Seks przestaje być dla Polek tematem tabu! Potrafią już o nim mówić bez rumieńca na twarzy. Według najnowszego Raportu Vamea 71 proc. kobiet w naszym kraju otwarcie rozmawia ze swoimi partnerami na tematy intymne, w tym 34 proc. pań robi to często albo bardzo często. Znacznie więcej - bo aż 68 proc. płci pięknej - wymienia uwagi o życiu intymnym z innymi kobietami. Przy tym 3 proc. kobiet nie ma oporów nawet przed publicznym mówieniem o swojej seksualności. Najlepszym dowodem na takie śmiałe pokonywanie bariery milczenia są nasze czytelniczki, które bez skrępowania pozwoliły nam zajrzeć za... drzwi swojej sypialni.

Jola, 27 lat

Dość wcześnie poznałam, co to seks, i od początku miałam duży temperament. Pod tym względem nic się nie zmieniło oprócz... mojego podejścia do mężczyzn. Kiedyś wystarczało, że ktoś mnie fascynował i dawał rozkosz w łóżku. Teraz potrzebuję partnera, przyjaciela i kochanka w jednym. I właśnie takiego faceta znalazłam. Odkąd się zakochałam, seks przestał być dla mnie celem samym w sobie, choć nadal jest bardzo ważny. Kiedyś czułości i pocałunków nie traktowałam w kategorii erotyzmu, teraz lubię długą grę wstępną. Zawsze mówię partnerowi, czego pragnę. Gdybym milczała, mógłby miesiącami szukać moich czułych miejsc, a gdyby je wreszcie znalazł, pewnie pieściłby mnie inaczej, niż tego chcę.

Rok temu odkryłam masaż erotyczny. Stało się to za sprawą mojego poprzedniego partnera, który ukończył kurs masażu klasycznego. Zdobytą wiedzę umiał wspaniale wykorzystać w łóżku. Teraz nie wyobrażam sobie zbliżenia bez elektryzującego "miziania". Nawet więcej: gdybym musiała wybrać tylko jedną łóżkową technikę, byłby to masaż. Przekonałam się, że często daje on silniejsze doznania niż sam stosunek. Jestem w sypialni stroną aktywną. Uwielbiam dominować nad facetem. Chcę dręczyć go i męczyć! Moją ulubioną torturą jest... "zabawa w kotka i myszkę". Czyli ja pieszczę ukochanego i kuszę go seksowną bielizną, pończochami, pantoflami na wysokim obcasie, ale on nie jest w stanie mnie dotknąć, bo ma związane ręce. Nie reaguję na jego błagania o uwolnienie, dopóki sama nie nabiorę ochoty na coś więcej. A zresztą obserwowanie mężczyzny, którego "skręca" z podniecenia na mój widok, jest równie rozpalające jak oddanie się w jego ręce.

Iza, 33 lata

Zanim skończyłam trzydziestkę, dużo eksperymentowałam. Odkrywałam swoją seksualność. Nie stroniłam nawet od trójkątów czy nieznajomych na jedną noc. To był szalony czas, przyznaję. Później poza uciechami fizycznymi szukałam także więzi emocjonalnej. I tak poznałam mojego obecnego partnera. Teraz bardziej kręci mnie czułość i poczucie bliskości. Im one są większe, tym większą odczuwam przyjemność z seksu. Nie zależy mi już na akrobatyce - nie trzymam jak dawniej "Kamasutry" w zasięgu ręki i nie wypróbowuję tych wszystkich wygibasów. Po okresie poszukiwań oboje z ukochanym wiemy, czego potrzebujemy, i potrafimy sobie zapewnić maksimum przyjemności. To nie znaczy, że nie stać nas już na szaleństwo. Czasem, gdy jesteśmy w domu sami, wyciągamy z szafy różne gadżety i urozmaicamy miłosne tete-a-tete. Lubię też, gdy partner robi mi zdjęcia albo kiedy bawimy się, filmując łóżkową akcję. Potem wspólnie oglądamy efekty - porównujemy, jak wyglądaliśmy kiedyś i czy robiliśmy "to" inaczej niż teraz.

