31 lipca koniecznie wybierzcie się do kin na niezwykłą filmową ucztę "Maggie". To debiut koreańskiej reżyserki Yi Ok-seop tak samo zabawny i absurdalny jak melancholijny i demaskujący największe bolączki millenialsów - w tym problemy w budowaniu relacji i dojmujące poczucie samotności głębokiej jak symbolicznie pojawiające się w filmie kratery. "Maggie" uświadamia też hipokryzję konserwatywnego społeczeństwa, pełnego dyskryminacji i nierówności, a to wszystko opakowane w błyszczące, kolorowe papierki estetycznych kadrów i super zabawną formułę. Wszystko bowiem zaczyna się od małego seksskandalu w pewnym niepozornym szpitalu. 

KOBIETA WIDZI WIĘCEJ: "Korea, to kraj z najwyższym odsetkiem operacji plastycznych"

Premiera "Maggie" stała się dla nas inspiracją do tego, by porozmawiać o tym, jakie miejsce w koreańskim społeczeństwie zajmują kobiety i dlaczego problemy Koreanek tak bardzo przypominają te, z którymi borykają się na co dzień Polki. Jak się okazuje z rozmowy z Jagodą Murczyńską, organizatorką  Azjatyckiego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków kobiety na każdym krańcu świata muszą walczyć o to samo.

Znajduję wiele podobieństw między Koreankami i Polkami. My też wstydzimy się wyjść bez makijażu, często musimy być „zrobione”. Dlaczego wizerunek dla Koreanek też jest tak ważny? Całkiem niedawno głośno było o historii youtuberki, która dostała groźby śmierci, gdy ogłosiła, że będzie pokazywać się bez makijażu.

Jagoda Murczyńska: Rzeczywiście w Korei presja wywierana na kobiety w kwestii wyglądu jest ogromna, a media lansują nierealne standardy urody. To kraj z najwyższym odsetkiem operacji plastycznych na jednego mieszkańca, a statystyki wcale nie przestają rosnąć. Popularne są nie tylko drobne korekty, ale też bardzo zaawansowane operacje, takie jak korekta kształtu żuchwy. Niestety najbardziej wrażliwą na tę presję grupą są nastolatki, młode dziewczyny, które chcą upodobnić się do wizerunków internetowych celebrytek wykorzystujących mocno zniekształcające twarz filtry - ideałem są duże oczy, bardzo wąski trójkątny podbródek, ekstremalnie niska waga ciała i jasna, krystaliczna cera. Operacja plastyczna stała się popularnym prezentem z okazji zakończenia szkoły średniej.

Okazuje się też, że wiele Koreanek widzi też absurd tej samo nakręcającej się machiny. Mam na myśli takie inicjatywy jak np. „Ruch bez szminki”.

J.M: To ruch określany też jako "wyjście z gorsetu", zainspirowany po części strategią ruchu #metoo. Jedną z jego liderek stała się youtuberka Kim Ji-yeon, która zaczęła kwestionować konieczność nieustannego upiększania się i ogromnych wydatków i nakładów czasu, jakie ponoszą Koreanki zmierzające do niedoścignionych ideałów. Okazało się, że coraz więcej kobiet widzi absurd nakręcającej się spirali dbania o wygląd. Ostentacyjna rezygnacja z nadmiernego makijażu, kosztownych zabiegów upiększających i godzin spędzanych przed lustrem była też manifestacją niezgody na kulturę hejtu, na setki koszmarnych komentarzy oceniających wygląd, z którymi na co dzień spotykają się kobiety bez względu na stanowisko, jakie zajmują - od prominentnych polityczek po aktorki. Efekty ruchu były zaskakująco szerokie i zauważalne nawet gospodarczo - był jednym z powodów zauważalnego trendu: kobiety zaczęły wydawać drastycznie mniej na kosmetyki, inwestując za to w samochody - trudno o bardziej czytelny symbol odzyskiwania niezależności.

Zjawisko „szklanego sufitu”, przywiązanie do wizerunku kobiety jako żony i matki, niska liczba kobiet w zarządach i na stanowiskach decyzyjnych, to problem globalny. Jakie czynniki zdecydowały o pojawieniu się tak silnego tego zjawiska w Korei?

