Gdy trzy przyjaciółki: Ewa, Basia i Marta, rozpoczęły przygotowania do wakacji, zgodne były tylko co do jednego: to będzie tydzień na Ibizie. Poza tym każda z nich miała inną koncepcję, jak spędzić wspólny urlop. Nic dziwnego. Ewa, zwolenniczka błogiego leniuchowania pod palmami, chciała jak najwięcej czasu poświęcić opalaniu się, nurkowaniu i pływaniu. Na wyspie są do tego doskonałe warunki – ponad pięćdziesiąt plaż, od małych prywatnych do szerokich, a tuż obok możliwość uprawiania sportów wodnych. Większość plaż ukryta jest w niewielkich zatoczkach z dala od cywilizacji. Basia, miłośniczka zabytków i zwiedzania, najchętniej przemierzałaby Ibizę samochodem lub na rowerze. W ten sposób mogłaby dotrzeć do magicznych, owianych legendą miejsc, do których rzadko docierają turyści. Na przykład do schowanej w zatoce Cala de Sant Vicent jaskini Cova des Cuieram. Dla starożytnych Fenicjan i Kartagińczyków było to miejsce kultu poświęcone bogini Tanit, opiekunce kobiet i przewodniczce w zaświatach. Tam do dziś znajdują się pozostałości jej świątyni. Basia chciałaby też zobaczyć, jak żyją zwyczajni mieszkańcy wyspy. Ciekawa była również, gdzie znajduje się letnia rezydencja Romana Polańskiego i która wysepka skalna do niedawna należała do piosenkarki Madonny. Za to Marcie marzyły się clubbing i nocne szaleństwa. Wiedziała, że na wyspie można wspaniale się zabawić – nie bez powodu w latach 90. Ibizę wpisano do Księgi Rekordów Guinnessa jako najbardziej rozrywkowe miejsce na świecie. Od czerwca do września, co noc, w klubach i dyskotekach (jest ich tu ponad 700) baluje kilkadziesiąt tysięcy turystów. Dwa oblicza zachodu słońca

Ponoć na Ibizie słońce zachodzi najpiękniej...

Przyjaciółki nie były jednak zgodne, jakie miejsce najlepiej wybrać na podziwianie zjawiska. Marta chciała oglądać go w tłumie, w słynnej, zwłaszcza wśród miłośników muzyki chilloutowej, „Café del Mar” na plaży Calodes Moro w San Antonio, na zachodnim wybrzeżu Ibizy. Tu każdego wieczoru setki osób podziwiają wieczorne misterium przy dźwiękach muzyki elektronicznej. W pobliżu baru, na nadmorskim deptaku, robi się tłoczno na długo przed zapadnięciem zmierzchu. Ciasno, ale za to w jakim towarzystwie! Bywają tu Julio Iglesias, Robert De Niro, a nawet Pedro Almodóvar. Raz po raz pojawiają się też znani sportowcy oraz członkowie hiszpańskiej rodziny królewskiej. Ewa i Basia marzyły o bardziej romantycznym, kameralnym zachodzie słońca. Znalazły odpowiednie miejsce – Hacienda Na Xamena to hotel położony na szczycie klifu niedaleko wioski rybackiej Sant Miquel na północnym wybrzeżu. Hotelowy budynek z trzech stron otaczają gęste lasy piniowe. Od strony morza zaś usytuowano basen, z którego goście, poddając się wodnym masażom, mogą podziwiać niepowtarzalną wędrówkę słońca za horyzont. Czy z powodu różnych pomysłów na spędzenie wolnego czasu wyjazd miał nie dojść do skutku? Przecież wybierały się na Ibizę, by uczcić 30 lat przyjaźni trwającej od przedszkola. Znalazły kompromis: każda „otrzyma” jeden dzień, który w całości upłynie według jej scenariusza. Będzie przewodniczką koleżanek. Jak się bawić, to do rana Pierwszy dzień należał do Marty. O tym, że na wyspie trzeba się zabawić, mówiły billboardy ustawione przy drodze dojazdowej z lotniska do hotelu. Kusiły niebywałymi atrakcjami w znanych klubach: Pachá, Amnesia, Space, Privilege, ZOO, zlokalizowanych w stolicy Ibizy Eivissie (miasto zachowało nazwę w języku katalońskim) i jej okolicy oraz na wschodnim wybrzeżu wyspy w kurortach Sant Antoni i Santa Eulària. Najstarszą dyskoteką jest Pachá, czyli Wisienka. Zbudowano ją 35 lat temu i wciąż ma opinię ekskluzywnego miejsca do zabawy. Dziewczyny zaczęły więc wakacje na wyspie od rozrywki. Szybko się zorientowały, że jeśli chcą rzeczywiście poczuć atmosferę roztańczonej Ibizy, muszą wtopić się w tłum imprezowiczów,którzy wieczorami gromadzą się w klubach i szaleją w rytm muzyki techno (niektórzy nazywają ją techno-łomot). Wiele imprez odbywa się pod gołym niebem, a dokładnie w budynkach, które nie mają dachów. Po północy rozbawiony wielotysięczny tłum przemieszcza się darmowymi autobusami od klubu do klubu. Zwykle zabawa kończy się o 6 rano i właśnie o tej porze na ulicach panuje największy tłok. Część uczestników nocnych uciech wraca do hotelu. Inni jadą na plaże, by w barach nad brzegiem morza zjeść śniadanie, a potem przespać się na piasku i nabrać sił na kolejny dzień.

