Od zawsze wiedziałaś, że chcesz się zajmować zawodowo grafiką? Byłaś typem dziecka urodzonego z kredkami w ręku?

Marta Ludwiszewska: Jak każdy dzieciak rysowałam w dzieciństwie i całkiem nieźle mi szło. Chciałam rysować „ładniej” od mojego starszego brata i po jakichś 10 latach treningu w końcu się udało (śmiech). W okolicach matury stwierdziłam, że skoro potrafię rysować to fajnie będzie spróbować projektowania graficznego, „bo to na pewno ciekawy zawód”. Miałam do tego dosyć luźne podejście. Byłam zdania, że jeśli projektowanie mi się nie spodoba, wezmę się za coś innego. Zaczęłam projektować jakieś 15 lat temu, po około siedmiu zaczęło mi to wychodzić. W międzyczasie rysowałam dla relaksu. Później połączyłam obie rzeczy, żeby nie było nudy i tak zostało do dzisiaj.

Jak powstają Twoje prace? Masz jakieś swoje „rytuały” – np. najlepiej pracuje Ci się w ulubionej kawiarni?

Najbardziej lubię jak ręka rysuje to, co pomyśli głowa. Ale nie zawsze się to udaje, więc trzeba być cierpliwym. Może nie zabrzmi to zbyt romantycznie, ale rysowanie to często męka (śmiech). Wynika to pewnie z tego, że nie rysuję codziennie. Właściwie w porównaniu do znajomych mi ilustratorów - robię to dosyć rzadko. Pewnie powinnam częściej, bo, żeby być w czymś dobrym trzeba po prostu ćwiczyć. No, ale człowiekowi bliżej do leniwca niż mrówki. Podejrzewam, że jestem masochistką, bo mimo przeżywanych męczarni - lubię to robić. Latem rysuję na balkonie, a w chłodne miesiące w domu (przy dobrych serialach albo podcastach) lub w pracowni, którą prowadzimy wspólnie ze znajomymi.
Mam mnóstwo szkicowników, w których notuję pomysły. Nie są to jakieś ładne rysunki, po prostu szkice kompozycji.

A skąd czerpiesz inspirację?

Inspirują mnie moi zdolni znajomi. Wystarczy, że z nimi pogadam i zaraz nabieram sił na tworzenie. Jestem też nałogowym zbieraczem książek i albumów - tak łapię zajawkę na nowe projekty.

 „Nałogowy zbieracz książek i albumów” – skądś to znam (śmiech). Co najchętniej kolekcjonujesz?

Kupuję albumy powiązane z projektowaniem, ilustracją i fotografią. Ostatnio nabyłam m.in. album „Yokainoshima” z pięknymi fotografiami Charles'a Fréger'a. Inspiracją do powstania albumu były japońskie Yōkai — w dużym skrócie zjawy, duchy, potwory z japońskich legend. Fajnie opisał je Michael Dylan Foster w swojej książce „Yōkai”, którą niedawno czytałam. Bardzo inspirujące! Generalnie bardzo lubię książki. Ostatnio czytałam np. „15 Stuleci. Rozmowa z Wilhelmem Sasnalem” o tym jak funkcjonuje w świecie wielkiej sztuki. Zachwyciłam się też „Zadziwiającym światem ptaków” Jim'a Robbins'a o zwyczajach ptaków i ich powiązaniach z człowiekiem. Mam sporo książek, bo dosyć dużo kupuję, ale nie nadążam z czytaniem. Jedni kupują ciuchy, inni wydają kasę na książki (śmiech). Zazwyczaj czytam przed snem, ale ostatnio padam po 3 minutach, więc pozostaje mi przeglądanie albumów w przerwach w pracy. Ratunkiem są podcasty, bo słucham ich podczas rysowania. Bardzo polecam te z Gimlet Media. Ostatnio słuchałam "Without Fail" – Alex Blumberg rozmawia z ludźmi sukcesu o ich porażkach oraz o tym, czego się nauczyli na własnych błędach. Bardzo ciekawe i motywujące.

