Kontrowersyjny podręcznik dla przedszkolaków podtrzymujący stereotypy dotyczące płci

Podręczniki szkolne, zwłaszcza te dedykowane przedmiotom poruszającym newralgiczne kwestie, jak wychowanie do życia w rodzinie czy religia, nieustannie pozostają w ogniu krytyki nie tylko samych rodziców, ale też ekspertów; wiele z nich propaguje treści pozbawione podstaw naukowych, za to oparte na ideologii zgodnej z zamysłem autorów.

Ta reklama Nike to ważna wiadomość dla wszystkich kobiet

Okazuje się, że narażenie na „edukację” podobnymi treściami są nie tylko dzieci szkolne, ale także przedszkolaki. Stereotypy dotyczące płci wciąż mają się świetnie, a najmłodsi przesiąkają nimi niejako z urzędu. Jedna z dziennikarek, Malina Błańska, zamieściła na swoim Facebooku zdjęcie podręcznika „Entliczek” dla 4-latków z wierszykami dedykowanymi maluchom – ich lektura przyprawia o gęsią skórę, a rymy są tak niewiarygodnie krzywdzące, że trudno dać wiarę, że publikacja wciąż służy jako pomoc dydaktyczna. Czytamy o tym „Jak dobrze być chłopakiem „ i „Jak dobrze być dziewczynką”:

„Jak dobrze być chłopakiem

Małym, sprytnym łobuziakiem,

Można bawić się w kowboi, co dziewczynkom nie przystoi”

Drugi wiersz zdradza równie zaskakujące prawdy:

„Jak dobrze być dziewczynką

Być brunetką lub blondynką

Bez powodu można płakać,

Tym za serca chłopców łapać”.

Dalej jest tylko lepiej. Autorka przekonuje:

„Można zawojować świat, tylko trzeba być chłopakiem” czy „[Można] serce podbić słodka minką, trzeba tylko być dziewczynką".

Sam pomysł sugerowania tego, co której płci przystoi, a co nie, jest tak niedzisiejszy i krzywdzący, że trudno uwierzyć, że traktowany jest powaznie. Post, jak można się spodziewać, wywołał wiele kontrowersji wśród odbiorców dziennikarki, wcale nie tylko rodziców. Ale postawy były podzielone:

„Ludzie są różni i nie zawsze wpisują się w stereotyp swojej płci. Nie ma dzieci, są ludzie i zarówno chłopcy, jak i dziewczynki mogą być, kim chcą. Wtłaczanie ludzi na siłę w jakieś ramy, bo to "normalne" jest okropne.” – w tym tonie pozostawała spora część głosów, którym towarzyszyło ubolewanie nad stanem edukacji w Polsce: stosowaniem pomocy dydaktycznych w postaci podobnych „kwiatków”, które stworzono dekady temu i które po dziś dzień służą jako podstawa programowa. Wiele osób jednak nie widziało w powyższym procederze niczego złego: „To oburzenie to tak na poważnie? Bo jeśli tak, to proponuję trochę wyluzować, są ważniejsze sprawy” czy „Szukanie dziury w całym...”. Cała dyskusja sprowadza się do wymiany poglądów, ale co niepokojące, postawa lekceważąca i bagatelizująca wspomniane nadużycie ma spore poparcie.

Czy w dobie nauczania nietolerancji, stygmatyzacji i wtłaczania w ograniczenia "narzucane" przez płeć jest szansa na to, by wychować młode pokolenie na ludzi nieulegających stereotypom i seksizmom, myślących samodzielnie i realizujących się w ramach tego, kim są? Co zrobić, by podobne publikacje podtrzymujące stereotypy dotyczące płci przestały służyć dzieciom za elementarz przygotowujący je do funkcjonowania w społeczeństwie?