Dlaczego kobiety z pokolenia X to kobiety-rakiety?

Justyna Moraczewska: Tak naprawdę już w samym tytule powinien pojawić się znak zapytania. Tytułowe Kobiety Rakiety to nie stwierdzenie określające kobiety z generacji X, ale prowokacja. Jesteśmy wyjątkowym pokoleniem. Teraz, po przeprowadzeniu rozmów z moimi fantastycznymi ekspertami, po naprawdę wnikliwej analizie, mogę śmiało postawić taką tezę. Jesteśmy pokoleniem dzielnych, przebojowych kobiet, których okres dojrzewania i młodości przypadał na czasy wyjątkowe. Wyjątkowe w naszym kraju. To czasy przemian zarówno politycznych, technologicznych, ekonomicznych jak i obyczajowych. Sprostałyśmy im wszystkim. Podjęłyśmy wyzwanie, cały czas podejmujemy. Współczesny świat narzuca nam tyle różnych ról, w których staramy się za wszelką cenę sprawdzić. W każdej na 100 %. Pędzimy, staramy się, sprawdzamy, stawiamy sobie kolejne wyzwania. Pozornie - rakiety bez dwóch zdań. Ale życie na pełnych obrotach i napędzie atomowym ma swoją cenę jaką jest ogromne zmęczenie, kryzys wartości, związków i relacji. Właśnie teraz, po czterdziestce to wszystko nas dopada.

Przychodzi chyba taki moment, gdy kobieta, będąc po czterdziestce, powinna się zatrzymać i odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakim momencie życia jest i czy tego właśnie chce? 

To sprawa indywidualna, daleka jestem od generalizowania. Nie jestem mentorką, żeby jednoznacznie stwierdzić: jasne, że tak. To naturalne że ten moment, poniekąd jednak graniczny, pomiędzy młodością i dojrzałością skłania do takich refleksji. Zawsze dobrze jest żyć świadomie. Stawiać sobie pytania o wartości i cele. Wyjść z kołowrotka codzienności i spojrzeć na swoje życie z dystansu. Niezależnie od wieku.

Jaka jest różnica pomiędzy kobietą z pokolenia X, a kobietą z pokolenia millenium, zwłaszcza w kontekście życia zawodowego? 

Przede wszystkim start z innego pułapu. My , czyli „ixy” niczego nie dostaliśmy na tacy. Wszystko musieliśmy sobie wywalczyć, na wszystko mozolnie zapracować. Cytując Olgę Kozierowską z naszej rozmowy dotyczącej kariery: Millenialsi „stawiają ściany” bo podmurówkę dostali. A my musieliśmy sobie wykopać dziurę w ziemi.Naszym priorytetem była stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa, Millenialsi to bardziej beztroskie pokolenie zmiany. My, wychowani przez generację Baby Boomers mieliśmy wpojone wartości takie jak pokora wobec przełożonych, odpowiedzialność… często z braku poczucia własnej wartości przepraszaliśmy za wszystko; w pracy dawaliśmy się wykorzystywać, nadal nie potrafimy stawiać granic, mamy problem z asertywnością z mówieniem otwarcie o uczciwym wynagrodzeniu za swoją pracę. Dopiero teraz się w tych tematach szkolimy, coachujemy. Z zazdrością patrzymy na młodsze pokolenie i często nazywamy tupetem właśnie tą cenną umiejętność wyznaczania granic. Work & Balance - dzięki Millenialsom dowiadujemy się, że to w ogóle jest możliwe. I że to tak ważne.

Wiele się zmieniło od czasów, w których pokolenie X dorastało. Np. podejście do tematu seksu, który został odczarowany. Piszesz też o wieloletnich związkach, w których bywa z tym różnie i niekoniecznie kolorowo. Czy potrafimy komunikować swoje potrzeby? 

