SPÓŹNIALSKI BAŁAGANIARZ kontra poukładany pedant

Dominika poznała Filipa (26 lat) na wyjeździe narciarskim do Austrii, który sprezentował jej tata na 25. urodziny. Już pierwszego dnia na stoku zaobserwowała, że Filip nie spuszcza z niej oczu. Tego dnia pierwszy raz ze sobą rozmawiali i całowali się. Zakochała się od razu.
– Zaczęliśmy być razem. Dogadywaliśmy się pod każdym względem: filmy, muzyka, łóżko, książki. Przez pół roku nie zauważałam jego wad – tłumaczy Dominika.
Umknęło więc jej uwadze, że ukochany notorycznie się spóźnia i jest tak rozpieszczony przez zaborczą mamusię, że nie potrafi po sobie posprzątać. Kiedy po dwóch miesiącach zaczął pomieszkiwać u niej, ignorowała porozrzucane wokoło brudne ubrania.
– Wyjechałam na weekend z przyjaciółkami. Filip odbierał mnie z dworca kolejowego. Spóźniał się już 20 minut, kiedy zadzwoniłam. Powiedział: „Kochanie, będę za 10 minut, jest korek na Łazienkowskiej”. Przezornie wykręciłam domowy numer. „Filipek właśnie myje rączki, bo za chwilę zaczynamy obiad” – usłyszałam od jego mamy. Mój świat runął.
Po pół roku Dominika przejrzała na oczy. „On ma wady! Jest nieogarniętym bałaganiarzem i na dodatek zawsze się spóźnia” – szlochała.
– Odbyliśmy kilka poważnych rozmów. Zarzucałam mu brak szacunku. Groziłam, że go zostawię. Z jednej strony zauważałam zmiany (posprzątał całe mieszkanie), z drugiej wyolbrzymiałam potknięcia. Sama nigdy nie byłam pedantką, ale jego bałaganiarstwo doprowadzało mnie do szału! Po półtora roku rozstaliśmy się. On nie wytrzymał ciągłej presji.
Ja postanowiłam szukać swojego poukładanego ideału – tłumaczy Dominika. Jeszcze będąc z Filipem poznała Wojtka. Przystojnego, zorganizowanego studenta prawa. Kiedy pierwszy raz umówili się na randkę (kolację), przyszedł wcześniej i z kwiatami.
– Obezwładnił mnie tym bukietem, chociaż teraz wiem, że szukałam w mężczyźnie tylko zaprzeczenia Filipa. Na drugim spotkaniu Wojtek sam gotował (i sprzątał po sobie). Byłam „kupiona”. Po dwóch miesiącach zamieszkali razem. Choć nie kochał tej samej literatury, nie oglądał pasjami kina skandynawskiego, a każdej wolnej chwili nie spędzał na desce (surfingu lub snowboardzie), to sprzątał, prał, prasował i był na każde zawołanie.
Problemy zaczęły się, kiedy „książę z poukładanej bajki” zaczął organizować nie tylko przestrzeń wokół Dominiki, ale również jej życie.
– Po tygodniu wspólnego mieszkania przestałam poznawać własny dom. Wszystko, począwszy od kubków, a skończywszy na bieliźnie, przestawił i uporządkował kolorystycznie. Nawet majtki wyprasował i poukładał w kosteczkę (sic!). W październiku mieliśmy zaplanowanego sylwestra, ferie w Egipcie i wpłaconą zaliczkę na majówkę we Włoszech. Wyjście do kina omawialiśmy z tygodniowym wyprzedzeniem. Zorientowałam się, że brak wspólnych tematów nie doskwierał mi tak bardzo na początku znajomości, bo wszystkie rozmowy zaprzątało układanie i organizowanie. Myślę, że każdy tyran w porównaniu z Wojtkiem uzyskałby tytuł „króla spontanu”
– Dominika śmieje się z tego, ale wtedy nie było jej do śmiechu. Rozstali się po sześciu miesiącach trwania związku. – Pół roku zaczyna mieć dla mnie wymiar symboliczny. Teraz dokładnie tyle czasu jestem sama. Wciąż myślę o Filipie. Dzwoniłam kilkakrotnie, ale póki co nie chce się spotkać. Brakuje mi naszych wielogodzinnych rozmów, wspólnych podróży, nawet bałaganu – dodaje.

