Jerzy Pilch nie żyje: "Był ciepłym dobrym człowiekiem"

Jerzy Pilch zmarł w piątek 29 maja po południu, w swoim domu w Kielcach. Wybitny polski pisarz, publicysta i dramaturg miał 67 lat. W 1998 roku otrzymał Paszport "Polityki" za powieść "Bezpowrotnie utracona leworęczność". Był też siedmiokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike, którą otrzymał w końcu w 2001 roku za powieść "Pod mocnym Aniołem", zekranizowaną później przez Wojciecha Smarzowskiego, z Robertem Więckiewiczem w roli głównej. Był mistrzem felietonu i sam zwykł często mawiać, że jego powieści nie różnią się znacząco od felietonów, a felietony często przekształcają się w powieści. Stworzył swój własny, charakterystyczny język, którego nie da się podrobić. 

Przyczyna śmierci Jerzego Pilcha na razie nie jest znana, jednak pisarz od lat miał problemy ze zdrowiem. Zmagał się z chorobą Parkinsona, a w 2014 roku przeszedł poważną operację mózgu, która zatrzymała rozwój choroby i umożliwiła mu samodzielne funkcjonowanie. W ostatnim czasie jego stan znacząco się pogorszył. Jerzy Pilch poruszał się na wózku inwalidzkim, miał również problemy z ciśnieniem. Do samego końca była przy nim jego żona, Kinga Strzelecka, która poinformowała o śmierci pisarza.

- Do ostatnich chwil życia był świadomy. Był ciepłym, czułym człowiekiem. Kochał życie, nie był samotnikiem, jak próbowano go przedstawiać - powiedziała w rozmowie "Gazetą Wyborczą" żona Jerzego Pilcha, Kinga Strzelecka.

Olga Tokarczuk żegna Jerzego Pilcha

Powiedzieć, że Jerzy Pilch był wybitnym pisarzem. to nic nie powiedzieć. Jego niepowtarzalny język, ironiczne poczucie humoru i swoista "krakowskość" przebija niemal ze wszystkich wspomnień. Wybitnego pisarza pożegnała m.in. Olga Tokarczuk, Paweł Huelle i Jakub Żulczyk. W pięknych słowach wspominają go także Jerzy Stuhr i Andrzej Mleczko. Polska noblistka, znana z dłuższych komentarzy, tym razem ograniczyła się tylko do dwóch, ale jakże wymownych zdań:

- Jerzy, za wcześnie! Co teraz zrobią te wszystkie nienapisane przez Ciebie książki? - napisała na Facebooku Olga Tokarczuk.

"Jerzy Pilch był uosobieniem komentarza świata" - Jerzy Stuhr o Pilchu

Jerzego Pilcha niezwykle ciepło wspomina także Jerzy Stuhr. Aktor przyznał, że Pilch był mu bardzo bliski i będzie mu go bardzo brakować. Stwierdził też, że pisarz był "bardzo krakowski" i wyróżniał się ogromnym poczuciem humoru. Stuhr podkreślił, że najbardziej cenił Jerzego Pilcha za "sposób obserwacji świata": "niezwykle ironiczny, a jednocześnie nie złośliwy".

- Jurek przez całe moje dorosłe życie był zawsze dla mnie uosobieniem komentarza świata. To, co on mówił, ja dokładnie czułem, tylko on to umiał ująć lepiej, bardziej dowcipnie, bardziej ironicznie, bardziej sarkastycznie, bardziej inteligentnie - powiedział Jerzy Stuhr w TVN24. 

Niepowtarzalny język Jerzego Pilcha i jego ironiczne spojrzenie na świat wspomina także rysownik Andrzej Mleczko:

- Można go spokojnie umieścić wśród takich felietonistów jak Słonimski, Głowacki, Toeplitz, Stomma czy jeszcze kilku innych. A felieton to jest taki specyficzny polski rodzaj twórczości, który ma - moim zdaniem - ogromne znaczenie w naszej literaturze - mówił Mleczko.

Satyryk odniósł się też do poczucia humoru Jerzego Pilcha:

- Miał cechę, którą ja uwielbiam. Taki ironiczny stosunek do świata, ale nie zabarwiony złośliwością Była to ironia taka, w której nie czuło się nienawiści, tylko taką delikatną wyższość, taki rodzaj uśmiechu pozbawionego entuzjazmu do ludzi w ogóle - podsumował Andrzej Mleczko.

"Żałuję, że Jerzy Pilch tak szybko odszedł" - Paweł Huelle wspomina przyjaciela

Pisarza wspomina także pisarz Paweł Huelle i przyjaciel Jerzego Pilcha. Autor "Weisera Dawidka" wyznał w rozmowie z PAP, że Pilch był cudownym rozmówcą i niedoścignionym prozaikiem.

- Żałuję, że tak szybko odszedł. Bo to jest właściwie wiek dla prozaika najlepszy i to jest wiek, w którym prozaik - jak dobre wino - nabiera siły i mocy. Formę literacką miał niedościgłą. - powiedział PAP Paweł Huelle. - Spotykaliśmy się czasami i zawsze były to miłe spotkania - wspomina. - Pamiętam, jak np. na Targach Książki w Krakowie w 2009 r. ja podpisywałem swoją książkę, a godzinę później trzy stoiska dalej Jerzy podpisywał swój tom "Marsz Polonia". Ja specjalnie zaczekałem - a on skwapliwie podpisywał wtedy egzemplarze książki, nie skłamię, chyba czterystu osobom. Potem pojechaliśmy na kolację i ja mówię: "Jurek, jak to jest. Ja podpisywałem chyba godzinę, a ty podpisywałeś dwie i pół godziny". A on na to: "A no chłopie, trzeba było lepiej pisać". Takie to były nasze pogaduszki.