Podejrzenie koronawirusa u pacjentki z Krotoszyna

Wśród różnych informacji, które w ostatnich dniach docierają do nas o podejrzeniach koronawirusa w Polsce, czasami ciężko zachować zdrowy rozsądek. Jedną z nich było podejrzenie koronawirusa u pacjentki z Krotoszyna, która trafiła do szpitala z niepokojącymi objawami. "Pacjentka przyjęta została na SOR, z objawami grypopodobnymi (kaszel, podwyższona temperatura, duszność). W trakcie wywiadu przeprowadzonego przez personel okazało się, że osoba ta przebywała w ostatnim czasie we Włoszech" - taką informację przekazał 25 lutego rzecznik prasowy SPZOZ w Krotoszynie, Sławomir Pałasz. Zgodnie z zaleceniami kierownik SOR-u skontaktował się z trzema szpitalami zakaźnymi, niestety żaden z nich nie chciał przyjąć pacjentki. "Szpitale zakaźne nie znalazły podstaw do przyjęcia pacjentki, zalecając dalszą obserwację w Krotoszynie" – informował 25 lutego rzecznik szpitala. Kobieta została przeniesiona do izolatki, a następnie pobrano od niej próbki, które wysłano do Warszawy. Według relacji pani Anny Morawskiej, która już wiemy, że nie ma koronawirusa, kobieta czekała aż 88 godzin na wyniki. Ten absurdalny stan rzeczy pani Anna postanowiła opowiedzieć w specjalnie nagranym filmiku, który zamieściła na swoim Facebooku.

Anna Morawska na Facebooku opublikowała film, który pokazał smutną rzeczywistość

Pani Anna Morawska zamieściła na Facebooku filmik, w którym dokładnie opowiedziała swoją historię od momentu dotarcia do szpitala w Krotoszynie, oczekiwanie na przewiezienie do szpitala zakaźnego, przebywanie w izolatce i w końcu długie godziny oczekiwania na wyniki badań na obecność koronawirusa.

Nie nagrywam tego filmiku, żeby wzbudzić panikę, ale żeby pokazać, jak w Polsce wykrywa się i leczy koronawirusa w porównaniu z tym, jakie mamy informacje dostarczane przez media i rząd. - zaczyna swoją opowieść pani Anna.

Pani Anna na swoim przykładzie pokazała, jak ogromna ilość absurdów ją w tym czasie spotkała. "Problem w tym, że mimo jednoznacznych objawów koronawirusa i przebywania w północnych Włoszech trzy tygodnie wcześniej, żaden ze szpitali nie chciał mnie przyjąć. Dlaczego? Jedyny argument, który usłyszałam: okres wylęgania wirusa to 14 dni. Ja wróciłam z Włoch 21 dni temu. Nieważny był mój stan, objawy jednoznacznie wskazujące na koronawirusa, to, że każdy organizm jest inny, ani to, że parę dni wcześniej wróciłam z kolejnej podróży zagranicznej. Ważne były „widełki” 14 dni" - opowiada Anna Morawska.

W tym czasie u kobiety wykonano testy na grypę, żeby ją wykluczyć. Testy dały ujemny wynik, co miało oznaczać przewiezienie jej do szpitala zakaźnego na dalszą diagnostykę. "Kolejne telefony, mija czas, a ja nadal na kozetce bez miligrama leków" – relacjonuje pani Anna. Żaden szpital zakaźny nie chciał jej przyjąć i zapadła decyzja, żeby pobrać wymazy w szpitalu w Krotoszynie i przesłać je do Warszawy. 

"Koronawirus od 15 ma wolne"

Jak się okazało laboratorium Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie przyjmuje próbki tylko do godziny 15, co oznaczało, że pani Anna czekała kolejne godziny. Kolejną rzeczą, na jaką zwraca uwagę kobieta jest to, że do pobierania wymazów został przeszkolony wyłącznie personel szpitali zakaźnych i pielęgniarki z Krotoszyna "nie powinny się w takiej sytuacji znaleźć".

Oczekiwanie na wyniki to kolejne długie godziny niepewności. "Lekarz od środy paręnaście razy dziennie dzwoni do laboratorium w Warszawie", niestety ciągle byli odsyłani z kwitkiem. Dopiero w sobotę, pół godziny po udostępnieniu przez panią Annę Morawską nagrania na Facebooku, kobieta zamieściła informację, że po 88 godzinach od pobrania wymazu przyszedł wynik z Warszawy. 

Wykończą nas 82 godziny (tyle czasu upłynęło w momencie powstawania nagrania – przyp. red.) czekania na wynik. Tak rewelacyjnie jesteśmy przygotowani – zakończyła swoją relację Anna Morawska.

Minister Zdrowia zabrał głos w sprawie

Do historii pani Anny odniósł się minister zdrowia Łukasz Szumowski. W rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” Szumowski przyznał, że sytuacja jest dla wszystkich nowa i stresująca:

Personel szpitala powinien wykazać się spokojem. Tymczasem mieliśmy chaos i niepokój, których ofiarą padła pacjentka. Do tego nigdy nie powinno dojść.

Szumowski dodał, że w przypadku pani Anny "niestety, trochę zawiódł człowiek, nie system".

Podkreślę, że pacjentka powinna być leczona i powinien być jej zapewniony komfort i bezpieczeństwo. Z naszych ustaleń wynika, że nie było ryzyka, że jest zarażona koronawirusem, więc powinien się nią zaopiekować personel szpitala w Krotoszynie, tak jak każdym chorym z infekcją. - stwierdził minister zdrowia.