EKSTRAWERTYK kontra introwertyk

„Najpierw pomyśl, potem zrób” – odwrotność tej zasady 30-letni Karol opanował do perfekcji. – Czy poszłabyś ze mną na kolację? Chyba się nie przedstawiłem... Karol – tak zaczął w klubie pierwszą rozmowę z Anią (29 lat). – Zaniemówiłam, po czym umówiłam się z nim – przyznaje ze śmiechem Ania. – W trakcie spotkania opowiedział mi połowę swojego życia. Wychowałam się w rodzinie, w której mężczyzn poznaje się po milczeniu, szczególnie w kwestii uczuć. Tata przez dwa dni nie przyznał się nikomu do przebytego zawału! Otwartość Karola była dla mnie novum. Nie mogłam się nią nasycić przez pierwsze miesiące związku.
Dogadywaliśmy się rewelacyjnie – wyznaje Ania. Ekstrawertyzm ukochanego miał też swoją ciemną stronę. – Zostaliśmy zaproszeni na 30. rocznicę ślubu rodziców, podczas której mieliśmy oficjalnie przedstawić Karola rodzinie.
Byłam przerażona, bo ulubionym słowem rodziców jest „wstrzemięźliwość” – mówi Ania. Wszystko przebiegało bez zarzutu aż do momentu, kiedy przyszedł czas na toast. Karol zerwał się z krzesła i przemówił: – Drodzy teściowie (śmiech), jeżeli Ania ma temperament po was, to już wiem co jest tajemnicą tego małżeństwa. – Śmiać się czy raczej płakać? – zastanawia- łam się. – Twarz taty gwałtownie poczerwieniała. Po zakończeniu odbył ze mną po- ważną rozmowę. „Stać cię na kogoś lepiej wychowanego” – brzmiała pointa. Po powrocie do domu spontaniczność i otwartość Karola przestały Ani imponować. Po czterech miesiącach od feralnej roczni- cy zakomunikowała mu, że to koniec! Sama czuła pustkę, rodzice – zadowolenie.
– Kolejnego chłopaka, Michała, przedstawiono mi na domówce u mojej przyjaciółki Marysi. Okazało się, że to ona uknuła spisek. Postanowiła mnie wyswatać z miłym oraz ustawionym kolegą swojego faceta. Michał minus 20 lat równał się mój tata. Skryty, nigdy nie pokazywał, co czuje. Oczywiście rodzice pokochali go, więc ja też (wmówiłam to sobie) – tłumaczy Ania. Michał dawał jej głównie poczucie bezpieczeństwa.
– Był do tego stopnia zamknięty w sobie, że bez słowa zajadał się moim spaghetti arrabiata, choć jest uczulony na pomidory! Nasz układ przypominał pracę w zakładzie pracy chronionej lub związek z niemową! Zerwałam z nim dzień przed walentynkami. Spojrzał na mnie, podał rękę i nic nie powiedział. Od razu zadzwoniłam do Karola. Tego samego wieczoru umówiliśmy się na kawę.

RETRO kontra metroseksualny

W życiu 28-letniej Kamili przez prawie cztery miesiące również nie brakowało ekscytacji (i adrenaliny). – Spotykałam się z dwoma facetami w tym samym czasie. Paweł (32 lata) pracował w agencji reklamowej. Zawsze świetnie ubrany, ostrzyżony, pachnący.
Gdy zobaczyłam go pierwszy raz, byłam pewna, że jest gejem (śmiech)! Dwa miesiące wcześniej, też na premierze filmowej, poznałam Maćka, 30-letniego fotoreportera. Miał tygodniowy zarost, zabłocone buty i błysk w oku. Połączyła nas oboje pasja do podróżowania (bez planu, z plecakiem). To typ faceta, który oddałby swoją ostatnią koszulę. Zawsze w ruchu.
Maciek potrafił się zerwać o 4 nad ranem i na prośbę naczelnego wyjechać na zdjęcia do Afganistanu. Imponowało mi to – opowiada Kamila, dodając: – Niestety, nie przywiązywał wagi ani do swojego, ani do mojego wyglądu. Namówienie go na wspólne zakupy zajęło mi dwa tygodnie. Kiedy w końcu zmusiłam go do kupienia kilku fajnych ciuchów, nigdy ich nie założył. Choć złuszczała mu się przesuszona skóra z rąk i z twarzy, nie używał kremu, twierdząc, że to mało męskie. Dla mnie, zakręconej estetki, te niby drobnostki mają duże znaczenie – tłumaczy Kama. Pojawienie się w jej życiu Pawła wypełniło estetyczną lukę. Chodzili razem na zakupy, omawiali najnowsze trendy. – Czułam się jakby był jednocześnie facetem i moją najlepszą przyjaciółką. Bagatelizowałam jego egocentryzm i materializm. Na dalszy plan spychałam fakt, że mówi cały czas o sobie. Kiedy leżałam w domu powalona grypą żołądkową, zadzwonił dwa razy. Nie zapytał, jak się czuję, tylko opowiadał mi o marynarce Toma Forda, którą właśnie zamówił z net-a-porter! Wtedy po raz pierwszy zabolał mnie jego egoizm. Kamila mówi, że po kilku tygodniach gry na dwa fronty zaczynała już wariować.
Pocałunek – do tego najdalej posunęłam się z Pawłem.
– W pewnej chwili napięcie seksualne zaczynało sięgać zenitu, a ja myślałam, że oszaleję – tłumaczy Kama.
W piątek postanowiła skrócić te miłosne męki i zadecydowała, że nocuje u Pawła.
– Maćkowi powiedziałam, że śpię u przyjaciółki. Zaplanowaliśmy wyjście do restauracji sushi (wiedziałam na 100 proc., że Maćka w niej nie spotkam). Wykąpałam się już u Pawła w mieszkaniu i w 30 minut byłam gotowa. Paweł szykował się dwa razy dłużej. W międzyczasie narzekał, że nie trawi nowego accounta z agencji, który właśnie wrócił z dłuższego pobytu w Londynie i wygląda prawie tak dobrze jak on! Z każdym kolejnym słowem powoli odchodziła mi ochota na seks. Kiedy po nałożeniu kremu na twarz wyciągnął z kosmetyczki fluid, poziom mojego libido spadł do zera! „Pora wracać do domu (Maćka)” – pomyślałam, pożegnałam się z Pawłem i wybiegłam – podsumowuje Kamila.
Od tamtego momentu minął ponad rok. Przez ten czas przestały ją męczyć wątpliwości. Dziś Kamila, podobnie jak Dominika i Ania, wie, że w związku najważniejsza jest akceptacja. Jeżeli planujesz wymienić swojego chłopaka na nowszy model, zastanów się, czy go kochasz i czy nie ulegasz chwilowemu impulsowi?! Pamiętaj, że nowszy nie zawsze oznacza lepszy...