Koronawirus: Absurd na porodówkach

Zakażeń koronawirusem wciąż przybywa, w związku z czym rząd wprowadza kolejne obostrzenia. Od 7 listopada zostają zamknięte kina, teatry, galerie handlowe, a od poniedziałku 9 listopada dzieci z klas 1-3 przechodzą na naukę zdalną. O najnowszych obostrzeniach w związku z pandemią koronawirusa przeczytasz w naszym artykule.

Kiedy wszyscy stosujemy się do nowych zaleceń i przestrzegamy zasad najlepiej jak potrafimy, nagle czytamy o takim absurdzie jak ten. Chodzi o sytuacje z porodówek, gdzie w czasie pandemii po salach chodzi ksiądz proponując komunię. Powiedzmy sobie wprost: budzi to wściekłość kobiet, które w tym szczególnym czasie są pozostawione same, bo z powodu restrykcji nie może ich nawet odwiedzić mąż czy partner. Nie mówiąc już o temacie, który od dawna jest poruszany, czyli wchodzenia księdza do sal, gdzie kobiety karmią piersią, leżą krwawiące w połogu i potrzebują spokoju i prywatności.

O jednej z takich sytuacji napisała na Twitterze pielęgniarka z porodówki.

Pacjentka po cięciu cesarskim dzisiaj zadała mi pytanie: ”Proszę mi powiedzieć komu mam zgłosić, ze nie życzę sobie, aby ksiądz zaglądał na moja sale? Nie możemy tu gościć bliskich osób, wiec tym bardziej nie życzę sobie takich wizyt” Ludzie się budzą.

Przeczytaj także: "Byłam sama, z widmem hospitalizacji i samotnego porodu. Nie tak to sobie wyobrażałam" - wspomnienia mam, które rodziły w trakcie pandemii

Chociaż wydawać by się mogło, że rozwiązanie tego problemu jest banalne, to okazuje się, że niestety tak nie jest. Pielęgniarka zgłosiła prośbę pacjentki do przełożonej, a ta poprosiła o pismo do zarządu.

Pod wpisem pielęgniarki na Twitterze rozgorzała się gorąca dyskusja. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni nie kryli swojego oburzenia, a mamy, które były w podobnej sytuacji, dzieliły się swoimi doświadczeniami:

Leżałam w szpitalu po operacji ginekologicznej, krew się ze mnie leje i wchodzi ksiądz. Ja do niego - lepiej wyjdź, bo właśnie zamierzam sobie zmienić podpaskę. Więcej nie przyszedł. - napisała Pani Joanna.

Dla mnie to niepojęte, że oni pozwalają sobie na wchodzenie na ginekologię i położnictwo, gdzie kobiety leżą często półnago - dodaje inna Internautka.

Część z Internautów zaznaczyła, że w ten sposób księża mogą rozprzestrzeniać wirusa: "W ten właśnie sposób miesiąc temu ksiądz zaraził moją Babcię (i kilka innych osób) COVIDem w domu opieki.

Jedna z mam podzieliła się swoimi doświadczeniami, gdzie przebywają dzieci chore onkologicznie i reżim sanitarny obowiązuje na najwyższym poziomie:

Szpital uniwersytecki - oddział pediatryczny, hematologii i onkologii dla dzieci. Rodzic może mieć na sali tylko butelkę wody i koc. Reżim sanitarny, brak jakichkolwiek odwiedzin, za to klecha biega między oddziałami , niczym duch - k... jego mać.

Przeczytaj również: "Rodzice w szpitalach powinni być przy dzieciach" - poruszający apel lekarzy, którzy stanowczo mówią #StopSeparacji

Światełkiem w tym wszystkim jest fakt, że niektóre szpitale postanowiły uregulować tę kwestię i mają gotowe rozwiązania. "Najpierw pacjentki zgłaszają położnym w oddziale potrzebę kontaktu z osobą duchowną lub chęć udziału we mszy w Kaplicy Szpitalnej. Zespół terapeutyczny (położna, lekarz) ustala, gdzie i w jaki sposób potrzeba ta będzie zaspokojona. Pacjentki leżące mają z księdzem kontakt w sali pobytowej, a chodzące udają się do Kaplicy lub ławeczki pod oddziałem. Udział we Mszy Świętej możliwy jest tylko w przypadku braku przeciwwskazań medycznych oraz z zastosowaniem dezynfekcji rąk i obowiązujących w pomieszczeniach maseczek" — mówi Agnieszka Gibalska, rzeczniczka Centrum Medycznego Żelazna dla mamadu.pl

Konieczna jest kontrola temperatury i częsta dezynfekcja rąk oraz bezpieczna odzież (strój cywilny z koloratką, a w sytuacji wejścia na sale jednorazowy fartuch fizelinowy) — dodaje.