Hanna Lis przyznała się do poważnej choroby

Hanna Lis porusza ostatnio na swoim Instagramie bardzo ważne, zwłaszcza dla kobiet tematy. Niedawno dziennikarka ostro wypowiedziała się o nowym projekcie ustawy o in vitro, który zakłada między innymi, że tylko małżeństwa mogłyby korzystać z tej metody oraz zakazuje zamrażania zarodków. Hanna Lis nie przebierając w słowach napisała: "Dziś PiS i Kukiz15 pokazują środkowy palec tym, którzy nie mieli tyle szczęścia, co ja." oraz dodała "Niech zakażą chemioterapii, wszak ona też niezgodna z prawem naturalnym. Niech ludzie umierają na raka, noworodki na odrę, a Polska na zamordyzm."

Teraz Hanna Lis zamieściła obszerny wpis na temat endometriozy, na którą chorowała mając raptem 16 lat. To poważna choroba, która dotyka wiele kobiet w Polsce. Słowa dziennikarki mogą być wskazówką dla wielu dziewczyn, które do tej pory bagatelizowały niepokojące objawy.

Hanna Lis zmagała się z endometriozą

Hanna Lis podzieliła się ostatnio z fanami swoimi doświadczeniami związanymi z chorobą, która dotknęła ją będąc nastolatką. Chodzi o endometriozę. Hanna Lis zmagała się z nią prawie przez dwadzieścia lat. To niewyobrażalnie długo, ale wiedzą o tym dziewczyny i kobiety, które latami próbują dowiedzieć się, co im dolega. Hanna Lis tak wspomina swoją walkę z endometriozą: "Gdy kilka lat temu wzięłam udział w programie, w którym opowiedziałam o swojej blisko 20-letniej walce z chorobą, gratulowano mi, że „przyznałam się” do ENDO. Jakby to było coś wstydliwego? Do niczego się nie ”przyznałam”, bo choroba to żaden wstyd. Na ENDO cierpi około 10 procent populacji kobiet. Czyli mniej więcej 300 milionów (!) na świecie. A jednak pozostaje jedną z najrzadziej diagnozowanych i leczonych. Ja miałam oczywiste symptomy odkąd skończyłam 16 lat, ale lekarze koncertowo je bagatelizowali. Bywało, że „leczyli” zastrzykami z opioidów, żebym mogła przetrwać „te dni”."

Hanna Lis wyznała, że lekarze przez bardzo długi czas nie potrafili postawić trafnej diagnozy. Dopiero po drugiej ciąży, kiedy dziennikarka miała cesarskie cięcie, lekarze odkryli, że to endometrioza: "Wybitny ginekolog nie zareagował, gdy kolejna, ciąża, okazała się nierówną walką z własnym organizmem. Dopiero, gdy po drugim cesarskim cięciu pojawiły się, trzymając się terminologii lekarskiej, „zmiany lite”, ktoś wreszcie wpadł na to, że to może być endometrioza."

Jednak jak przyznaje Hanna Lis, lekarze nie potraktowali jej choroby poważnie, a to co usłyszała od jednego z nich nie oznaczało, że uzyska pomoc, jaką powinna: "Nie będziemy oszpecać pięknego brzuszka, to nic groźnego”, powiedział lekarz zapytany, czy nie można tego po prostu wyciąć. Więc męczyłam się przez kolejnych kilka lat. Ból rano, ból wieczorem, ból w nocy. Kiedy wreszcie wzięto mnie na stół, było już za późno na laparoskopię. Operacja, w pełnej narkozie, trwała blisko 3 godziny. A rekonwalescencja po niej 2 miesiące. Bo ktoś kiedyś pokpił sprawę."

Jak dzisiaj czuje się Hanna Lis?

Dziennikarka przyznaje, że dzisiaj jest już zdrowa i na szczęście od 10 lat nie czuje bólu. Najważniejsze jest również to, że endometrioza nie przeszkodziła jej mieć dzieci, co jest wielkim problemem kobiet, które chorując na tę chorobę mają problem z zajściem w ciążę.

Dziś jestem zdrowa. Od 10 lat żyje bez bólu. Miałam też fenomenalne szczęście, ze choroba nie odebrała mi szansy na macierzyństwo. - mówi dziennikarka

Hanna Lis apeluje do wszystkich kobiet i dziewczyn, żeby nie odpuszczały, jeśli dzieje się z nimi coś niepokojącego, zwłaszcza, że wielu lekarzy bagatelizuje niektóre objawy choroby: Dziewczyny: świadomość ENDO, nawet wśród lekarzy jest żenująco niska. Nie dajcie się zbyć. Pytajcie, naciskajcie, nalegajcie na badania. Mamy: nie dajcie sobie wmówić, że to normalne, kiedy Wasza nastoletnia córka wyje z bólu! Że „tak ma być” i że „to minie” z wiekiem. Walczmy o swoje zdrowie!"

