Kobiety żyjące z uzależnionym mężczyzną bardzo często mówią, że nie zauważyły momentu, gdy zaczęło się piekło nałogu. Jakie są pierwsze symptomy, że z partnerem dzieje się coś złego?

Luba Szawdyn: Pierwszy, i tak naprawdę prosty do wyczucia, symptom jest taki: kobieta zauważa, że w małżeństwie, związku zaczyna zwyczajnie brakować mężczyzny.

To absolutnie pierwszy sygnał, niezależnie od tego, jakie uzależnienie czyha na naszego partnera?

Luba Szawdyn: Tak, bo jego może brakować z różnych powodów. Może częściej wychodzić z kolegami na piwo, umawiać się, aby pograć w karty, może być w pokoju obok przed komputerem – czyli być obecny, ale jedynie ciałem. W pierwszym momencie nie chodzi o to, co dokładnie on robi, ale o subiektywne odczucie kobiety, o to, że jej brakuje partnera, że ma go obok siebie aktywnego, otwartego, obecnego zdecydowanie rzadziej, niż było wcześniej.

Czyli powinnam wzmóc czujność już wtedy, gdy czuję, że on ucieka, a nie dopiero wtedy, kiedy będę wiedziała, w co on ucieka?

Luba Szawdyn: Jeśli będziesz uważna, bez problemu wyczujesz tę chwilę. To jest widoczne w codziennych sytuacjach. Zadajesz pytanie albo o coś prosisz, a w odpowiedzi słyszysz beznamiętne: „Tak, tak, tak” albo „Zaraz”, albo „Jutro” czy „Potem”. Mówi, że wróci o godzinie 15, a wraca trzy godziny później. Inna sytuacja, która może świadczyć o tym, że źle się dzieje: mieliście odłożone pieniądze na narty dla córki i nagle odkrywasz, że on z nich uszczknął kilkaset złotych i nic ci o tym nie powiedział. Kiedy zapytasz, odpowiada: „No tak, przepraszam, zapomniałem, ale były mi potrzebne, uzupełnię skarbonkę”.

To są drobne przewinienia, które same w sobie niczego bardzo złego nie oznaczają, ale mogą być przedsionkiem piekła. Zanim dojdzie do uzależnienia, pojawia się cały wachlarz zwiastunów nieszczęścia. I te zwiastuny, o czym zwykle nie wiemy, dotyczą nie tylko osoby, która za chwilę będzie uzależniona, lecz także zachowania jej otoczenia – osoby, która za chwilę ma stać się współuzależnioną (czyli partnerem uzależnionego).

Skupmy się teraz na tej drugiej osobie. Jakie może dostrzec u siebie symptomy współuzależnienia kobieta, która kocha mężczyznę z taką skazą?

Luba Szawdyn: Już wkrótce osobę, która żyje na co dzień z uzależnionym, nie będziemy nazywali współuzależnioną, ale także uzależnioną. Bo ktoś taki zaczyna mieć swoje nałogi.

To znaczy?

Luba Szawdyn: Zaczyna na przykład doros-łego partnera, drugą, odrębną jednostkę, często przez siebie bardzo kochaną, kontrolować. I właśnie od tego się uzależnia. To jest częsta reakcja kobiety, która zauważa, że z jej partnerem dzieje się coś niedobrego. Częsta i niesłychanie szkodliwa przede wszystkim dla niej samej. Kobieta, która była ciepłą, czułą, okazującą miłość osobą, nagle zamienia się np. w szpiega czy detektywa. Zaczyna kontrolować telefon, czytać SMS-y, sprawdza komputer, profil na Facebooku, konto w banku. Przestaje być sobą!

Czasami też taka kobieta próbuje brać winę na siebie.

Luba Szawdyn: O tak, to jest bardzo częste! Tzw. syndrom „biduli”. Doszukiwanie się w sobie przyczyn tego, że z partnerem źle się dzieje. Kolejny pakiet to „perfekcjonistka”, która myśli, że jeśli ona będzie się starała bardziej, będzie idealna, wysprząta, ugotuje, poda, on przestanie podążać w złą stronę. Są także kobiety, które postanawiają towarzyszyć partnerowi, w imię dobrej sprawy – żeby nie poszedł się napić z kolegą na mieście, napiję się z nim w domu. Żeby nie przegrał w karty zbyt dużo, pójdę z nim i go popilnuję.

Po pewnym czasie z fajnej dziewczyny, partnerki robi się ktoś inny, przeistacza się w potwora – kłębek nerwów. Opisane postawy, czyli zmiany dotychczasowej siebie, niewątpliwie są sygnałami, które powinny być dla kobiety niczym bicie na alarm potężnego dzwonu. Jeżeli przestajesz być sobą, natychmiast powinnaś szukać pomocy.

Powinnam się udać do terapeuty?

Luba Szawdyn: Tak! Nic na własną rękę. Przestrzegam kobiety, aby widząc, że z ich mężczyzną dzieje się coś złego – nie wchodziły w rolę opiekunek, ratowniczek, które bezwarunkową miłością i siłą go odmienią. To nie jest rola dojrzałej kobiety! Podkreślam to z całą mocą, bo – niestety – często stykam się z taką właśnie kobiecą postawą, która prowadzi tylko do tego, że na dno mogą pójść oboje. I on, który lada moment wpadnie po uszy w nałóg, i ona, która w imię źle pojmowanej miłości, ledwie trzymając się burty, będzie go ratowała, aż sama wpadnie w otchłań.

