Justyna Kowalczyk poroniła

Justyna Kowalczyk w jednym z wywiadów 3 lata temu wyznała, że straciła dziecko. Poronienie zaawansowanej już ciąży było dla niej tak traumatycznym przeżyciem, że przypłaciła to ciężką depresją i bezsennością. Stan Justyny Kowalczyk był bardzo poważny, sportsmenka nie wstawała z łóżka, miała lęki, wysoką gorączkę, często zdarzały jej się zasłabnięcia. Jednocześnie wygrywała sportowe zawody, uśmiechała się, brała udział w sesjach zdjęciowych i bankietach. Wszystko po to, by choć przez chwilę poczuć się normalnie. Justyna Kowalczyk tak opowiadała wtedy serwisowi Sport.pl o swojej walce:

Od ponad roku mam zdiagnozowane stany depresyjne. Od ponad półtora roku walczę z bezsennością. Może by się zebrało kilkadziesiąt nocy, które w tym czasie normalnie przespałam. Walczę ze swoim organizmem, z ciągłymi nudnościami, zasłabnięciami, gorączkami po 40 stopni, lękami. Z problemami, które mi się wcześniej nie zdarzały. W pewnym momencie byle posiłek bywał wystarczającym powodem do wymiotowania. Teraz jest trochę lepiej. Łączyć to wszystko z treningiem jest bardzo trudno. Bywały takie dni, gdy jedynym moim widokiem był sufit w pokoju. (...) Trochę się naudawałam przez te blisko dwa lata, od kiedy jestem w dole. Ale taka sesja i wywiad jak w "Twoim Stylu" to był w moim stanie ratunek. Nie musiałam tego robić, chciałam. Chciałam zobaczyć siebie z boku, na ładnych zdjęciach, jakoś się tego uczepić, odbudować poczucie własnej wartości. Chciałam coś robić, bo najgorsze to zamknąć się w mieszkaniu i nigdzie nie wychodzić. Przez cały ten zły czas starałam się zachowywać pozory. Bo mi mówiono, że tak trzeba. 

Po poronieniu Justyna Kowalczyk została sama ze swoim cierpieniem, nawet rodzicom nie powiedziała od razu o tym, co się stało - żeby ich nie martwić:

To były przerażające i traumatyczne dni. Tak to się wszystko poplątało, że zostałam z tym sama. Nie mówiłam nic ani trenerowi, ani rodzicom, żeby ich nie martwić. Nie chciałam tego robić rodzicom: powiem, a potem odjadę na długo, na 2 czy 3 tys. km od nich? Przecież to byłoby maltretowanie ludzi. Oni próbowaliby się do mnie dodzwaniać codziennie, a ja często nie mogę odebrać. Odchodziliby od zmysłów. Jedyne, co mogłam zrobić, to próbować sama to ogarnąć.

Justyna Kowalczyk ma depresję?

W najnowszym wywiadzie dla fińskich mediów Justyna Kowalczyk zapewniła, że teraz żyje już normalnie, ale wciąż nie może obejść się bez silnych leków. Justyna Kowalczyk nadal też boi się nawrotu depresji. 

Uśmiech wrócił na moją twarz. Czuję, że żyje normalnie. Są jednak momenty, w których boję się, że to wszystko powróci. Nadal potrzebuję silnych leków, żeby móc spać w nocy.

W rozmowie z Newsweekiem z kolei Justyna Kowalczyk powiedziała, że przez ostatnie 3 lata wychodziła z wielkiej dziury i już prawie jej się to udało. Pomógł jej sport, dobrzy ludzie i terapia. Teraz Justyna Kowalczyk szykuje się do igrzysk olimpijskich w Pjongczangu, ma nadzieję na medal, ale nadal zmaga się z bezsennością. Zdajemy sobie sprawę, że pewne rany nigdy się nie zagoją, trzymamy jednak kciuki, aby było już tylko lepiej.