Rose McGowan różnica między molestowaniem a flirtem

Aktorka z Hollywood Rose McGowan została zgwałcona przez producenta filmowego Harveya Weinsteina i nie bała się o tym powiedzieć całemu światu. To m.in. dzięki jej odwadze i historii, inne kobiety również zdecydowały się wystąpić przeciwko Weinstenowi i zainspirowały dziesiątki tysięcy ofiar molestowania i gwałtów na całym świecie do stworzenia globalnego ruchu #MeToo w mediach społecznościowych. #MeToo to nie tylko jednak ruch wysuwający oskarżenia, a raczej miejsce do globalnej, międzynarodowej dyskusji o przekraczaniu granic i o tym, co wolno a czego nie powinno się robić w relacjach między ludźmi. Nie tylko w związkach heteroseksualnych, ale też każdej innej orientacji i konfiguracji. Dziesiątki kobiet i mężczyzn dzieliło się za pośrednictwem Internetu swoimi historiami i miało swój czynny udział w tej dyskusji, wpływając na kształtowanie się pewnych nowych norm społecznych. 

Teraz sama Rose McGowan, przez niektórych nazywana już ikoną feminizmu niczym Gloria Steinem, wypowiedziała się na temat flirtu. Stanowczo sprzeciwiła się poglądom, które stawiają przelotny flirt i komplementy na równi z molestowaniem seksualnym. 

Zapytana o koniec damsko-męskich flirtów w erze #MeToo i mocnej samoświadomości kobiet, odparła w wywiadzie dla magazynu "Hunger", że takie myślenie jest "naprawdę głupie" i "ma ochotę bębnić głową o ziemię, kiedy słyszy tego typu wypowiedzi". 

Konkretnie też odpowiedziała na pytanie dziennikarzy o różnicę między molestowaniem seksualnym i ofiarą a kobietą, z którą mężczyzna nieszkodliwie flirtuje np. w klubie. Tym samym dała do zrozumienia, że flirt nie jest szkodliwy, jeśli nie jest napastliwy i wbrew woli.

Jeśli nie obłapiasz ludzi wbrew ich woli, nic ci nie będzie. Jeśli nie szukasz zemsty, bo dziewczyna cię nie lubi, nic ci nie będzie. W porządku jest flirtować, ale to zupełnie inna sprawa, jeśli ktoś kupuje ci drinka i wydaje mu się, że dzięki temu należysz do niego przez godzinę albo noc., powiedziała ofiara Weinsteina i twarz #MeToo. 

Niedawno Harvey Weinstein też udzielił wywiadu, w tzw. międzyczasie między kolejnymi rozprawami sądowymi. Wygląda na to, że producent, który zgwałcił i napastował dziesiątki kobiet wykorzystując swoją pozycję, wciąż nie ma sobie wiele do zarzucenia.

Zrobiłem więcej filmów wyreżyserowanych przez kobiety i o kobietach niż jakikolwiek inny filmowiec. I mówię o czasach sprzed 30 lat. A nie obecnie, kiedy to jest modne. Robiłem je jako pierwszy! Byłem pionierem! Moja praca odeszła w zapomnienie, przez to co się stało. Chcę być doceniony za to, kim byłem, a nie kim się stałem., mówi Weinstein. 

Widać, nie odrobił lekcji i mamy nadzieję, że za swoje wieloletnie zbrodnie w stosunku do kobiet odbędzie surową karę. Jednocześnie w sprawach damsko-męskich nie można dać się zwariować, co już w ubiegłym roku podkreślały znana francuskie gwiazdy. 

List znanych Francuzek w sprawie mężczyzn

W ubiegłym roku w poważanym francuskim dzienniku "Le Monde" znane i wpływowe Francuzki opublikowały list otwarty, w którym stawiały weto tzw. "polowaniu na czarownice". Chodziło o wyimaginowane oskarżenia względem mężczyzn, którzy podrywają kobiety. Pod listem podpisały się m.in. aktorka Catherine Deneuve czy pisarka Catherine Miller autorka "Życia seksualnego Catherine M." Pisano w nim m.in. o tym, że "uzasadniony protest przeciwko przemocy seksualnej, której ofiarami są kobiety, przerodził się w polowanie na czarownice." Francuskie ikony podkreślały również fakt, iż

"Mężczyźni zostali ukarani natychmiastowo, wymusza się ich rezygnację z pracy, kiedy wszystko, co zrobili, to dotknięcie czyjegoś kolana czy próba skradnięcia pocałunku".Każdy medal ma dwie strony, a najważniejsze, aby czerpać z uzyskanej wiedzy mądrze. I czytać między wierszami.