No tak, ale to teoria. Trudno się dziwić, że walczymy o kogoś dla nas bardzo ważnego. Jak powiedzieć kochającej kobiecie, która widzi, że jej mężczyzna ma kłopot, aby nie próbowała go ratować?

Luba Szawdyn: Już samo słowo „ratować” w tym kontekście mnie drażni. Może dobrze, że użyłaś takiego samego argumentu, jakiego używają kobiety podatne na wpadnięcie we współuzależnienie. Powiem więc jeszcze raz, dobitnie: nikt nie uratuje dorosłego człowieka, jeśli on sam nie podejmie takiej decyzji. Nie uratuje go ani prośba, ani groźba kochającej kobiety. Takie próby ratowania zakończą się obustronną porażką.

Jeśli kobieta widzi symptomy – brak mężczyzny i swoją zmianę zachowania – powinna albo udać się do fachowca, albo wcześniej przeczytać dwie ważne, mądre i pomocne w takiej sytuacji książki: „Koniec współuzależnienia” Beattie Melody oraz „Miłość to wybór” Hemfelt Robert, Minirth Frank, Meier Paul. Są też rodzinne mityngi niemal we wszystkich miastach, dotyczące wszelkiego rodzaju zagrożeń. Nie warto zostawać z kłopotem sam na sam i po omacku walczyć, bo, powiem to z pełnym przekonaniem, nie wygramy. Zamiast wchodzić w patologiczną rolę, warto więc się przeszkolić. Z książek dowiemy się, co nam grozi, jeśli rozpoczniemy terapię na własną rękę. Trzeba zadbać o siebie.

Dbam o siebie, ale nadal widzę swojego mężczyznę w kłopocie. Nie chcę wykonywać desperackich ruchów – to już wiem – ale chcę zrobić też coś dla naszej rodziny, skoro jeszcze nie jest za późno. Co mogę zrobić mądrego?

Luba Szawdyn: Nie zrzędzić, nie oceniać, również nie wychowywać, bo na to już jest za późno. Pojawienie się u domownika nałogu albo wstępu do nałogu powoduje u niego zazwyczaj wypadnięcie z roli społecznej, czyli w tym wypadku z roli męża, ojca. Dlatego tak ważne jest, aby chociaż kobieta nie wypadła ze swojej roli – żony i matki. Nie wpadła, jak wspomniałyśmy, w rolę ratownika – bez żadnego przeszkolenia – czy wychowującej profesorki.

Co w tej sytuacji oznacza „pozostanie w roli żony i matki”?

Luba Szawdyn: To, że jeśli widzę, że znika z domu ojciec dla dzieci, to powinnam mu to powiedzieć. Zwyczajnie, wprost. Mam pacjentkę, która w ten sposób postąpiła, gdy tylko zauważyła skutki tego, że jej mąż wypadł z roli ojca, która zresztą wcześniej była dla niego szalenie waż-na. Mają trzech synów. Ojciec, który spędzał z nimi zawsze bardzo dużo czasu, nagle zaczął znikać, mieć inne, „ważniejsze” zajęcia. Postąpiła bardzo mą-drze. Nie wykrzykiwała: „Gdzie jesteś?!”, „Nie wychodź z domu!”, „Masz tu siedzieć z nami, bo to twój obowiązek!”. Znalazła przez internet specjalistyczne warsztaty, zajęcia dla rodziców. Nie zabrała go ze sobą, nie nakazywała, żeby z nią tam poszedł. Powiedziała: „Znalazłam takie miejsce, widzę, że chłopakom ciebie brakuje”. I tyle. Żadnych nakazów, pouczeń.

Wyobraź sobie, że on sam tam poszedł i po spotkaniu coś za-świtało mu w głowie. Zorientował się, że dzieje się z nim coś niedobrego i że nie chce podążać w tym kierunku. To była absolutnie genialna reakcja żony. Mądrość dojrzałej kobiety. Zareagowała bardzo wcześnie, nie przeoczyła pierwszych symptomów – partner nie był jeszcze pochłonięty nałogiem, stał na rozdrożu i sam zadecydował, co jest dla niego cenniejsze.

Będąc żoną, pozostając w swojej roli, mam prawo powiedzieć, co mi nie pasuje, co nowego, niedobrego zauważyłam w zachowaniu męża? Mam prawo postawić granicę?

Luba Szawdyn: Ależ naturalnie. To jest właśnie dojrzała postawa. Wchodząc w związek partnerski, zawierając małżeństwo, ludzie przecież się umawiają na bycie żoną, mężem, ewentualnie matką, ojcem. Jeśli mój partner przestaje grać swoją rolę, mam prawo, a nawet obowiązek mu o tym powiedzieć. W ten sposób dbam o naszą rodzinę i o siebie. Mówię, co widzę i czuję.

Nie oceniam, nie histeryzuję, nie szantażuję emocjonalnie, nie pouczam. Mówię, jak jest. Stawiam granicę i jestem w jej egzekwowaniu bardzo stanowcza i konsekwentna, ale to jemu pozostawiam wybór. Jeśli mężczyzna jest jeszcze na rozdrożu, jeśli nie jest za późno, z pewnością przemyśli swoją postawę. Wtedy jest jeszcze szansa, że zawróci. Do nas.

LUBA SZAWDYN

Lekarz psychiatra. Doświadczona terapeutka. Jest specjalistą od terapii uzależnień i prekursorem lecznictwa odwykowego w Polsce. Wykłada na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od wielu lat prowadzi własną praktykę, terapię indywidualną i grupową.