Mówi się, że miłość nie lubi „odgrzewanych kotletów” i nie wchodzi się do tej samej rzeki, a jednak są pary, które po latach wracają do siebie, jak na przykład ostatnio Ben Affleck i Jennifer Lopez. Czy wchodzenie ponownie w związek z osobą, z którą się rozstaliśmy wcześniej, ma sens?

Lea Jarmołowicz-Turczynowicz: Jak to mówią psychoterapeuci: to zależy :) I tak naprawdę właśnie to wszystko zależy od pary i od tego co było powodem rozstania, a także ile w stronach jest gotowości do zmiany i kompromisu. Czasem wybaczenia, a zawsze i przede wszystkim: chęci zrozumienia drugiej osoby i życzliwości. Bywa tak, że jedna osoba w związku dochodzi do wniosku, że nie czuje się w nim dobrze, bo na dłuższą metę to partner nie spełnia jej oczekiwań i nie chce marnować więcej czasu. Pobędzie trochę sama, zweryfikuje realność swoich oczekiwań, doświadczy samotnych wieczorów i może po niedługim czasie dojść do wniosku, że może jednak ten partner nie był taki zły. I taki powrót może być wartościowy. Ale są pary, które wciąż potrzebują silnych bodźców i "żeby się działo" i potrafią latami funkcjonować w opcji rozstań i powrotów. Często wracają wyłącznie ze strachu przed samotnością. Wracają do osoby, która im wcale nie odpowiada, tylko po to by była. Często nawet niespecjalnie rozmawiając przy okazji powrotu o tym, co nie tak. Takie relacje par żyjące na huśtawce emocjonalnej nie mają dużej szansy na satysfakcjonującą relację.

Czy jest szansa, że taki związek zakończy się sukcesem i od czego to zależy – jakie „warunki” powinien spełniać?

Satysfakcjonująca relację teoretycznie może zawrzeć prawie każdy pod warunkiem że obie strony będą ze sobą szczere i otwarcie będą mówiły o swoich potrzebach, o wizji przyszłości i będą otwarte na kompromisy. Jednym natomiast będzie łatwiej, a innym trudniej. I to od tej otwartości i chęci prawdziwej RAZEM i dopasowania będzie zależał sukces. Także sukces w sytuacji powrotu po rozstaniu. Znam wiele par które przetrwało kryzysy i zdrady nawet i te doświadczenia ostatecznie umocniły ich relacje. Nie ukrywam, że nierzadko korzystały z pomocy psychoterapeuty par.

Jeśli chcemy dać drugą szansę osobie, która nas raz już zraniła, na co powinniśmy zwrócić uwagę?

Na zachowanie tej drugiej osoby oraz powinniśmy szczerze z nią porozmawiać o naszych uczuciach związanych z jej zachowaniem, czego byśmy oczekiwali od niej w ramach tego co zrobiła. To istotne, bo czasem nie wystarczy "przepraszam". Jeżeli mówimy o zdradach to przecież istotna jest skrucha drugiej strony i zadośćuczynienie. Często winowajca zapomina o tej kwestii i oczekuje że jak przeprosił i zapewnił, że to się nie powtórzy, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki powinno się mu wybaczyć i zapomnieć. I wszystko miało by wrócić do tego, co było przed zdradą. A to tak nie działa. Przecież jeżeli utraciliśmy zaufanie,, to nasze zapewnienia to będzie za mało i to osoba, którą zdradziliśmy powinna powiedzieć czego potrzebuje, by odzyskać to zaufanie. A więc nie będzie jak przed zdradą. Będzie inaczej na pewno przez jakiś czas, by zaufanie wróciło.

Wbrew pozorom my kobiety często decydujemy się na ponowny związek z kimś, kto raz już nas zranił. Wybaczamy bardzo często. Dajemy kolejne szanse, „ bo on przyniósł kwiaty”, „ukląkł”, „przeprosił” – czy to znaczy, że jesteśmy naiwne? Jak nie dać się zmanipulować?

