Joanna Racewicz o poronieniu

Trwająca w mediach, w sejmie i na ulicach debata dotycząca dopuszczalności dokonania aborcji skłoniła wiele kobiet do podzielenia się swoimi traumatycznymi przeżyciami związanymi z ciążą, poronieniem lub porodem. Wiele z nich, między innymi Agnieszka Chylińska czy mama prowadząca konto na Instagramie Dzieciaki Cudaki, podzieliło się opowieściami o trudnym macierzyństwie. W kontekście ostatnich wydarzeń swoją historię opowiada również dziennikarka Joanna Racewicz.

Małgorzata Kożuchowska o wyroku TK: „Jestem bezwzględnie za życiem. Ale Bóg dał człowiekowi wolną wolę - i każdy ma prawo z niej skorzystać”

Hanna Lis: „Prawie pożegnałam się z życiem w pierwszej ciąży. Zaryzykowałam, że urodzę - ale to był mój wybór”

Joanna Racewicz: „dziękuję, Panie Boże, że wybrałeś za mnie”

Joanna Racewicz wiele w życiu wycierpiała. W 2010 roku w katastrofie smoleńskiej zginął jej mąż — porucznik Paweł Janeczek, oficer BOR. Teraz zdecydowała się opowiedzieć również o swoich nieudanych próbach zajścia w ciążę. Bolesne wspomnienie odżyło, a dziennikarka daje upust swoim emocjom w poruszającym wyznaniu. W trzeciej osobie snuje historię kobiety, która oskarża się z powodu swoich niezawinionych tragedii i dziękuje Bogu, że dokonał wyboru za nią.

Opowiem wam dzisiaj jeszcze jedną czarno-białą historię. Historię kobiety, która bardzo chciała zostać mamą. Próbowała wiele razy i zawsze bez skutku. Pamięta czerwone plamy na kwiecistej sukience, pamięta strach i ból na szpitalnym korytarzu. Poczucie straty i zawodu, jaki sprawiła tacie Maleństwa.. Tak, zawsze była dobra w oskarżaniu samej siebie.. Mistrzyni świata w samobiczowaniu. Prymuska na lekcjach : „jak zranić siebie celnie i skutecznie”. Odżyło też wspomnienie pewnego usg, kiedy naiwnie spodziewała się, że zobaczy zarys małej główki i usłyszy bicie serduszka. Badanie ciągnęło się w nieskończoność. Doktor milczał, a zmarszczka na czole pogłębiała się z każdą chwilą... Wreszcie oderwał wzrok od ekranu, poprawił okulary i zaprosił kobietę do gabinetu obok. Na ścianach – dziesiątki zdjęć uśmiechniętych bobasów, kartki od szczęśliwych i wdzięcznych rodziców. „- Przykro mi, pani dziecko nie żyje”- wycedził w tej scenerii. Chciał chyba powiedzieć coś jeszcze, być może przytulić, ale kobieta nic już nie słyszała. Nie pamięta jak wybiegła z gabinetu, zapomniała gdzie zaparkowała samochód, nie czuła chłodu, choć był ostatni dzień października. Usiadła na schodach i zamieniła się w jedno wielkie wycie. Kiedy dowlokła się wreszcie do domu zadzwoniła do lekarki, która prowadziła ciążę. „- To smutne bardzo - usłyszała - proszę się uspokoić. Uprzedzałam, że może być różnie, że dziecko jest słabe.. Proszę się uspokoić i chwilę na mnie poczekać. Jestem na rodzinnych grobach, wracam 2 listopada i wtedy się panią zajmę”. „- Mam czekać? - krzyczała do słuchawki kobieta - naprawdę? Chce pani, żebym była grobem dla własnego dziecka i chce, żebym była spokojna???” Wtedy wydawało się jej, że jest ma samym dnie piekła, że znów - Los z niej zadrwił. Teraz... Teraz mówi: dziękuję, Panie Boże, że wybrałeś za mnie. Jestem Ci wdzięczna, że zabrałeś moje dzieci, bo zapewne nie przeżyłyby bez pępowiny.. Dziękuję, że nie skazałeś mnie ani na wybór ani na heroizm. I jestem szczęśliwa, że dałeś mi Syna. Syna Lepszego Niż Marzenie.

Historia dziennikarki jest poruszającym świadectwem tragedii kobiety, która nie mogła spełnić marzenia o byciu mamą. W obliczu ostatnich wydarzeń oraz zbliżającej się rocznicy tragicznej wiadomości redakcja Kobieta.pl życzy Joannie Racewicz dużo siły i przesyła wyrazy wsparcia.

Magda Mołek apeluje do mężczyzn: „Wspieraj kobietę obok siebie. Nie wygramy tego, jeśli nie będziemy solidarni”

Zobacz także:

Anna Lewandowska szczerze o Strajku Kobiet. Jej słowa nie wszystkim przypadną do gustu

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Opowiem wam dzisiaj jeszcze jedną czarno-białą historię. Historię kobiety, która bardzo chciała zostać mamą. Próbowała wiele razy i zawsze bez skutku. Pamięta czerwone plamy na kwiecistej sukience, pamięta strach i ból na szpitalnym korytarzu. Poczucie straty i zawodu, jaki sprawiła tacie Maleństwa.. Tak, zawsze była dobra w oskarżaniu samej siebie.. Mistrzyni świata w samobiczowaniu. Prymuska na lekcjach : „jak zranić siebie celnie i skutecznie”. Odżyło też wspomnienie pewnego usg, kiedy naiwnie spodziewała się, że zobaczy zarys małej główki i usłyszy bicie serduszko. Badanie ciągnęło się w nieskończoność. Doktor milczał, a zmarszczka na czole pogłębiała się z każdą chwilą.. Wreszcie oderwał wzrok od ekranu, poprawił okulary i zaprosił kobietę do gabinetu obok. Na ścianach – dziesiątki zdjęć uśmiechniętych bobasów, kartki od szczęśliwych i wdzięcznych rodziców. „- Przykro mi, pani dziecko nie żyje”- wycedził w tej scenerii. Chciał chyba powiedzieć coś jeszcze, być może przytulić, ale kobieta nic już nie słyszała. Nie pamięta jak wybiegła z gabinetu, zapomniała gdzie zaparkowała samochód, nie czuła chłodu, choć był ostatni dzień października. Usiadła na schodach i zamieniła się w jedno wielkie wycie. Kiedy dowlokła się wreszcie do domu zadzwoniła do lekarki, która prowadziła ciążę. „- To smutne bardzo - usłyszała - proszę się uspokoić. Uprzedzałam, że może być różnie, że dziecko jest słabe.. Proszę się uspokoić i chwilę na mnie poczekać. Jestem na rodzinnych grobach, wracam 2 listopada i wtedy się panią zajmę”. „- Mam czekać? - krzyczała do słuchawki kobieta - naprawdę? Chce pani, żebym była grobem dla własnego dziecka i chce, żebym była spokojna???” Wtedy wydawało się jej, że jest ma samym dnie piekła, że znów - Los z niej zadrwił. Teraz... Teraz mówi : dziękuję, Panie Boże, że wybrałeś za mnie. Jestem Ci wdzięczna, że zabrałeś moje dzieci, bo zapewne nie przeżyłyby bez pępowiny.. Dziękuję, że nie skazałeś mnie ani na wybór ani na heroizm. I jestem szczęśliwa, że dałeś mi Syna. Syna Lepszego Niż Marzenie.

Post udostępniony przez Joanna Racewicz (@joannaracewicz) Paź 26, 2020 o 12:50 PDT