo dał do zrozumienia, że Scarlett nie będzie tolerować dalszego eksponowania skradzionych fotografii. „To bardzo osobiste i przede wszystkim prywatne dane, które do internetu dostały się w wyniku kradzieży. Zaprzestańcie publikacji, w przeciwnym razie podejmiemy odpowiednie kroki prawne” – groził. Jednocześnie sprawa trafiła na policję, a później przejęli ją agenci FBI. Okazało się, że Scarlett padła ofiarą gangu hakerów odpowiedzialnych też za cyberataki na ponad 50 innych hollywoodzkich celebrytów.

Być może z powodu strachu przed służbami właściciele showbiznesowych portali, zwykle nieustępliwi w „dokuczaniu” gwiazdom, szybko wycofali zdjęcia Johansson. Nawet najbardziej zatwardziały z nich, Nik Richie, założyciel TheDirty.com, który jako pierwszy zamieścił ten materiał w sieci. „Zwykle tego nie robię. Nie po to płacę za ekskluzywne fotografie hakerom czy osobom trzecim, żebym miał ich nie publikować. Teraz jednak było inaczej. Było mi jej naprawdę szkoda” – tłumaczył w wywiadzie dla telewizji E!Entertainment. Richie przyznał, że gwiazdy często same podrzucają takie materiały, chcąc wywołać zainteresowanie mediów. „Ale patrząc na fotografie Scarlett, zrozumiałem, że one nie miały ujrzeć światła dziennego. Przecież aktorka nie potrzebuje rozgłosu” – mówił dalej. Mimo że Johansson nie zdecydowała się skomentować całej sprawy, nieoficjalnie wiadomo, że jest przerażona. „Ktoś grzebał w jej prywatnych rzeczach, wykradł te najbardziej osobiste i pokazał je światu. To naprawdę może być dołujące” – przyznała znajoma gwiazdy. Pewnie dlatego Scarlett teraz tak chętnie współpracuje z FBI. Niestety, rokowania nie są zbyt pomyślne. Hakerzy nie zostawili po sobie zbyt wielu śladów...

Gwiazda Disneya dorosła?

To pech? A może wyćwiczona przez specjalistów od kreowania wizerunku umiejętność stopniowania napięcia? Wciąż nie wiadomo, w jaki sposób nagie zdjęcia Vanessy Hudgens znalazły się w internecie. Trzy razy! Sama aktorka znana z roli w przeboju dla młodzieży „High School Musical” tłumaczy tę sytuację „umyślnym działaniem złych osób”. Nie wszyscy są jednak o tym przekonani. „Spekulacje, że był to kontrolowany wyciek, nie są pozbawione sensu. Vanessa jest młodą, seksowną kobietą. Ale przez kontrakt z Disneyem musiała zachowywać się jak nastolatka. Może, pokazując trochę ciała, chciała pokazać gotowość do zmiany image’u?” – podkręcał temat magazyn „OK!”. Pierwsze zdjęcia tra fiły do sieci w 2007 roku. Wtedy Vanessa przeprosiła swoich fanów oraz pracodawców i sprawa ucichła. Szczególnie że najbardziej pikantną fotogra fią była ta, na której aktorka pokazała się topless.

Druga transza, opublikowana w 2009 roku, mogła już bardziej zainteresować fanów Vanessy. Zdjęcia były dużo odważniejsze i przede wszystkim bardziej roznegliżowane. Na kilku pozowała w stroju Ewy. Tym razem gwiazdka nie bawiła się już w wydawanie oświadczeń. Za pośrednictwem prawnika nakazała usunięcie skradzionych danych. Właściciela portalu www.moejackson.com, który nie zastosował się do tej prośby, pozwała do sądu. Później skarżyła się, że te skandale bardzo zepsuły jej reputację. „Ludzie często mnie pytają, czy rozebrałabym się na ekranie? Zawsze odpowiadam, że nie zdecydowałabym się na taki krok. Wtedy słyszę – „Przecież już się rozbierałaś. Kłamiesz”. Wyprowadza mnie to z równowagi. Przez bezczelnych złodziei mam zszarganą opinię” – mówiła w wywiadzie dla magazynu „Allure”. Ci „bezczelni złodzieje” nic sobie jednak nie zrobili z jej słów. W marcu tego roku do sieci tra fiła kolejna porcja zdjęć. Według dobrze poinformowanych źródeł to reszta materiału sprzed dwóch lat. Niestety, dla Vanessy (a może na szczęście) ta publikacja przeszła już bez większego echa.

