Czas na Malediwach płynie inaczej. A może nie ma go tam wcale? Bez żalu można wyłączyć komórkę, pozbyć się zegarka i całymi dniami niczego nie robić, cieszyć się pięknem przyrody. Ona jest tutaj jedyną królową, najbardziej królewska pod taflą oceanu. Żeby to docenić, wystarczy założyć maskę, płetwy i zanurzyć się w rozkosznie ciepłej, krystalicznie czystej wodzie. Rafa mieni się w niej kolorami tęczy, wśród koralowców przemykają ławice ryb: fioletowe, jaskrawożółte, czerwone, pasiaste i opalizujące. Nie boją się ludzi, podpływają blisko, są ciekawskie, zaglądają w oczy, niektóre nawet podszczypują.

Lecę piątą godzinę od międzylądowania w Katarze, od czterech pod skrzydłami samolotu widać tylko błękit Oceanu Indyjskiego. Gdy pojawiają się wreszcie jaśniejsze punkty, myślę, że to obłoki. Okazuje się jednak, że to nie są chmury, lecz rzędy wysepek, rozsypanych na wodzie jak przerwany sznur klejnotów: szmaragdowozielone serca oprawione w pierścionki białych plaż. To atole Malediwów. Widziane z lotu ptaka zapierają dech w piersi. Dosłownie.

Samolot przygotowuje się do lądowania, kołując nad lotniskiem – wąskim pasem ziemi z każdej strony oblewanym przez fale. Czuję dreszcz, nie strachu, lecz zachwytu. Ten sam zachwyt widzę w oczach innych pasażerów. Wszyscy patrzymy przez okna na „malachitową łąkę morza”, która rozpościera się pod nami.

Malediwy – niezwykły archipelag prawie 1200 wysp, które powstały na rafach koralowych. Rozrzucone na oceanie na dziesiątkach kilometrów kwadratowych, są tak małe, że gdyby je połączyć, powierzchnia wyniosłaby tyle, ile pół Warszawy. To kraj najniżej położony na Ziemi, średnia wysokość wynosi dwa metry n.p.m., a najwyższy punkt ma wysokość pięciu metrów.

Wysiadam z samolotu w stolicy kraju, Male. Lotnisko jest maleńkie. Lekkie, drewniane budynki przypominają pawilony ogrodowe obmywane przez ocean, który jest bliżej niż na wyciągnięcie ręki. Malediwy – przedziwne miejsce, gdzie granica pomiędzy tym, co należy do ziemi, a tym, co jest już morzem, się zaciera. Do hotelu zabiera mnie kolejny samolot. Dwie godziny lotu, tym razem nisko nad powierzchnią wody. Potem przesiadka na łódź. Wreszcie docieram do swojego raju, w którym spędzę 10 dni. Wysepkę można obejść w 20 minut. Boso, bo tu na bosaka chodzi się wszędzie: na spacer, do hotelowej restauracji, na plażę o piasku tak białym, że mąka przy nim wydaje się szara.

Nigdzie na świecie nie ma piękniejszych plaż. Jest cicho, delikatne pluszcze woda. Nie słychać zgiełku cywilizacji, szumu samochodów – na wyspie nie ma ani jednego, na archipelagu jest ich może kilkadziesiąt. Malediwy to kraj muzułmański, obowiązuje szariat, inne religie są zabronione, nie wolno nawet mieć Biblii. Alkohol pije się jedynie w hotelach, większość mieszkanek zakrywa głowy. Trzy lata temu zamknięto ośrodki SPA i gabinety masażu, aby nie dawały okazji do prostytucji. Nie ma tu nocnych klubów, głośnych dyskotek. I pewnie także dlatego panuje wrażenie błogiej ciszy, spokoju. Potęguje je spokój oceanu, którego powierzchnia wygląda jak gładka tafla jeziora. To dzięki temu można tu budować domy tuż przy brzegu albo wręcz na wodzie.

Drewniane, eleganckie hotelowe apartamenty stoją na palach i połączone są drewnianymi pomostami biegnącymi tuż nad taflą wody. Nie ma niczego, co oddzielałoby ludzi od podwodnego świata. Z tarasu, który jest jednocześnie pomostem, widać skaczące delfiny, pod próg podpływają ławice ryb, ba! nawet rekiny, ale jest to gatunek niegroźny dla ludzi, amatorzy nurkowania nie muszą więc ich się obawiać.

Mieszkańcy archipelagu opowiadają, że wyspy to gwiazdy, które spadły na dno morza. Niektórym udało się wypłynąć, ale wkrótce woda może je znów przykryć. To, niestety, prawda. Globalne ocieplenie sprawia, że poziom oceanu podnosi się o kilka milimetrów rocznie, a to oznacza, że leżący tuż nad taflą wody archipelag wkrótce może znaleźć się pod wodą. Trzeba koniecznie przyjechać na Malediwy, zobaczyć i dotknąć tego niezwykłego świata, póki jeszcze jest. Tym bardziej że żadne słowa nie są w stanie oddać jego urody.

Informacje praktyczne

GDZIE ZNAJDUJE SIĘ TEN RAJ? Malediwy to archipelag i państwo wyspiarskie o tej samej nazwie. Leży na Oceanie Indyjskim, ok. 700 km na zachód od Sri Lanki. Miejsce wymarzone dla miłośników nurkowania, żeglowania i windsurfingu. Turkusowe laguny, bajkowe plaże zachwycą najbardziej wybrednych.

JAK TAM DOTRZEĆ? Do Male, stolicy Malediwów, z Polski leci się 10,5 godziny linią lotniczą Qatar Airways – linia narodowego przewoźnika Qataru i jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się linii lotniczych na świecie (jako pierwsza oferuje na pokładach cyfrową telewizję satelitarną we wszystkich klasach).

Z BIUREM CZY SAMODZIELNIE? Wyjazdy są w ofertach wszystkich dużych touroperatorów. Koszt pobytu 10-dniowego z przelotem to 5–6 tys. za osobę (można też znaleźć oferty promocyjne). Jadąc na własną rękę, warto mieć wcześniej zarezerwowane miejsce w hotelu.

KLIMAT Monsunowy, gorący i wilgotny, średnie temperatury ok. 30°C, ale bryza sprawia, że upał nie dokucza. Od grudnia do kwietnia trwa szczyt sezonu turystycznego, lecz z powodzeniem można wypoczywać od maja do listopada.

WARTO WIEDZIEĆ Na wyspy nie wolno wwozić alkoholu, a wywozić najmniejszych nawet fragmentów rafy koralowej.