Myślę, że to nie jest tak, że tylko kobiety tak mają. Statystyki zmieniają się już też w tym wymiarze. Nierzadko to już kobiety zdradzają, oszukują, a "z kwiatami na kolanach" niechętnie przychodzą. Powiedziałabym, że my ludzie żyjący w aktualnych czasach łatwiej się rozstajemy i szybciej doświadczamy samotności. W tym serfowaniu po internecie, gubimy realny świat, więc szybciej doświadczamy samotności, ale też trudniej nam zaangażować się głęboko mając taki duży wybór dań "na stole". Kiedy mówimy o manipulacji czy nieszczerości, to zawsze warto zadać sobie pytanie, na ile ja jestem szczera i mówię czego oczekuję naprawdę? Nierzadko zgadzamy się być w relacji opartej głównie na seksie, wyobrażając sobie, że jesteśmy na drodze do małżeństwa. Nie mówimy wprost, ani często też nie słuchamy drugiego człowieka. Jeżeli jedna osoba mówi o tym, że nie szuka stabilizacji to może nie ma co się samej oszukiwać, że będziemy tą "jedną jedyną", która go zmieni. Zawsze proponuję kobietom, aby mniej oglądały komedii romantycznych, a bardziej zeszły na ziemię i posłuchały dokładnie co facet mówi. Oni naprawdę drogie Panie mówią i pokazują wprost co chcą, jak chcą i wtedy możemy realnie widząc go, zdecydować: czy to jest facet z którym chcę żyć? Nie ma niczego złego pospotykać się kilka tygodni i na spokojnie go posłuchać, popatrzeć, szczerze oglądać to co jest jakie jest, dyskutując o swoich wizjach życia. Bo związek to ciężka praca a nie weekend w górach ze znajomymi.

Jakie pary „drugiej szansy” mają większą szansę – nomen omen – na przetrwanie – te, które od razu wracają do siebie czy powroty po latach, jak w przypadku Bena i Jennifer?

Bena i Jennifer nie znam, więc trudno mi powiedzieć (sorry - od 15 lat żyję bez telewizora;-). Jak są mądrzy i dojrzale podejdą do tematu, to z całą pewnością mają dużą szansę. Znając siebie realnymi jakimi są, a nie budując bajki. Są do przodu o jakiś czas już razem czyli mają wspólne doświadczenia. A te przecież są niezwykle cenne. Ja generalnie wierzę w ludzi, że jak są dla siebie serdeczni i otwarci na zmiany tego co utrudnia, to prawie zawsze im się udaje co planują.

Ma Pani takich pacjentów, którzy decydują się na ponowny związek z kimś, z kim od lat nie miały kontaktu?

Znam kilka takich przypadków i myślę sobie, że to wcale nie musi być rzadkość. Zazwyczaj dotyczy to osób po 40-stce. Niektórzy potrafią wracać do swoich młodzieńczych miłości, niektórzy do swoich byłych żon po rozstaniach z partnerkami, do których odeszli od nich. Jak się rozstajemy w starszym wieku to już nie ma tak wielu osób "na rynku". Potrafimy więc odzywać się do osób z przeszłości, bo pamięć zaciera to co złe i zostawia często tylko te dobre rzeczy. Zauważam, że wiele kobiet tak robi, szukając po rozstaniu z facetem kontaktu ze swoim byłym. Czasem nawet będąc w związku odzywają się i opowiadają o swoich troskach, czując jakąś głębsza więź. Szczerze mówiąc jednak nie znam nikogo kto ze sobą był w młodości i po latach ostatecznie stworzył związek. Zwykle niestety odmienne doświadczenia sprawiają, że nie da się odzyskać tego, co tam kiedyś mają np. 20 lat czuliśmy, a trochę tego oczekujemy po takiej relacji mając np. 40 +.

Są związki, które właściwie przez lata polegają na dawaniu kolejnych szans – czy to jest dobry układ i jak się z niego wyplątać, jeśli nie?

No i znowu odpowiem: to zależy :) Jedno jest pewne: w dobrym związku przez większość czasu powinniśmy czuć się dobrze. Jeżeli więc te proporcje są zaburzone, to warto o szczerą rozmowę - najpierw ze sobą, a potem z partnerem. A kiedy nie udaje się nam dogadać samym, to możemy spróbować terapii par. I tam z pewnością się wyjaśni czy słysząc i widząc siebie prawdziwymi, rzeczywiście chcemy ze sobą być. Jeżeli nie - to nie warto się oszukiwać ani męczyć.

Myślę sobie o Benie i Jen i wyobrażam sobie, że taki powrót po latach był dla nich nie tylko trudny ze względu na przeszłość, ale też ze względu na bycie na świeczniku. Cały świat znów o nich mówi. Niektórzy podśmiewają się, nie dają im szans na przetrwanie. Porównując to do naszego życia zwyczajnych ludzi, często jest tak, że w powrotach do byłych najbardziej boimy się tego, co pomyślą o nas: rodzina, znajomi, przyjaciele. Jak zmierzyć się z tym wstydem i postawić na swoim?

