Medycyna meksykańska. Gdy zachorujesz, idziesz do lekarza i uzdrowiciela jednocześnie

Aleksandra Nagel – Kobieta.pl: Doktorka farmakobiologii, ekspertka mindfulness i medytacji, pisarka książek, Kim jesteś Iliano?

Iliana Ramirez: By odpowiedzieć na to pytanie, muszę cofnąć się do początku. Urodziłam się w Meksyku. Moja mama, i babcia od strony mamy mają zdolności do uzdrawiania. W Polsce to dziwne zajęcie, ale w Meksyku takich ludzi jak moja mama jest bardzo wielu. Nazywamy ich „curanderos”. Wychowałam się więc w domu, w którym z jednej strony uczono mnie wielu meksykańskich praktyk uzdrowicielskich, a z drugiej mój tata pielęgnował tradycje buddyjskie, szczególnie medytację i techniki oddechowe. To są rzeczy, które obserwowałam od dziecka. Chociażby moment, gdy moja mama, która przez lata chorowała na padaczkę i brała wiele różnych leków, przy wsparciu terapii niekonwencjonalnej wyszła z epilepsji. Lekarz, który ją prowadził, był po medycynie i jednocześnie i praktykował jako curandero.

Zatrzymajmy się na chwilę przy „curandero”. Na czym polega jego zawód i czy to normalne, że możesz być zwyczajnym lekarzem, a jednocześnie uzdrowicielem?

Curandero w Meksyku to powszechność. Na meksykańskich uniwersytetach można studiować nie tylko nowoczesną medycynę, ale też tradycyjną, meksykańską. Można też łączyć oba kierunki. Większość Meksykańczyków – gdy jest chora – chodzi do zwykłego lekarza, a jednocześnie konsultuje się z uzdrowicielem i odwrotnie. Jedno drugiego nie wyklucza. W Polsce jest inaczej.

Czy meksykańscy uzdrowiciele są w opozycji do tego, co oferuje medycyna nowoczesna?

Nigdy nie słyszałam, żeby jakiś curandero sprzeciwiał się diagnozie zwyczajnego lekarza. Ten podział poznałam dopiero w Polsce, gdzie jedni i drudzy nie mają do siebie zaufania i wzajemnie się krytykują.

To ciekawe, że Ty – mając tak ogromne rodzinne ugruntowanie – wybrałaś karierę naukowca.

Marzyłam o tym od dziecka! Chciałam wiedzieć, jak funkcjonuje ludzkie ciało, ludzki mózg. Chciałam zrozumieć, jak to się stało, że mama miała epilepsję i przestała ją mieć? Chciałam wiedzieć skąd bierze się „moc” specyfików, które tworzyły babcia i mama. Świat nauki mnie pochłonął, bo czułam, że tam znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Wiesz, wiele osób myśli, że uzdrowiciel to czarodziej, ale on tylko umiejętnie wykorzystuje pewne mechanizmy, które istnieją w nas lub w matce naturze. Tak zaczęłam badania nad neurobiologią.

Photo: archiwum prywatne

Meksykanka w kraju nad Wisłą

Co więc się stało, że trafiłaś do Polski i zajęłaś się samo uzdrawianiem? Wracamy do pytania, kim dzisiaj jesteś?

Gdy przyjechałam do Polski, musiałam zmierzyć się z wieloma zmianami, pokonać wiele barier. W tym czasie urodziła się też moja córka. Buddyjskie praktyki ojca, tradycje mamy i babci, bardzo pomogły mi uporać się ze stresem. Znajomi zaczęli zachęcać mnie, bym zaczęła pokazywać te techniki innym. Coraz częściej zapraszano mnie na różnego rodzaju warsztaty i szkolenia, na których opowiadałam, że nawet małe zmiany i rytuały mogą wiele zmienić. Obecnie w Polsce prowadzę warsztaty dla kobiet, w których uczymy się pracować nad intuicją, własną energią, rozumieć swoje ciało, prawidłowo oddychać.

Oddychać? Większość ludzi uważa, że oddycha się po prostu, a nie „jakoś”.

To prawda. Ludzie w pędzie życia zapominają o tym, że mają ciało i przypominają sobie o nim, gdy ciężko zachorują, często jest już za późno. Moje metody pozwalają utrzymać bliski kontakt ze swoim „ja” i słuchać głosu ciała, bo ono nie kłamie. Podam przykład: jesteś zdenerwowana, ale chcesz to ukryć. Możesz udawać, ale Twoje ciało i tak „zapisze” ten stan. To bomba z opóźnionym zapłonem. Złe emocje w końcu się zaktywizują i zamienią w objawy somatyczne, takie jak ból lub stan zapalny.

Photo: Kat Piwecka 

Stres a ból pleców i szyi, czyli gdzie chowamy złe emocje?

Gdzie najczęściej chowamy złe emocje?

To może się różnić w zależności od osoby, ale jednym z najczęstszych miejsc są plecy i szyja.

Czy istnieje jakaś różnica w ukrywaniu emocji przez kobiety i mężczyzn?

Nie chcę generalizować, ale kobiety bardzo często cierpią na bóle w okolicach szyi i ramion, także klatka piersiowa i lędźwiowy odcinek kręgosłupa. Kobiecy ból wynika z tego, że mamy tendencję do odczuwania napięcia fizycznie. Gdy się stresujemy, momentalnie spinamy ramiona. Tymczasem większość mężczyzn potrafi jakoby „odciąć się” od ciała i w sytuacjach stresujących kierować się tylko rozumem. Dlatego tak wielu mężczyzn ma problem z pracoholizmem. By nie odczuwać stresu, dają swojemu mózgowi kolejne zadania. Idą, a nawet gonią, do przodu. Skupiają się na świecie zewnętrznym, odcinając się od świata wewnętrznego, w którym dzieje się coś niedobrego.

Co im mówisz, gdy przychodzą do ciebie na medytację?

Mężczyźni mają z nią większy problem. Często nie potrafią spokojnie usiąść i zrelaksować się. Mają w sobie tyle stresu.

Dalszą część wywiadu przeczytasz na kolejnej stronie: