Największa kupa cegieł na północ od Alp. Tak o nim mówią. Malbork bowiem to największy gotycki zamek-klasztor w Europie. Budowany od 1274 do 1457 roku na chwałę zakonu krzyżackiego, nadal imponuje przybyszom swoją mocą, rozległością i ogromem, stojąc dumnie na wysokim brzegu Nogatu.

Najprawdziwszą ze swych twarzy pokazuje w grudniu. Bez przyklejonych wokół kramów pamiątkarskich, bez błyszczących zbroi rycerzy-samozwańców, bez jarmarków i fajerwerków. Na pół miliona turystów, które tu przybywa w ciągu roku, 120 tys. przyjeżdża w lipcu. Na grudzień przypada ledwo 2 tysiące. Wtedy nadchodzi czas na remont i lifting. Zamek stoi sam sobie: pusty, mokry, otulony mgłą. Głęboko oddycha. W surowych murach panuje temperatura kostnicy. Nozdrza drażni zapach stęchłego drewna, a uszy krakanie gawronów, które jak na konwencie obsiadają ogołocone drzewo.

Gigantyczna warownia nigdy nie została zdobyta, choć próbowano wielokrotnie. W okresie rozkwitu system obronny zamku tworzyły: poczwórny rząd murów (każdy o grubości 1,5 m), fosy, mosty zwodzone, ponad 20 umocnionych bram i tyleż wież, oprócz tego strzelnice u krawędzi dachów, wieżyczki i baszty. A dodatkowo rzeka Nogat.