J.M: Przyczyny są skomplikowane i historycznie daleko sięgające - to między innymi bardzo ścisły feudalny system, przez stulecia blokujący awans społeczny i dzielący społeczeństwo na ostro oddzielone od siebie klasy, preferencja potomków płci męskiej (co w dzisiejszych czasach prowadzi do selektywnych aborcji), mniejszy dostęp kobiet do edukacji. Na wartości konfucjańskie, przypisujące kobiety do sfery domowej (ideał dobrej żony i mądrej matki, podobnie jak w Japonii), nałożyły się dodatkowo konserwatywne wartości chrześcijańskie (to dziś największa grupa religijna). W Korei nie istniał ideał "rycerskości", ustępowania kobietom pierwszeństwa - przy zdecydowanie mniejszych prawach i uwiązaniu do sfery domowej nie cieszyły się szczególnymi przywilejami, w niższych klasach pracowały tak samo, jak ich mężowie, opiekując się równocześnie dziećmi. Dziś jednak kobiety wykorzystują tą ostatnią tradycję na swoją korzyść - są coraz bardziej aktywne w przestrzeni publicznej i na rynku pracy, mimo że wciąż oczekuje się od nich, że po założeniu rodziny zrezygnują z kariery. Mają też doskonałe wykształcenie, co przekłada się na brak zainteresowania małżeństwem (połowa młodych Koreanek uważa je za przestarzałą instytucję) i potrzebę niezależności.

Na jakich polach Koreanki spotykają się jeszcze z dyskryminacją, czy silny jest w Korei ruch młodych feministek?

J.M: W ostatnich latach miało miejsce kilka ogromnych kobiecych protestów związanych m.in. z przestępstwami seksualnymi - ogromny ruch przeciw molestowaniu i wielotysięczne protesty na ulicach pojawiły się po głośnym przypadku mizoginicznego morderstwa na stacji Gangam w 2016 roku (kobieta zginęła, ponieważ "nie zwracała nigdy uwagi" na zainteresowanego nią mężczyznę), a także w związku z coraz bardziej powszechnymi przypadkami nagrywania kobiet w sytuacjach intymnych czy toaletach publicznych na ukryte kamery. W czasie ostatnich wyborów niespodziewanie wysokie poparcie zdobyła nowo powstała partia kobiet, do której na przestrzeni ledwie dwóch miesięcy zapisało się dziesięć tysięcy członkiń. Koreańskie feministki walczą między innymi o równe prawa w pracy, rozwiązania prawne zmierzające do penalizacji molestowania seksualnego, o regulacje związane z aborcją. Przez lata walczyły też o pamięć kobiet będących ofiarami przestępstw seksualnych w czasie II wojny światowej, kiedy setki tysięcy Koreanek zostały zmuszone do pracy seksualnej na rzecz japońskich żołnierzy - feministki walczyły z rządem Japońskim o przyznanie się do tego procederu, a z koreańską opinią publiczną - o przywrócenie honoru ofiarom.

Czyżby polski mit Matki Polki ma swój koreański odpowiednik?

J.M: Niezupełnie. To prawda, że rolą kobiety w Korei historycznie było dbanie o dom i potomstwo, a ideałem - absolutne podporządkowanie i uległość wobec męża, ale dziś te role się zmieniają, a w obliczu nacisków społecznych nawet rząd wprowadza oficjalny program "kobiecej rewolucji", która ma umocnić pozycję kobiet w społeczeństwie.

Jak konserwatywna koreańska kultura ma się do "rozsseksualizowanego" wizerunku kobiet w popkulturze (zwłaszcza w K-popie): lolitek, infantylnych kokietek w krótkich spódniczkach i przesłodzonych pozach?

J.M: Pierwowzorem dla kultury K-Popu była popkultura japońska i J-popowe girlsbandy, w których szczególną popularnością cieszą się nastoletnie, słodko wyglądające dziewczyny, które w kontraktach mają wpisany zakaz wchodzenia w romantyczne relacje. Na przestrzeni lat K-pop zyskał własną estetykę, bardziej "dorosłą", łączącą inspirację japońskimi zespołami z wpływami muzyki amerykańskiej. Odszedł od lolitek w stronę bardziej dojrzałych. To jest oczywiście bardzo złożone zjawisko, ale zderzenie celebrowanej niewinności z zachodnim seksualnym liberalizmem skutkuje wieloma napięciami i buduje kolejny niemożliwy do zrealizowania ideał - kobiety lalki, idealnej pod każdym względem idolki, która jest równocześnie "świętą i dziwką". To model pojawiający się oczywiście w wielu kulturach pod każdą szerokością geograficzną, ale rzeczywiście K-pop, jako nurt o gigantycznej popularności, jest punktem odniesienia dla wielu młodych kobiet i przekaz jaki za sobą niesie ma duży wpływ na kształtowanie się ich światopoglądu.