Temat rzeka: komunikacja! W związkach kuleje na maksa. Co ciekawe, wszechobecny dostęp do wiedzy na wszelkie tematy, również na temat seksu wcale nie wpływa na jakość relacji. Czy seks został odczarowany? Sama nie wiem. Nadal widzę wokół tyle hipokryzji i zakłamania. Rodzice zasłaniają dzieciom oczy kiedy seks pojawia się na ekranie telewizora, ale strzelanie, zabijanie i okrucieństwa wojny już ich tak nie gorszą. Ja nie mam w sobie na to zgody. Fakt, nie ma porównania do czasów mojej młodości, kiedy temat seksu był kompletnym tabu i wywoływał rumieniec na twarzy, ale edukacja seksualna wciąż leży. Nie wiem ile jesteśmy w stanie zmienić w naszym pokoleniu, ale ogromna nasza rola w tym, żeby wychować kolejne pokolenie ludzi, którzy potrafią cieszyć się seksem. I nie obwiniać się za to, że jest dla nich ważny i czerpią z niego przyjemność.

Czy naprawdę nadal kult młodości jest wszechobecny? Jak w mediach są postrzegane kobiety po czterdziestce?

Tu wiele się zmieniło. Kiedy zaczynałam pracę w mediach miałam 20 lat, a większość modelek, które stylizowałam do sesji to były czternastolatki, piętnastolatki. Trzydziestoparolatka na okładce magazynu dla kobiet była ewenementem, dziś seksowna idolka-czterdziestka, to norma. Media to jedno, ale nie one są już wyrocznią, zwłaszcza prasa. Wiodącą siłą są social media, a w tym świecie to młodość wiedzie prym. Fakty są jednak takie, że granica młodości się przesunęła, stąd śmiałe stwierdzenie że „ czterdziestka to nowa trzydziestka”. Tak się czujemy, tak funkcjonujemy, tak się ubieramy. Również to, że później wychodzimy, lub nie, (śmiech) za mąż i później rodzimy dzieci sprawia, że młodość trwa dłużej. Trudno, żeby media pozostały na ten fakt obojętne.

Medycyna estetyczna potrafi zdziałać cuda. Jej zabiegom naprawdę trudno się oprzeć. Współczesne czterdziestolatki niedoskonałości i upływ czasu raczej akceptują czy naprawiają? 

Mamy tendencję do negatywnego nacechowania medycyny estetycznej. Nie rozumiem dlaczego. Przecież to dobrodziejstwo naszych czasów. Mądre korzystanie z niej pozwala na spowolnienie widocznych oznak starzenia. Oczywiście podkreślam „mądre”! To nie pokusa, której trzeba się opierać tylko dziedzina medycyny, która, ku naszej radości, właśnie teraz fantastycznie się rozwija. Jedynie brak pieniędzy, niezbędnych, żeby korzystać z jej dobrodziejstw może być źródłem frustracji. Nasza generacja jest wyjątkowo świadoma. Na ogół wiemy, że żaden zabieg czasu nie cofnie, ale staramy pielęgnować to, co lubimy w sobie jeszcze teraz. Walczymy z tak symptomatycznym dla naszego pokolenia zmęczeniem i permanentnym stresem. Wiemy, że jakość i kondycja skóry to absolutna podstawa. Zaczynamy też rozumieć, że lekarz medycyny estetycznej to lekarz. Jak każdy inny.

Dokonałaś fenomenalnej analizy kobiet z pokolenia X. Ze swoimi rozmówcami przeszłaś przez całe spektrum zagadnień: od tematyki społeczno-kulturowej, przez zagadnienia psychologiczne i te związane z seksem i partnerstwem, po modę i urodę. Jakie wnioski były największym zaskoczeniem? 

Zdecydowanie te, które sprowokowała rozmowa na temat naszych obecnych męsko-damskich relacji. Już na początku książki po dogłębnej analizie samego pokolenia X, zdefiniowane zostało, że jesteśmy generacją wygraną pod wieloma względami, ale dziś pogrążoną w kryzysie dotyczącym relacji: rozpędzona kobiecość vs. zdetronizowana, pogubiona  męskość. Rozmowa z Piotrem Mosakiem pokazała mi drugą stronę medalu, po prostu męski punkt widzenia. Często w kobiecych wspólnotach zacietrzewiamy się tworząc babską opozycję w stosunku do mężczyzn, którzy z naszego punktu widzenia nie nadążają, za naszą międzygalaktyczną  prędkością. Gorąco zachęcam do przeczytania tego rozdziału. Oczywiście nie tylko tego.

Książkę "Kobiety-Rakiety", wydawnictwa Burda Media, kupicie w dobrych księgarniach i na empik.com.