Dla wielu osób jest Pani przykładem niezwykłej metamorfozy. Co musi wydarzyć się w życiu kobiety, żeby z nieśmiałej dziewczyny przemienić się w kobietę dojrzałą i świadomą swojej siły?

Katarzyna Nosowska: Myślę, że żeby stać się kobietą dojrzałą trzeba pozwolić operować czasowi. To się wiąże z doświadczeniem, to się wiąże z tym, że nasza obserwacja świata jest naprawdę długotrwała, więc mamy powyciągane wnioski i też zaczynamy rozpoznawać coraz bardziej otwarcie i uczciwie, co tak naprawdę ze świata, z jego oferty jest dla nas przydatne, co jest zbędne, co nas obciążyło za bardzo i nie pozwoliło iść lekko przez życie. Zaczynamy odczuwać potrzebę pozbywania się nadmiaru bagażu, który niesiemy ze sobą od dziecka.

W tego rodzaju przemianie pomaga nam punkt zero, czyli moment, w którym musimy spotkać się ze sobą w cierpieniu. To znaczy, że nasza sytuacja życiowa jest tak trudna, jest takim wielkim wyzwaniem, że mamy do wyboru w zasadzie tylko dwie rzeczy: albo rozpaść się na małe kawałeczki, zalec pod kołdrą i tam przespać resztę życia, albo podjąć decyzję, że tym razem my same sobą się zaopiekujemy. Wniosek jest taki, że na świat nie ma co za bardzo liczyć. Ludzie wokół mnie się pojawiali, znikali, przychodzili nowi, a ja jestem jedyną postacią, która jest zawsze. Asystuję sobie przy wszystkich możliwych sytuacjach, zdarzeniach i spotkaniach. Świadomość tego przekierowała moją uwagę na relację z samą sobą, poczułam palącą potrzebę uczynienia jej najważniejszą.

W jednym z wywiadów zdobyła się Pani na szczere wyznanie, że doświadczyła przemocy w swoim życiu. Spotkało się to z wielkim uznaniem kobiet, które miały podobne doświadczenia. Czy to wyznanie było czymś na wzór oczyszczenia, a może miała Pani potrzebę misji do spełnienia, żeby dawać siłę innym?

Napisałam o tym w swojej książce. Zdecydowanie była to próba uporządkowania emocji, które stały się moim udziałem w ostatnich latach. Dodam, że nie były to emocje łatwe.

Miałam ogromną przyjemność odbyć znaczącą rozmowę z panią Ewą Woydyłło, uznaną terapeutką, która uświadomiła mi, że na najgłębszym poziomie jesteśmy do siebie bardzo podobni, różnią nas tylko dekoracje w jakich przyszło nam żyć. Książkę pisałam z intencją bycia przydatną wszystkim, którzy doświadczają w życiu zwątpienia, zagubienia. Świadectwo drugiego człowieka potrafi jak nic innego, skłonić nas do podjęcia wysiłku jakiego wymaga głęboka przemiana.

Kiedyś mówiła Pani, że jest osobą nieśmiałą. Teraz wydała Pani wspaniałą książkę – „A ja żem jej powiedziała…”, nagrała płytę całkowicie inną od poprzednich i potrafi powiedzieć BASTA. Czy taka śmiałość przychodzi wraz z wiekiem, doświadczeniem?

Wszystko ma swój czas. Śmiałość pojawia się wraz z uznaniem naszego prawa do niej. Stosunkowo późno uznałam, że takie prawo mi przysługuje, że mogę sama pisać scenariusz własnego życia. Wiele lat spędziłam kurcząc się w kącie, zabiegając o uwagę, miłość, lękając się odrzucenia. Teraz, przed pięćdziesiątką postanowiłam sprawdzić jak to jest, żyć biorąc pełnię odpowiedzialności na siebie.

Jak teraz Katarzyna Nosowska czuje się na scenie? Bo na pewno zaskakuje, zarówno wyglądem scenicznym, jak i muzyką.