Przyznam, że zszokowała mnie Pani, opowiadając o skali specyficznie koreańskiego problemu, podglądactwa internetowego, czyli popularności ukrytych kamer (np. w toaletach publicznych). Wiąże się z tym procederem szereg skandali związanych z nagrywaniem nieświadomych kobiet na randkach czy wręcz gwałtów rejestrowanych i udostępnianych w sieci. Czy to forma jakiejś marginalnej ucieczki od restrykcji, jakie nakłada konserwatywne społeczeństwo? Uprzedzam, że próbuję zrozumieć coś zupełnie dla mnie surrealistycznego, nie usprawiedliwiam.

J.M: Zjawisko ma nawet swoją nazwę - molka - i polega na używaniu małych kamerek w toaletach, przebieralniach, na schodach w miejscach publicznych czy w sytuacjach intymnych. Podglądactwo stało się w ostatnich latach w Korei prawdziwą plagą. Kobiety nie tylko padają ofiarą upubliczniania tego typu nagrań, ale też straciły poczucie bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej - w zasadzie wszędzie mogą znaleźć się niewidoczne urządzenia rejestrujące. Protesty, które mają na celu nagłośnienie niezgody na takie działania i zmuszenie rządu do podjęcia zmian, zgromadziły już ponad 360 tysięcy uczestniczek i uczestników, biorących udział w marszach i podpisujących petycje. Prawo zakazujące tego typu działań, co prawda istnieje, ale jest nieprecyzyjne i niezwykle rzadko faktycznie egzekwowane. Trudno rzeczywiście mówić o usprawiedliwieniach tego typu zachowań, ale rzeczywiście mówi się o tym, że w powściągliwej i konserwatywnej kulturze koreańskiej nawiązywanie kontaktów i okazywanie emocji jest dla wielu osób bardzo trudne - stąd uciekają się one do praktyk wojerystycznych, korzystając z nowoczesnej technologii.

Mam wrażenie, że w koreańskim kinie ulubionym środkiem wyrazu artystycznego (trochę jak swego czasu w kinie czeskim) stał się absurd, jak chociażby w osławionym ostatnio obrazie „Parasite”, jak i we wchodzącej właśnie do kin gorącej premierze "Maggie". 

J.M: Rzeczywiście, czarny humor, ironia, budowanie fabuł wokół absurdów współczesności jest mocną stroną niektórych koreańskich twórców. To jednak rodzaj konwencji, którą kupuje się albo nie - i jest grupa twórców, którzy chętnie po nią sięgają, nie wiem, czy można tu mówić o jakichś narodowych skłonnościach (Yi Ok-seop wśród swoich inspiracji wymienia choćby Szweda Rubena Östlunda czy Greka  Jorgosa Lantimosa). Niewątpliwie jednak kino Korei słynie z zamiłowania do łamania konwencji, opowiadania o ważnych tematach w ramach kina akcji czy komedii, zderzania lekkości z okrucieństwem. Koreańczycy chętnie chodzą do kin, masowo oglądają rodzime filmy, a twórcy decydujący się na radykalne środki cieszą się uznaniem na międzynarodowych festiwalach - i być może to właśnie sprawia, że producenci nie boją się awangardowej formy i odważnych treści, zawsze mogą liczyć na licznych odbiorców. To zapewne jedna z wielu przyczyn, ale to na pewno odróżnia Koreę od kina hollywoodzkiego, gdzie precyzyjne targetowanie widowni sprawia, że scenariusze są coraz częściej ugrzecznione i zachowawcze, powtarzają te same schematy. Światowy sukces "Parasite" pokazał chyba, że widzowie są jednak spragnieni kina stawiającego im wyzwania, podważającego utarte przekonania i rzucającego nowe światło na naszą rzeczywistość.

Jagoda Murczyńska - kulturoznawczyni, psycholożka, specjalizująca się w kinematografii Japonii. Redaktorka, tłumaczka, autorka licznych tekstów poświęconym kinematografiom Azji oraz kostiumom filmowym. Selekcjonerka programowa i współorganizatorka Festiwalu Filmowego Pięć Smaków, redaktorka i autorka tekstów festiwalowego katalogu oraz książek "Cicha eksplozja. Nowe kino Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej" oraz "Made in Hong Kong. Kino czasu przemian". Współautorka podcastu "Azja kręci".