Ziołowe farbowanie - dlaczego zdecydowałam się na ten zabieg

O farbowaniu włosów ziołami dowiedziałam się z Youtube’a. Przyznaję, że początkowo nie byłam pewna, czy to dobry pomysł. Po przygodach z farbowaniem chemicznym dopiero udało mi się je  zapuścić w naturalnym odcieniu blondu. Długo za nim nie przepadałam, ale ostatnio nauczyłam się go lubić.

Na moją decyzję wpłynęły dwie kwestie. Zawsze miałam bardzo cienkie włosy, przez co sprawiały wrażenie rzadkich i znacznie ograniczały mnie w kwestii upięć.

 Po drugie, kwarantanna. Nie, nie chodzi o nudę. Przymusowe przebywanie w domu a tym samym pozbawienie ich pozbawienie działania promieni słonecznych sprawiło, że stały się dużo ciemniejsze i poszarzałe. Nie byłam zadowolona z ich nowej odsłony, a domowe strzyżenie nie pomagało. Nie chciałam wracać do tradycyjnej farby, która zniszczyła mi włosy. Przekonana, że niewiele mam do stracenia, postanowiłam sięgnąć po cassie. Zanim jednak przejdziemy do mojej metamorfozy, kilka słów o tym, czym są cassia, henna i indygo.

 

Cassia, henna i indygo, czym są i jak działają?

 

Cassia, henna i indygo to znane od starożytności zioła, nadające włosom pięknego koloru. Cassia, nazywana niekiedy bezbarwna henna, przeznaczona jest blondów. Nadaje włosom złotego połysku i pomaga rozjaśnić je bez konieczności otwierania łusek włosa jak w przypadku klasycznej farby. Jej dodatkową zaletą jest to, że delikatnie pilinguje skórę głowy. Henna, której nikomu chyba nie trzeba przedstawiać, odpowiedzialna jest za czerwienie i rudości. Prawdopodobnie część z Was bardzo się teraz zdziwiła. Henna kojarzy się przede wszystkim z farbowaniem brwi i rzęs, bynajmniej nie na rudo. Tymczasem okazuje się, że w preparatach do brwi znajduje się tylko jej domieszka, która ma ocieplić kolor.

Właściwym ich składnikiem jest indygo. Indygo odpowiedzialne jest za czernie. Z jego pomocą można uzyskać nawet delikatną niebieską poświatę pożądaną przez niektórych na kruczoczarnych włosach.

W specjalistycznych sklepach możemy znaleźć gotowe mieszanki tych ziół, które pozwalają wybierać między zimnymi i ciepłymi tonami oraz różnymi odcieniami. Są również warianty dla nieco odważniejszych – róże, fiolety.

Kiedy warto sięgnąć po ziołowe farbowanie

Po zioła warto sięgnąć nie tylko w celu koloryzacji. Są one w stanie pogrubić nawet bardzo cienkie włosy. W przeciwieństwie do klasycznej farby "oblepiają je", zamiast otwierać łuski włosa i wnikać w jego strukturę. Co to oznacza w praktyce? Włosy zostają fizycznie pogrubione, stają się gładsze i bardziej lśniące. Z każdym kolejnym zabiegiem efekt ten będzie coraz bardziej widoczny, więc warto pamiętać o systematyczności. Dodatkowym, olbrzymim plusem jest fakt, że farbując włosy w ten sposób, unikamy zanieczyszczania środowiska substancjami zawartymi w chemicznych farbach.

 

Cassia, henna i indygo: czy w ogóle mają wady?

 

Olbrzymie znaczenie ma sposób, w jaki przygotujemy mieszankę. Zależnie od sytuacji może to być wadą lub zaletą. Z jednej strony, wyposażeni w odpowiednią wiedzę, możemy manipulować kolorem wedle naszych upodobań. Z drugiej – rośnie ryzyko niepowodzenia. W przeciwieństwie do tradycyjnej farby ziołową farbą trudno radykalnie zmienić kolor. Choć z pewnością działają dużo mocniej niż babcine metody, jak płukanki z rumianku, to jednak liczyć musimy się z pewnymi ograniczeniami w tej kwestii. Brązowe włosy nie staną się dzięki cassi platynowe. Podobnie, jasny blond po potraktowaniu go indygo raczej okaże się zielony niż brązowy czy czarny. Mam jednak dobrą wiadomość dla wszystkich rudzielców (i przyszłych rudzielców) – zdecydowanie najmocniej barwi henna. Jeśli jednak nie chodzi wam o zupełną zmianę wyglądu, warto poddać się zabiegowi.