Wpis Hanny Lis doceniły kobiety

Wpis Hanny Lis o swojej chorobie doceniły Internautki, i dzielą się swoimi doświadczeniami:

"Dziękuję, że się Pani tym podzieliła. Jako młoda dziewczyna umierałam z bólu, wszyscy mówili: jak urodzisz dzieci to Ci przejdzie. Czekałam kilka lat na diagnozę, aż wreszcie spotkałam lekarza, który mnie wysłuchał i zbadał. Dziś żyję bez bólu, pod stałą opieką lekarza, z nadzieją że kiedyś zostanę matka."

"Też cierpię cały czas mam wrażenie, że lekarze do końca nie wiedzą jak to leczyć.. jestem po zabiegu laparoskopii i guzy dalej odbudowują się ... dziś kolejna wizyta .. i strach co tym razem, który jajnik itp .."

"Dziękuję za ten wpis. Jest nas w sieci coraz więcej. Ja mam za 3 tygodnie kolejną operację. Tym razem w Dortmundzie, sytuacja mnie pchnęła do jeszcze większego ujawnienia się i zorganizowania zbiórki internetowej. Dobrze, że ta choroba przestaje być tematem tabu. Istnieją szansę, że poziom leczenia się poprawi."

"To prawda, zamiast się wstydzić i ukrywać swoje cierpienie trzeba o tym mówić i walczyć o swoje zdrowie, szczęście i komfort życia wszystkimi możliwymi metodami." - piszą w komentarzach

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Dziś przykre słowo na „E”. ENDOMETRIOZA. Przy okazji mojego postu o in vitro, dostałam od Was mnóstwo wiadomości. Od Was, wspaniałych dziewczyn toczących nierówną walkę z ENDO. Gdy kilka lat temu wzięłam udział w programie, w którym opowiedziałam o swojej blisko 20-letniej walce z chorobą, gratulowano mi, że„przyznałam się” do ENDO. Jakby to było coś wstydliwego? Do niczego się nie ”przyznałam”, bo choroba to żaden wstyd. Na ENDO cierpi około 10 procent populacji kobiet. Czyli mniej więcej 300 milionów (!) na świecie. A jednak pozostaje jedną z najrzadziej diagnozowanych i leczonych. Ja miałam oczywiste symptomy odkąd skończyłam 16 lat, ale lekarze koncertowo je bagatelizowali. Bywało, że „leczyli” zastrzykami z opioidów, żebym mogła przetrwać „te dni”. Wybitny ginekolog nie zareagował, gdy kolejna, ciąża, okazała się nierówną walką z własnym organizmem. Dopiero, gdy po drugim cesarskim cięciu pojawiły się, trzymając sie terminologii lekarskiej, „zmiany lite”, ktoś wreszcie wpadł na to, ze to może być endometrioza. I dalej nic. „Nie będziemy oszpecać pięknego brzuszka, to nic groźnego”, powiedział lekarz zapytany, czy nie można tego po prostu wyciąć. Wiec męczyłam się przez kolejnych kilka lat. Ból rano, ból wieczorem, ból w nocy. Kiedy wreszcie wzięto mnie na stół, było już za późno na laparoskopię. Operacja, w pełnej narkozie, trwała blisko 3 godziny. A rekonwalescencja po niej 2 miesiące. Bo ktoś kiedyś pokpił sprawę. Dziś jestem zdrowa. Od 10 lat żyje bez bólu. Miałam też fenomenalne szczęście, ze choroba nie odebrała mi szansy na macierzyństwo. Dziewczyny: świadomość ENDO, nawet wśród lekarzy jest żenująco niska. Nie dajcie się zbyć. Pytajcie, naciskajcie, nalegajcie na badania. Mamy: nie dajcie sobie wmówić, ze to normalne, kiedy Wasza nastoletnia córka wyje z bólu! Że „tak ma być” i że „to minie” z wiekiem. Walczmy o swoje zdrowie! Ściskam Was czule i trzymam za Was kciuki! #endometriosisawareness #endometriosis #womenempowerment

Post udostępniony przez Hanna Lis (@hanna_lis) Lis 19, 2018 o 10:49 PST