Z tego co pamiętam, to tych państwa dzieli duża różnica wieku. Tak naprawdę to my też o nich prawdziwych kompletnie nic a nic nie wiemy. Sama zdrada może była tylko jednym z wielu elementów. O gwiazdach zwykle staram się nie wypowiadać pomimo że wielu z pacjentów mojego ośrodka to osoby z pierwszych stron gazet, a pracując przy wielu produkcjach telewizyjnych i w mediach - też wiele z tych osób dobrze poznałam. To doświadczenie jednak tylko pogłębia moje zdanie, że to co widzimy w mediach często nie ma kompletnie nic a nic wspólnego z tym, jaka dana osoba jest, jakie ma trudności rzeczywiście i na czym relacje w jakich funkcjonuje polegają. Osoby znane są dokładnie takie same jak my i mają dokładnie takie same problemy, chociaż w mediach pokazywane są zupełnie inaczej. Patrząc więc generalnie: zawsze ktoś na nie patrzy. Jak nie tłumy ludzi czy paparazzi to matka, ojciec, czy koleżanka z pracy. Skala może być troszkę inna, ale i tak zdecydowanie nie warto aby inni decydowali o nas. Warto wysłuchać zdania ludzi bliskich, którzy nas znają, bo chcą na pewno dobrze. Jednak pamiętajmy, że druga osoba nie jest w naszej skórze, więc ani wszystkiego nie wie ani też za nas nie będzie żyła.

Czy w powrotach do siebie jakiekolwiek znaczenie ma tzw. intuicja?

We współczesnej psychologii kognitywistycznej o rozumowaniu intuicyjnym, mówimy też "doświadczeniowe" lub skojarzeniowe. Ja osobiście rozumiem intuicję jako pewnego rodzaju podświadome przeczucie ale wynikające z naszych doświadczeń z przeszłości. Jeżeli coś ileś razy skończyło się źle w jakimś układzie/sytuacji, to ten "grosik" rozumu podrzuca info: uważaj. W destrukcyjnych mechanizmach - niestety często silniecy, nie chcemy go słuchać i ponownie wiążemy się z kolejnym "takim samym facetem" robiąc sobie szkodę. A zwykle przecież mówimy: ... wiedziałam że tak będzie... dlaczego znowu... A no dlatego, że nie słuchałam swojego głosu, tylko pędziłam za tym co destrukcyjne i niepomocne. Zamiast czerpać z wewnętrznego głosu i doświadczenia. Na terapii do tego głosu właśnie dążymy, by pacjent usłyszał siebie i mógł realnie ocenić ostatecznie co mu służy w życiu, a co nie i co chce zmienić.

Elementarne pytanie – czy ludzie w ogóle się zmieniają? Na przykład czy ktoś, kto kilka lat temu nami manipulował, zdradzał i poniżał, może raptem stać się „księciem z bajki”?

Będę ponownie jak zdarta płyta: to zależy :) Jeżeli mówimy o tym, czy mogą zmienić się zachowania danego człowieka to na pewno tak. Czy diametralnie? Jak pokazują procesy terapeutyczne - zdecydowanie tak. Ale nigdy nie stanie się to za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i zawsze jest okupione ciężką pracą. Pytanie pewnie na ile osoba, która jest manipulująca i oszukująca i wykorzystująca ludzie będzie chciała się zmienić? Z całą pewnością natomiast nikt nie będzie księciem z bajki i o tym także należy zapomnieć. Znam wiele osób narcystycznych, które zdradzały i oszukiwały, a ostatecznie są w dobrych związkach w których są wierni. Znam też takich "książąt z bajki" co nigdy nie maja za kszty chęci by poza wciskaniem kitu jacy są cudowni, to co z tego że nie zdradzają jak nie są gotowi dać drugiej osobie niczego prawdziwego i głębokiego, a jedynie wyciszają jej obecnością swój lęk przed samotnością. Jako psychoterapeuta zakładam, że każdy człowiek może zmienić wiele w tym jaki jest dla siebie i dla innych. A od tego ile siły w to włoży zależy w jakim stopniu będzie żył szczęśliwie - ze sobą i innymi.