Jak u Pana Boga za piecem

Nazajutrz przewodnictwo grupy przejęła Basia. Zgodnie z tym, co zaplanowała, przyjaciółki opuściły południe Ibizy i wynajętym samochodem terenowym wyruszyły na północne wybrzeże. Po drodze mijały zaciszne wioski (m.in. Santa Agnés, Santa Gertrudis, Sant Mateu), w których zachowały się tradycyjne, niskie, białe zabudowania. Grube mury i okiennice izolują je od skwaru, a bielone wapnem ściany odbijają ostre promienie słoneczne. Ponieważ miejscowa ludność ubiera się na biało, a i piasek w blasku słońca także przybiera ten kolor, o Ibizie bardzo często mówi się Biała Wyspa. Samochód poruszał się polnymi traktami (na wyspie jest tylko jedna główna droga), docierając do luksusowych posiadłości agroturystycznych z restauracyjkami, placami zabaw dla dzieci i basenami. Przyjaciółki zapuszczały się w gaje migdałowe i zaglądały do odludnych fincas (dworków), gdzie na turystów czekają wygodne kwatery i miła obsługa. W jednej z nich zjadły tradycyjną, podawaną jak za dawnych lat potrawę – rybę zapiekaną w ogromnym bochnie chleba. Kuchnia na Ibizie jest wyjątkowa. To mieszanina kulinarnych zwyczawjów wielu nacji, które najeżdżały Ibizę. Fenicjanie nauczyli wyspiarzy sztuki konserwowania ryb solą. Grecy rozpowszechnili zwyczaj przyrządzania duszonych potraw z ziołami. Arabowie pokazali, jak doprawiać sałatę. Katalończycy zaś przekazali recepturę sosu sofrit, który robi się na bazie duszonej cebuli, z dodatkiem czosnku, oliwy i przecieru z pomidorów. Na spotkanie z dziką naturą Południe wyspy to szerokie piaszczyste plaże i salinas – miejsca, gdzie ciągle jeszcze, jak za czasów Fenicjan, pozyskuje się sól. Kilka lat temu baseny solankowe chciano zliwidować, a na ich miejscu wybudować hotele. Na szczęście tereny te zostały włączone do Parque Natural de Ses Salines d’Eivissa i Formentera. Teraz w rezerwacie żyje ponad 200 gatunków ptaków i występuje prawie tyle samo roślin, częściowo objętych ochroną. Im dalej na północ, tym teren bardziej pofałdowany. Wyspę przecina w poprzek łańcuch niskich wapiennych gór. Najwyższą z nich jest Se Talaia, która wznosi się na wysokość 475 m n.p.m. Północne wybrzeże to wielość skalistych klifów i zatoczek z dzikimi plażami. Do niektórych można dotrzeć tylko drogą morską. Ibiza otoczona jest wianuszkiem malutkich skalistych wysepek. W większości należą one do prywatnych właścicieli. Jedną z wysepek jest Isla de Sa Ferradura. Do niedawna była własnością Madonny. Od piosenkarki odkupił ją bogaty biznesmen, a teraz znów jest wystawiona na sprzedaż (urocze miejsce, które można obejrzeć w internecie – www.islaferradura. com). Ponieważ to własność prywatna, dla obcych jest niedostępna. Dziewczyny obejrzały ją z wysokiego klifu podczas wędrówki po północnym wybrzeżu.

Spacerkiem po fortecy

W dniu, w którym Ewa objęła przewodnictwo, zaprosiła koleżanki na Platja d’en Bossa, jedną z najdłuższych plaż na Ibizie. W przeciwieństwie do małych, ukrytych w zatoczkach, panują na niej warunki do uprawiania windsurfingu i nurkowania. Można również spróbować swych sił na nartach wodnych. Późnym popołudniem przyjaciółki wybrały się do Eivissy. Już z daleka było widać górującą nad miastem najstarszą część stolicy – Dalt Vila (Górne Miasto). Jest ona cennym zabytkiem. W 1999 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Otaczające starówkę grube mury są świadectwem tego, że miasto przez wieki musiało być gotowe na obronę przed kolejnymi najeźdźcami. Za murami kryje się labirynt wąskich uliczek i zaułków, kameralnych placyków. Wśród zabytków faluje wielobarwny tłum turystów. W gąszczu postaci można wypatrzyć znane z kolorowych magazynów topowe modelki w hipisowskich strojach. Prawdziwych hipisów już nie ma Ale to oni odkryli Ibizę w latach 60. Była ich ostoją. Mogli tu wiernie przestrzegać zasady: „Make Love, Not War” (Czyń miłość, nie wojnę). Czerpiąc inspiracje z miejscowej tradycji, stworzyli własny styl ubierania się, zwany adlib (z łacińskiego ad libitum – według uznania). Kiedy już się zadomowili, założyli w miejscowości Es Cana własny jarmark Punta Arabia. Sprzedawali na nim wykonane przez siebie: biżuterię, rzeźby w drewnie oliwnym, koronki, paciorki, rzemyki. Obecnie Punta Arabia to największy bazar na Ibizie. Jednak z tradycją głosicieli pokoju niewiele ma wspólnego. Większość handlarzy to przebierańcy, którzy na ponad 400 straganach i w budach sprzedają dosłownie wszystko: indyjskie szale, ażurowe sukienki do chrztu, płyty CD. Ewie, Basi i Marcie udało się jednak wypatrzeć kilka autentycznych wyrobów hipisów – będą im przypominały wakacje na tej bajkowej wyspie.


Wygraj 2-osobowe wczasy na Ibizie

Kup Claudię 4/09 i sprawdź jak możesz wygrać!

Do rozlosowania mamy tygodniowy pobyt dla 2 osób. Oferta zawiera: przelot, transfer, hotel Nereida 3*+, wyżywienie HB, opiekę rezydenta, ubezpieczenie, opłaty lotniskowe, dopłaty paliwowe. Fundatorem podróży jest biuro podróży Itaka. Termin realizacji nagrody do końca września 2009 r.