Sławny, przystojny, śpiewa liryczne piosenki. I do tego – ku radości fanek – ciągle kawaler.

W jednym z wywiadów powiedział pan, ze szybko się nie ożeni...

– Tego nie wie nikt (śmiech). A poważnie: miałem na myśli, że w tej chwili – być może – jest moje „5 minut”. Czekałem na to wiele lat. Dlatego chciałbym wykorzystać tę szansę do maksimum. A czas, jaki poświęcam karierze, odbija się na moim życiu prywatnym.

Czyli jest pan sam? Nie ma pan dziewczyny?

– Gdzieś mi umknęła… Moze sie pan za mało starał? – Być może. Myślę jednak, że głównym powodem była odległość. Musiałem wyjechać z rodzinnego Wrocławia, no i po prostu stało się.

Chyba nie może pan narzekac na brak zainteresowania ze strony fanek.

– I nie narzekam. Są bardzo sympatyczne, ale dla mnie, niestety, za młode (śmiech). Mają po 16, 17 lat. Przyjeżdżają na wszystkie moje koncerty i śpiewają razem ze mną. Jeśli zdarzy mi się zapomnieć słów, z ruchu ich warg mogę odczytać, co dalej.

Zobacz także:

Jednym słowem podoba sie pan kobietom. Zawsze tak było?

– Jakby to ująć… (śmiech). Nie należałem do najprzystojniejszych chłopców. Byłem korpulentny i nosiłem okulary. Skłamałbym jednak mówiąc, że nie otaczał mnie wianuszek dziewczyn, bo w mojej klasie było tylko trzech chłopaków...

Okularnicy najczesciej sa brani za kujonów.

– Bez przesady! Dostawałem świadectwa z czerwonym paskiem, ale kujonem nie byłem. Lubiłem psocić.

Wraca pan czasem myslami do beztroskiego dziecinstwa?

– Nie było takie beztroskie. Do szóstego roku życia prawie non stop przebywałem w klinice okulistycznej. Jeździłem tam z mamą na badania. Potem przeszedłem poważną operację oka i wyjechałem do sanatorium. To właśnie tam nauczyłem się piosenki „Jarzębino czerwona”, którą zaśpiewałem mamie po powrocie. Tak jej się spodobało, że zapisała mnie do szkoły muzycznej.

Czyli to mama zapoczatkowała panska kariere. Podobno mieszka teraz w USA. Teskni pan?

– Bardzo mi jej tu brakuje. Na szczęście Internet umożliwia codzienne rozmowy. Poza tym staram się ją odwiedzać tak często, jak to możliwe. W tym roku polecimy do niej z bratem na święta Bożego Narodzenia. Niestety, tylko na kilka dni, bo w Sylwestra mam koncert w Polsce.

Mama wciaz dba o pana?

– W ważnych chwilach zawsze była przy mnie i służyła radą. Nadal tak jest. Troszczy się o mnie, wyciąga na zakupy i obsypuje prezentami, jakby w Polsce były nadal puste półki w sklepach. I oczywiście zawsze dla niej byłem, jestem i pewnie będę za chudy (śmiech), więc ciągle zaprasza mnie do restauracji. Ale to akurat bardzo mi odpowiada.

Pewnie jest teraz z pana dumna?

– Kibicuje mi we wszystkich przedsięwzięciach, słucha płyt, czyta wywiady. To od niej dowiaduję się, co i gdzie napisano na mój temat. Recenzuje wszystkie moje występy. Czasem surowo. Nie przypominam sobie, by do któregoś nie miała zastrzeżeń. Ale wiem, że to tylko przejaw jej dbałości o mnie.

Sylwetka gwiazdy : Łukasz Zagrobelny