Do księgarni właśnie trafiła nowa książka Natalii Hołowni "Modna Polka". Autorka zaprosiła do rozmowy kobiety, które są nie tylko pięknie i dobrze ubrane, ale przede wszystkim prezentują sobą wiele cennych wartości. Chociaż pochodzą z różnych środowisk, to łączy je jedno: każda z nich jest niezwykła na swój sposób. O modzie, kobiecości, wartościach, które wyznają, Natalia Hołownia rozmawia między innymi z Mają Ostaszewską, Magdą Mołek, Małgorzatą Kożuchowską, Heleną Norowicz, Magdaleną Boczarską, czy Małgorzatą Szumowską. Przeczytajcie fragmenty książki z Mają Ostaszewską.

Maja Ostaszewska: "mogę sobie pozwolić na naturalność"

Nie zabiegam o to, aby mój styl podobał się innym, ale jest mi miło, gdy moje wybory doceniają osoby, których gust podziwiam – mówi mi szczerze, gdy spotykamy się w Nowym Teatrze na lunch.

- A co według ciebie jest luksusem?

To, że mogę sobie pozwolić na naturalność. Wiesz, nie dbam o swój wygląd jakoś przesadnie. Gdy zawożę dzieci do szkoły czy wychodzę do sklepu, to napraw­dę nie zastanawiam się, co na siebie włożyć. Wybie­ram po prostu wygodę. Mam w szafie dużo T-shirtów, chętnie noszę kaszmirowe swetry mojego partnera. Lu­bię luz. To jest właśnie mój luksus i polecam taką posta­wę wszystkim kobietom – nie dajcie sobie wmówić, że waszym obowiązkiem jest spełniać oczekiwania innych, czyli zawsze wyglądać perfekcyjnie. Pozwólmy sobie na niedoskonałość, na bycie sobą! Nowe pokolenie daje już pewną nadzieję, bo widać, że wiele dziewczyn czuje się dobrze w swojej skórze. Nie wstydzą się drobnych niedoskonałości, czasem wręcz lubią je podkreślać. Nawe jeśli są mocno wystylizowane, to są w tym prawdziwe. Natomiast w moim pokoleniu nie było jeszcze takiej swobody. Panowały zdecydowanie sztywniejsze zasady. W pewnym momencie kobiety zaczęły się niebezpiecznie do siebie upodabniać. To takie nudne.

Za to Ostaszewska zawsze jest ubrana po swojemu. Wyróżnia się więc nie tylko ze względu na oryginalną urodę, ale także intrygujący styl. Mimo że, jak podkreśla, ceni przede wszystkim wygodę i rzadko się stroi, na czerwonym dywanie lubi błysnąć.

Bo ja bardzo lubię modę. Moda to sztuka. Zakładanie pięknych kreacji na czerwony dywan sprawia mi prawdziwą radość – mówi. – Ale na pewno nie jestem i nigdy nie byłam niewolnicą trendów. Nie przepadam też za epatowaniem logo oraz obwieszaniem się drogimi gadżetami. Wracając do luksusu, o który pytałaś, to niektórzy uważają, że jego przeciwieństwem jest bieda. A już Coco Chanel mówiła, że wcale nie bieda, tylko zły gust. Nie chodzi przecież o to, by ubierać się drogo, ale żeby mieć swój styl, świadomość siebie, czuć, co jest „nasze”, a w czym wyglądamy źle, jak przebrane – tłumaczy Maja. – Są takie ciuchy, które uważam za fantastyczne, ale wiem, że do mnie nie pasują. Wolę zachwycać się nimi na kimś innym. Natomiast krzyczące logo, które niestety ostatnio wraca do łask, to według mnie obciach. Niektórym taki ostentacyjny styl może i pasuje. Ja wolę jednak, gdy markę widać tylko delikatnie. Mam małą starą torebkę Chanel i oczywiście, że jest na niej logo, ale bardzo dyskretne. I to mi odpowiada – subtelny emblemat, za którym stoi historia, nie ostentacyjne bogactwo. Cenię rzeczy w dobrym gatunku. Wolę mieć takich mniej niż pełno byle czego.

Fot. Helena Ludkiewicz

Maja Ostaszewska: "Na co dzień wybieram kobiecość, ale w nonszalanckiej wer­sji."

Duży wpływ na gust i późniejszy styl Mai Ostaszewskiej miały też najbliższe jej kobiety – mama i babcia. Matka ak­torki, Małgorzata Ostaszewska, w latach 70. była prawdzi­wą fashionistką. Razem z przyjaciółką, Korą, przyciągały swoimi oryginalnymi stylizacjami uwagę całego Krakowa. O nich się mówiło. Nietrudno więc zgadnąć, po kim Maja odziedziczyła modowe wyczucie.