Nagość kontrolowana

Madonnie nigdy nie przeszkadzały jej nagie zdjęcia, pod warunkiem że to ona decydowała o ich publikacji. Na początku kariery gwiazda bez skrępowania pozowała bez ubrania. Jednak kiedy magazyny „Playboy” i „Penthouse” zdecydowały się opublikować czarno-białą sesję, w której wzięła udział, zanim jeszcze stała się sławna, wpadła w szał. „Zdecydowała się rozebrać przed obiektywem, bo nie miała pieniędzy na jedzenie. Za tefotogra fie dostała około 25 dolarów” – zdradzał brat piosenkarki Christopher. Ale nie była z nich dumna. „Pewnie dlatego, że przypominały jej czasy biedy, niepewności. Pozując, musiała czuć się upokorzona. To normalne. Szczególnie że dostała minimalną stawkę i nikt wtedy nie potraktował dwudziestolatki poważnie. Była tylko dziewczyną, która rozebrała się za marne pieniądze, by przeżyć” – opowiadał dalej Christopher.

Madonna długo walczyła, by magazyny dla mężczyzn zrezygnowały z publikacji. Za pośrednictwem adwokatów straszyła wydawców sądem, ale szybko okazało się, że nie ma żadnych  praw do rozporządzania zdjęciami. Podpisując umowę w obskurnym studiu w Nowym Jorku, straciła wszelką władzę nad tym, co z tą sesją stanie się w przyszłości. W 1985 roku najpierw pokazał ją „Playboy”, a później „Penthouse”. I były to jedne z najlepiej sprzedających się numerów w historii tych dwóch pism.

Nawet po latach czarno-białe zdjęcia królowej popu wzbudzały emocje. W 2009 roku anonimowy kupiec zapłacił za nie 37,5 tysiąca dolarów. Madonna nie zdecydowała się skomentować tego wydarzenia.

Moralność po czasie

 

Próbowała wymazać przeszłość. Nie tylko ze swojej świadomości. Kiedy Paul McCartney w 1999 roku poznał Heather Mills, myślał, że spotkał na swojej drodze anioła. Była modelka przedstawiła mu się jako zaangażowana w ochronę praw zwierząt, wrażliwa na krzywdę innych domatorka, która marzy tylko o szczęśliwej miłości. Niestety, w całej tej litanii zapomniała wspomnieć o „rozbieranych” epizodach ze swojego życia.

Byłego Beatlesa próbowali ostrzegać przyjaciele. On jednak każde złe słowo, które usłyszał na temat swojej ukochanej, tłumaczył ludzką zazdrością. Do czasu. W 2006 roku do brukowca „The Sun” trafił niemiecki leksykon miłości „Die Freuden der Liebe”, w którym w roli głównej wystąpiła właśnie Heather. „Większość tych pornograficznych zdjęć nie nadaje się do publikacji w gazecie codziennej” – ekscytowali się dziennikarze. Wiadomo, że Mills zrobiła je pod koniec lat 80. i za sesję zainkasowała 150 funtów. Ówczesnemu partnerowi mówiła, że były to zdjęcia do reklamy kosmetyków. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że skandal zbiegł się z doniesieniami o kryzysie w jej małżeństwie z Paulem.

Heather nie zdecydowała się wydać oświadczenia w tej sprawie. Na każdym kroku podkreślała tylko, że padła ofiarą medialnej nagonki.

Dziewczyna z kalendarza

Było już naprawdę źle. W 1949 roku po premierze filmu „Love Happy” Marilyn Monroe nie dostawała kolejnych propozycji. Zmuszona przez tragiczną sytuację finansową, zdecydowała się przyjąć propozycję fotografa Toma Kelleya i stanąć nago przed obiektywem. Postawiła jednak jeden warunek. Podczas sesji miała być obecna żona Kelleya.

Zdjęcia trwały jeden dzień i Marilyn po odebraniu honorarium w wysokości 50 dolarów szybko zapomniała o tym wydarzeniu. Szczególnie że zastrzegła w umowie, że żadna fotografia nie może być podpisana ani jej prawdziwym nazwiskiem, ani pseudonimem (Marilyn Monroe oficjalnie została w 1956 roku). Niestety, gwiazda nie przewidziała jednego. Kiedy w końcu stała się sławna, Kelley postanowił sprzedać zdjęcia do kalendarza.

Kalendarz ukazał się na rynku w 1952 roku. W purytańskiej Ameryce zawrzało. Wszyscy mówili tylko o wielkim skandalu z udziałem MM. W panikę wpadli też przedstawiciele wytwórni 20th Century Fox. Bali się, że zamieszanie zaszkodzi kolejnym produkcjom z ich gwiazdą, które mieli w planach. Tak się jednak nie stało. Rozwiązanie znalazła sama Marilyn. Zaproponowała, że otwarcie powie, dlaczego zdecydowała się rozebrać do zdjęć. Wzięła udział w kilku wywiadach dla najbardziej liczących się mediów, gdzie opowiedziała o biedzie, którą cierpiała na początku kariery. To szczere wyznanie okazało się strzałem w dziesiątkę. Amerykanie szybko wybaczyli jej skandal, a te nagie zdjęcia zapewniły jej miano jednej z najseksowniejszych aktorek w historii kina. Pomogły też Hugh Heffnerowi w stworzeniu imperium „Playboya”. Ale to już inna historia.