W zasadzie nie mam żadnych zahamowań, poza jednym - seksem analnym. Nie sprawia mi żadnej przyjemności, a wręcz przeciwnie - przynosi raczej bolesne doznania. Na szczęście partner nie nalega i potrafi uszanować moje opory. W sypialni więc niczego mi nie brakuje. Czasem tylko w natłoku codziennych spraw ciężko jest wykroić więcej czasu dla siebie samych, by poprzytulać się, popieścić czy poświntuszyć. Bywa, że mijamy się w drodze do pracy i z pracy. Wtedy pozostają nam, niestety, jedynie weekendy. Choć zawsze lubiłam seks, najwięcej przyjemności daje mi od chwili, gdy poznałam Tomka. Czuję, że jest mój, i to jest najważniejsze. Teraz już wiem, że nie da się rozdzielić seksu od miłości.

Grażyna, 47 lat

Tak naprawdę moje ciało obudziło się do seksu dopiero w czasie ciąży (28 lat). Wcześniej miałam umiarkowany temperament, a tu nagle stałam się wulkanem zmysłowości. Odkryłam, że mogę wielokrotnie przeżywać orgazm! Chciałam ciągle się kochać! Mąż nie mógł nadążyć z zaspokajaniem mojego apetytu. Po urodzeniu dziecka wszystko się zmieniło. Łóżko przez kilka miesięcy kojarzyło mi się tylko ze spaniem. Potem nastąpił kryzys. Miałam trzydzieści lat, a moje małżeństwo zaczęło się sypać, z czasem rozpadło się zupełnie. Popadłam w depresję i seks zupełnie przestał się liczyć. Mężczyźni nie mieli dla mnie płci...

Musiało minąć kilka lat, zanim odzyskałam poczucie własnej wartości jako człowiek i jako kobieta. Przekonałam się, że nadal są mężczyźni, którym się podobam. Miałam kilka przelotnych romansów, ale kończyłam je bez żalu. Po czterdziestce zakochałam się jak nastolatka. Choć ten związek nie miał przyszłości i trwał tylko pół roku, dał mi dużo szczęścia. Mocno przeżyłam kolejne rozstanie i nie szukałam już miłości. To ona sama mnie znalazła.

Teraz wreszcie jestem z mężczyzną, który daje mi czułość, wsparcie i nieziemski seks. Wyczuwa moje potrzeby: jak radar odczytuje, kiedy mam ochotę na długą i delikatną podróż, a kiedy chcę rozładować napięcie przez szybką jazdę. Lubi też eksperymentować. Stąd zawsze, gdy wchodzę do sypialni, mogę się spodziewać niespodzianki z jego strony. Ja też staram się czasem go zaskakiwać, np. mając na sobie tylko biżuterię albo prześwitującą halkę czy gorset. Takie smaczki dodają pikanterii grze miłosnej, ale gadżetów nie używam. Po co? Gdybym nie znajdowała wystarczającej satysfakcji, może szukałabym ratunku w takich "pomocnikach". A seks daje mi większą radość niż 20 lat temu. Mój temperament, o dziwo, z wiekiem nie zmalał. Być może to zasługa tak długiego postu. Momentami czuję, jakbym nadrabiała zaległości. Nauczyłam się też czegoś przez te "chude" lata.

Teraz jestem mniej egoistyczna w łóżku. Potrafię dawać i brać. Zależy mi, żebyśmy oboje czerpali z seksu satysfakcję. Czasem mam tylko problem z kilkoma zbędnymi kilogramami, ale mój partner potrafi mnie przekonać, że kochanego ciałka nigdy dosyć. Przy nim czuję, że mam 25 lat i zawsze będę je miała. Patrzę w lustro i podobam się sobie. A to, że jestem gruba? Wolę być gruba i szczęśliwa, niż przez całe życie się odchudzać i popadać we frustrację. Nie uważam, że jesteśmy idealną parą; mamy swoje wady, ale na pewno tworzymy udany związek. A gdy kobieta słyszy od swojego mężczyzny, że chce spędzić z nią resztę życia, jest szczęśliwa. I ja tak właśnie się czuję.