Cassia: jak przygotować mieszankę i jej używać?

Proszek wymieszać należy z wodą lub ziołowym naparem. Całość powinna mieć od 40 do 70 stopni, więc przyda nam się termometr! Tak samo sytuacja wygląda z henną. Jeśli chcecie przygotować indygo, lepiej utrzymać temperaturę około 50 stopni.

Ważna uwaga! Henna i cassia lubią środowisko kwasowe, indygo – zasadowe. Do rozrobionej mieszanki dodałam pół łyżeczki sproszkowanej witaminy C i sok z połowy cytryny. Świetnie sprawdzi się też acerola, amia lub kwasek cytrynowy. Jeśli przygotowujecie indygo, warto sięgnąć po szczyptę soli lub sody oczyszczonej.

 Potem należy zostawić mieszankę na kilka godzin, żeby uwolnił się barwnik. Ja odstawiłam ją na około godzinę. Nie mogłam się doczekać! W okresie grzewczym można umieścić naczynie na grzejniku. Tym razem zdecydowałam się na ciepłą kąpiel wodą. Z henną zróbcie tak samo. Indygo jest jedynym ziołem, które można nakładać bezpośrednio po rozmieszaniu.

Ziołowe farbowanie w moim wydaniu

Teraz czas na rzecz najważniejszą. Zanim nałożycie mieszankę, konieczne jest umycie włosów szamponem z mocnym detergentem, np.: SLeS lub SLS. Zdecydowanie nie polecam używać ich codziennie, ale przed ziołowym farbowaniem będzie to konieczne. Chodzi o oczyszczenie włosów z nadbudowy, którą zostawić może na nich olejowanie lub minerały z twardej wody.

Uzbrojona w tę wiedzę ruszyłam do łazienki, by wykonać zabieg. Mieszankę nakładałam od nasady włosów. Na koniec rozczesałam je grzebieniem, by mieć pewność, że cassia nałożona jest równomiernie. Jeśli nie macie problemów z kręgosłupem, polecam robić to głową do dołu nad wanną. To ułatwi przejście do kolejnego kroku, zwłaszcza jeśli macie długie włosy. Następnie zwijamy koka na czubku głowy. Nie popełnijcie mojego błędu i załóżcie rękawiczki ochronne. Zawijamy je folią spożywczą lub zakładamy specjalny czepek. Dodatkowo założyłam wełnianą zimową czapkę, a całość podgrzałam suszarką. Nie jest to obowiązkowy punkt, ale zależało mi na jak najlepszych efektach. W takim kokonie wytrzymać musimy od dwóch do trzech godzin. Nie było łatwo, bo wprost nie mogłam się doczekać, żeby zobaczyć, co udało mi się zdziałać.  

 

Po tym czasie jeszcze raz umyłam włosy. Pamiętajcie, by nie nakładać na nie żadnych odżywek. Przez dwa dni nie powinno się używać też kosmetyków ani stylizatorów, ponieważ kolor będzie się w tym czasie utleniał. Szybko wysuszyłam włosy. Efekt przeszedł moje oczekiwania. Włosy nabrały złotego połysku. Stały się gładkie i sypie. Czułam, że są delikatnie pogrubione. Nie mogę doczekać się kolejnego farbowania! Oto zdjęcia przed i po.

 

Moje wrażenia po ziołowym farbowaniu

Jakie są moje wrażenia? Jestem pozytywnie zaskoczona. Z pewnością będę co jakiś czas powtarzać ten zabieg. Minusem może być nieprzewidywalność koloru. Na ziołowe farbowanie trzeba też poświęcić prawie cały dzień. Mimo to jestem zachwycona efektem. Największym plusem są pielęgnacyjne właściwości ziół. Jeśli nie boicie się eksperymentów i macie ochotę na "włosowe" SPA  -  zdecydowanie polecam!