Mama rzeczywiście zawsze ubierała się świetnie – wspo­mina aktorka. – To właśnie ona nauczyła mnie akceptować siebie taką, jaką jestem. Mama wybrała całkowicie natural­ny styl życia, co oczywiście znacząco wpłynęło na jej styl ubierania się, a w konsekwencji zapewne i na mój. Nigdy się nie malowała, miała długie włosy, nosiła powłóczyste spódnice, była bardzo kobieca. Sama, co prawda, nie po­strzegała siebie jako hipiski, ale myślę, że w duchu trochę nią była. W swojej garderobie miała prawdziwe skarby. Tata przywoził jej niesamowite rzeczy z tras koncertowych – buciki z Chin, indyjskie apaszki haftowane srebrną nitką… Ale mnie ciągnęło do nieco innej, może bardziej klasycznej, wersji kobiecości – znajdowałam ją u babci.

Ta ubierała się szykownie i elegancko. Zawsze w butach na wysokim obcasie, do tego starannie dobrane dodat­ki. Lubiła też makijaż. Ostaszewska wspomina, że właśnie u babci pomalowała się po raz pierwszy, oczywiście używając jej kosmetyków, z mocną czerwoną szminką włącznie. Przekonała się wtedy do czerwonych ust i lubi je do dzisiaj.

Mogę nawet być całkowicie sauté, byle z pomadką na ustach. Ona wystarcza mi za cały makijaż – mówi. – Dzięki babci wiem też, z czym wiąże się bycie elegancką kobietą. Wizyty u fryzjera, manicure, pedicure i takie codzienne dbanie o siebie. Babcia nawet psa regularnie zabierała do fryzjera! (śmiech). Dziś widzę bardzo wyraźnie, że była całkowitym przeciwieństwem mojej, trochę zbuntowanej, mamy. Ja jestem gdzieś pośrodku.

- Więc jak określiłabyś swój styl? – pytam.

Na co dzień wybieram kobiecość, ale w nonszalanckiej wer­sji. Zakupy robię w małych butikach, kocham vintage, ale lubię też naszych polskich projektantów. Swetry, płaszcze Łukasza Jemioła. Prostotę według Ani Kuczyńskiej. Na tak zwane wielkie wyjścia najczęściej ubieram się klasycznie. Ale są wydarzenia, przy okazji których pozwalam sobie na trochę więcej – rozdanie Orłów czy polskie i zagraniczne festiwale filmowe. Bo to w końcu święto kina, uroczyste zwieńczenie naszej pracy, prawdziwy czerwony dywan. Wtedy zwykle zwracam się do moich ulubionych projektan­tów, przede wszystkim Macieja Zienia, który często tworzy kreacje specjalnie dla mnie, ale także Tomasza Ossolińskiego czy Gosi Baczyńskiej. Oni jeszcze nigdy mnie nie zawiedli. Wiedzą, w czym mi dobrze. Bo przecież nie we wszyst­kim. Na przykład na pewno nie pasuje do mnie wizerunek księżniczki. Dlatego balowe suknie, te wszystkie bezy, tiule i treny, są kompletnie wykluczone. Mam 46 lat, lubię swój wiek, dlaczego miałabym udawać postać z bajki? (śmiech). Nie za bardzo też odpowiada mi wizerunek romantyczny. Wolę awangardę, ale stosunkowo prostą. Raczej minimali­styczne kroje, a jeśli print, to bardziej graficzny niż kwiatowy. Czasem miewam ochotę na coś bardziej rockowego. Uwiel­biamteż wszelkie bluzki koszulowe, również na czerwony dywan. Mam ich w szafie całkiem sporo.

Nie stosuję żadnych wypełniaczy, akceptuję to, jak zmienia się mojatwarz – wyznaje mi gwiazda. – Lubię siebie bez makijażu. Na większości zdjęć, jakie publikuję na Instagramie, jestem zupełnie „niezrobiona”, może cza­sem aż za bardzo (śmiech). Za to regularnie odwiedzam kosmetyczkę, inwestuję w kosmetyki pielęgnacyjne i chętnie stosuję laseroterapię, która pobudza skórę. Pamiętaj też, że całe życie nie jem mięsa – uważam, że taka dieta to klucz do młodego, zdrowego wyglądu. Uprawiam również sport: pływam, tańczę, jeżdżę na nartach, przez wiele lat praktykowałam jogę. Bardzo chcę zachować naturalność, bo przecież aktorka musi mieć prawdziwą twarz!

Więcej rozmów z modnymi Polkami znajdziecie w książce Natalii Hołowni "Modna Polka"

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

No i jest! Pokazuję Wam premierowo okładkę mojej nowej książki "Modna Polka" to wywiady z 16 wyjątkowymi kobietami o modzie, urodzie i... życiu Znajdziecie w niej szczere rozmowy oraz piękne zdjęcia autorstwa @helenaludkiewicz Dziękuję moim rozmówczyniom za okazane mi zaufanie, życzliwość i czas Jesteście wspaniałe "Modna Polka" w poniedziałek idzie do druku, a ukaże się 24 kwietnia Jestem wzruszona... #modnapolka #mybook #bookcover #mydream #fashion #style #fashionbook #polishgirl #comingsoon Za pomoc w produkcji okładki dziękuję @charzewska i @lananguyen_priv to jej bluzkę widać na zdjęciu, zrobionym w... butiku @lananguyencom #girlpower PS. A w linku w bio mojego profilu więcej o książce

Post udostępniony przez Natalia Hołownia (@nataholownia) Mar 20, 2019 o 1:34 PDT