Koreański makijaż na lato: wersja Polska

Jestem wizażystką, ale na co dzień pracuję z pięknymi buziami modelek. Wierzcie, lub nie, ale tam nieraz wystarczy nałożenie błyszczyku na usta i już jest zjawiskowo. Sama często się nie maluję, bo szczerze… efekt „delikatnego makeupu” zazwyczaj w ogóle mnie nie zadowala, a na „tapetę” nie mam czasu (lubię sobie pospać). Kiedy pisałam o koreańskim makeupie pomyślałam sobie, że warto wypróbować go w domowych warunkach, na cerze, która obok ideału stała jakieś 10 lat temu. 

Wypróbowałam koreański makijaż

Zgodnie z naszym tutorialem, na twarz nałożyłam krem i zaczęłam od korygowania niedoskonałości bez użycia podkładu. Niestety, "niedoskonałości" okazały się pokrywać praktycznie całą twarz, dlatego nie szczędziłam sobie korektora. Brwi są dla mnie nie lada wyzwaniem, bo jestem posiadaczką cienkich kresek a'la lata 90, dlatego doprowadzenie ich do pożądanego, "naturalnego" stanu zajmuje mi sporo czasu. Tu tego czasu nie ma - makijaż ma być szybki i lekki, więc jedziemy dalej z tym małym mankamentem. 

Mam bardzo mocno opadającą powiekę. Myślę, że za kilka lat, ze skóry moich powiek można by było uszyć całkiem porządną kopertówkę. Kreska skierowana w dół i "puppy eyes" były łatwe do wykonania. Wszystkich widzów z góry przepraszam za upaćkane lusterko, no ale… kto nigdy nie miał upaćkanego lusterka niech pierwszy rzuci kamień.

Najbardziej w koreańskim makijażu podoba mi się duża ilość różu. Ja jestem jego fanką, generalnie uważam że dla osób z szarą cerą (szczególnie chudych i kościstych) róż to absolutny must have, w przeciwieństwie do konturowania brązem, które jeszcze mocniej wyostrza rysy. Tu nakładamy róż aż pod dolną powiekę, a resztką produktu z pędzla możemy delikatnie "zarumienić" nos. To jedne z moich ulubionych kosmetyków, które dają efekt naturalnego rumieńca:

Ciekawostka, dla tych, które też uwielbiają róż: W Japonii istnieje trend, w którym kobiety malują się tak, aby wyglądać jak... pijane, lub na kacu. Makijaż Igari opiera się właśnie na dużej ilości różu pod oczami, na kościach policzkowych i na nosie, czyli tam, gdzie wyskakuje nam "pijacki rumieniec".

Koreański makijaż: czy to działa? czy to wygląda?

Teraz zasadnicze pytanie: czy to działa, czy to wygląda? Oceńcie same, moim zdaniem, pracy jest… zbyt dużo jak na osiągnięty efekt. Werdykt ostateczny: szybki, letni koreański makijaż będzie wyglądał cudnie na doskonałej, dobrze nawilżonej cerze. Ja raczej nie będę go powtarzać, a to dlatego, że mam dużo do skorygowania, a dodatkowo taka azjatycka "glass skin" nie wygląda zbyt świeżo przy moich drobnych krostkach i bliznach potrądzikowych (mam wrażenie, że jeszcze bardziej je uwydatnia). Lubię też mimo wszystko podnosić kącik oka i mam na to niezły patent dla wszystkich posiadaczek opadającej powieki (pokażę go następnym razem).