Elżbieta, 55 lat

Moje życie zaczęło się po... pięćdziesiątce! Rozwiodłam się z despotycznym mężem i poczułam wolną, szczęśliwą kobietą. Wtedy też doszły do głosu zagłuszane od lat potrzeby seksualne. Kiedyś - przytłoczona pracą, domem, dziećmi, mężowskimi pretensjami - nie miałam siły ani ochoty na szukanie cielesnych uciech. Zresztą trudno o nie w jednopokojowym mieszkanku, gdzie cała rodzina siedzi sobie na głowie. Byłam też wtedy zakompleksioną szarą myszką, która nie potrafiła otworzyć się na rozkosz. Nasz seks był więc daleki od tego, czego pragnęłam. Uprawiałam go bardziej z małżeńskiego obowiązku niż z przyjemności. Ot, zrobiłam swoje i miałam spokój. Przez takie podejście coraz bardziej się od siebie oddalaliśmy, a ja miałam wrażenie, że tracę najlepsze lata swojego życia.

Pierwsze seksualne odrodzenie przeżyłam w wieku 45 lat. Z mężem łączyło nas jedynie wspólne mieszkanie, nie miałam więc oporów przed związaniem się z innym. Znajomość trwała tylko pół roku, ale przez ten czas kochałam się z nowym partnerem więcej razy niż z małżonkiem przez całe życie. Od kochanka dostałam też nieporównanie więcej niż od męża. Poczułam się stuprocentową kobietą! Nareszcie poznałam, co to orgazm! Rozbudziły się moje potrzeby.

Teraz jestem na tyle wyzwolona i świadoma, że gdy mam ochotę na seks, nie udaję, że jest inaczej. Najbardziej cenię czułość, miłość i fakt, że jestem dla kogoś najważniejsza. To, że ktoś się mną opiekuje. W kwestii seksu przedkładam jakość nad ilość! Wystrzegam się rutyny. Lubię się spotykać, ale zachowuję też swoją wolność. Mój partner musi mnie nie tylko pociągać, ale i odpowiadać mi pod innymi względami. Teraz to ja decyduję, co, kto, kiedy i jak. Moja otwartość w sypialni zależy od tego, jak bardzo jestem zaangażowana w związek. Uwielbiam też, gdy kochanek zdejmuje ze mnie coś ładnego, co specjalnie dla niego wybrałam. Kusząca bielizna w zupełności mi wystarcza - nie potrzebuję pejcza czy innych "zabawek". Nie toleruję też seksu oralnego. Analny owszem, ciekawe pozycje również, ale miłość francuska absolutnie nie daje mi satysfakcji. Lubię swoje ciało. Kiedyś byłam bardzo chuda i eksmąż twierdził, że obija się o moje kości. Teraz, gdy troszkę przytyłam, podobam się mężczyznom (ostatnio pan w tramwaju powiedział, że jestem apetyczna). Sama też mam więcej radości z seksu.

Nasz ekspert radzi

Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, kierownik Poradni Seksuologicznej w Warszawie; ostatnio wydał książkę "Pytania do seksuologa"

Dlaczego warto mówić o seksie?
Takie rozmowy otwierają nas w sferze erotycznej - pozwalają pozbyć się zahamowań, inspirują, wyzwalają łóżkową fantazję, a wręcz podniecają. Są też świetną okazją do poznania oczekiwań partnera i zasygnalizowania własnych preferencji.

Jak przełamać barierę wstydu?
Najlepiej traktować rozmowy o seksie jako część codziennej komunikacji. Mówić o sprawach łóżkowych w sposób naturalny.

Agnieszka Leleniewska, Dariusz Brzostek
ZDJĘCIA: MJP STUDIO; STYLIZACJA: A. ANDRZEJCZYK; MAKIJAŻ: G. KASPERSKI, M. GONTARCZUK; FRYZURY: J. CIELNIAK