Słuchanie, że „tęgim głowom” też zdarzają się porażki faktycznie może być motywujące, chociaż mnie często motywuje też strona pozytywna – czyli docenianie zalet mojego zawodu. Co Ty najbardziej lubisz w swoim?

Wolność — bo można robić, co się chce, a ograniczeniem jest jedynie moja wyobraźnia (lub klienta — ale w tym przypadku to kwestia zaufania i argumentów). I różnorodność, bo każdy projekt jest inny, więc wyzwań nie brakuje. Im więcej pracuję tym więcej się uczę, więc może nie zgłupieję na starość (śmiech).

Mówisz o wolności – że w ilustracji można robić, co się chce, a ograniczeniem jest jedynie wyobraźnia lub klient. To dla Ciebie ważny element w życiu w o ogóle – niekoniecznie tym zawodowym?

Jasne, że tak. Wolność to możliwość skupienia się na tym, co dla mnie ważne. Dla różnych ludzi będą to różne rzeczy. Istotne jest, żeby nie oceniać innych przez filtr własnych doświadczeń, bo są one bardzo różne. Wolność to taki ogródek. Zadbaj o ten twój i nie mów innym, co mają sadzić w swoim — wtedy wszystkim będzie się żyło lepiej.

To prawda. Brakuje nam na co dzień tolerancji i akceptacji dla inności.

Brakuje też empatii, która według mnie jest niezwykle ważna. Wymaga wysiłku, ale pomaga w budowaniu wartościowych relacji. Zadziwia mnie ile w ludziach jest nienawiści i chęci ograniczania wolności innym. Jasne, że wynika to z bagażu złych doświadczeń, jakiegoś poczucia krzywdy czy zagrożenia, chociaż czasami pewnie ze zwykłej głupoty i przerośniętego ego. Szczerze, tak skrycie marzy mi się, żeby wysłać nasze społeczeństwo na psychoterapię. Darmowa psychoterapia dla wszystkich! Mówię to bez ironii. Świat byłby piękniejszy, gdyby każdy przepracował te swoje obżarte i tak mocno pielęgnowane strachy.

Och, tak, zdecydowanie! Podpisuję się pod tym obiema rękami! (śmiech) Terapia nie tylko powoduje, że stajemy się bardziej świadomi siebie i swoich potrzeb, ale też pozwala nabrać dystansu i odkryć, co jest dla nas naprawdę ważne. A jak to było u Ciebie? Miejsce, w którym dziś jesteś to świadomy wybór czy seria nieprzewidzianych wydarzeń?

To, w jakim dzisiaj jestem miejscu to świadomy wybór. Może śmiesznie to zabrzmi, ale pracuję jako freelancer, bo przeraża mnie praca na etacie. Sztywne godziny pracy — to nie dla mnie. Lubię być własnym szefem, chociaż jest to bardzo trudne – potrzeba dyscypliny, cierpliwości i jeszcze miliona innych rzeczy, żeby wszystko dobrze grało, ale finalnie daje to ogromną satysfakcję. Oczywiście na trasie jest jeszcze całe mnóstwo porażek, ale wiadomo — każde doświadczenie to nauka na przyszłość. Napędza mnie ciekawość.

Od jakiegoś czasu mam motto "miej wyje****, a będzie ci dane". Jako, że życie nie szczędzi stresów, moim zdaniem ważne, żeby dla własnego zdrowia psychicznego otoczyć się taką ciepłą kulką życzliwości. Nie biczować się za porażki, dbać o siebie i o innych, pamiętać o priorytetach i nie martwić się na zapas. Będzie jak będzie i już.

Brzmi bardzo sensownie. Ale domyślam się, że mimo zgody na to, co przyjdzie snujesz też jakieś plany. Jakie masz pomysły na najbliższa przyszłość?

Narysować własną książkę, iść na kurs drzeworytu, zorganizować więcej wystaw ciekawych ilustratorów i grafików. Cel to więcej skupienia, więcej projektowania i więcej zabawy podczas rysowania. No i walka z własnymi strachami. Hej przygodo! (śmiech)

A zatem – wielu przygód!