Denerwuję się tak samo jak przed laty. Każde wyjście na scenę jest dla mnie trudne i za każdym razem wypowiadam to samo zdanie: „Boję się”. Znacznie lepiej czuję się w relacji jeden na jeden, niż wystawiona na ostrzał spojrzeń. Dawniej drżałam na myśl o tym jak odbiorą mnie ludzie. Dziś myślę: taka jestem, niedoskonała ale mam nieskończenie dobre intencje. Wychodzę więc przed ludzi odważniejsza, bo wreszcie wypełniona akceptacją dla siebie.

To też wynosi się z domu. Nie otrzymałam takiego komunikatu jako dzieciak i w związku z tym w dorosłe życie weszłam cały czas poszukując kogoś, kto by  usankcjonował moje istnienie na tej planecie. No a potem się okazało, że jest to niemożliwe. Jedyną metodą jest dać to sobie samemu. Oczywiście to wymaga ciężkiej pracy. I nie jest tak, że człowiek nagle się budzi rano i już to ma. Trzeba się temu poświęcić tak naprawdę. Pytać mądrych ludzi, słuchać ich historii, czytać książki, które do tego prowadzą, może nawet pójść na terapię. Po prostu zrobić wszystko, żeby uczynić z siebie samego projekt życia. Naprawdę to jest piękny proces, chociaż momentami trudny, ale obserwowanie takiej zmiany w sobie, tego momentu, że nagle mamy wrażenie, że: - o jakoś się głębiej oddycha, - o jakoś człowiek mniej przygarbiony jest, - o człowiek się mniej przejmował dzisiaj, a następnego dnia w ogóle niczym się nie przejął – to jest takie miłe, że warto.

Gdyby miała Pani możliwość wyboru innego zawodu, to co to by było?

Psycholog, może nawet psychiatra...

O, to ciekawe?

No  jednak stwierdzam po latach, że najbardziej interesuje mnie człowiek, ta niefizyczna część jego natury. Troszkę szkoda, że już za późno na zmianę planów:)

Wzięła Pani udział w projekcie niszowym, ale niezwykle ważnym. Zwraca Pani uwagę społeczeństwa, żeby wspierało dobrymi opiniami małe firmy, które nie mają budżetu, a także siły przebicia na wielkim rynku przedsiębiorców. Co skłoniło Panią, żeby mówić głośno na ten temat?

Chyba wszyscy mamy świadomość tego, jak się w proporcjach układa ciepło w Internecie (miły komentarz), z  chłodem przykrego komentarza. Mam wrażenie, że przewaga jest zdecydowanie po stronie tych negatywnych. Ja się nie godzę z takim światem, tym bardziej, że wiem, jak cudownie jest przychylić komuś nieba, po prostu powiedzieć coś miłego - to nic nie kosztuje. Dlatego wzięłam udział w akcji „Dobry Głos Dla Firm”. Wierzę, że to skuteczny pomysł na pozytywną zmianę naszych nawyków. Obserwowanie jak drugi człowiek wzrasta, kiedy powiemy mu coś miłego jest piękne. Chyba każdemu z nas zdarzyło się też poczuć to we własnym wnętrzu.

Chciałabym zachęcić ludzi do generowania pozytywnych refleksji na zewnątrz. Nie widzę sensu w kamuflowaniu takiego przekazu.

A czym nas jeszcze zaskoczy Katarzyna Nosowska? Albo czym siebie jeszcze zaskoczy?

Nie wiem. Nauczyłam się, że chyba jednak trzeba iść przez życie małymi krokami i z dnia na dzień. Byłam wielokrotnie zaskoczona propozycją losu. Tak mnie zadziwiło, to co się wydarzyło, że przestałam na dziś czynić założenia. Po prostu jestem bardzo ciekawa i podekscytowana przyszłością.

Akceptuję ją w każdej możliwej odsłonie, nawet nieprzyjemnej, bo jak się przekonałam, najszybciej wzrastamy w cierpieniu.

To ważne słowa, o których wszystkie powinnyśmy pamiętać. 

Dziękuję za rozmowę.