Niewiele jest dzieci, którym udało się uniknąć kłopotów z brzuszkiem. Gdy dolegliwości przychodzą nagle i są gwałtowne, mówimy zwykle, że dziecko choruje na grypę żołądkową. Tak naprawdę jednak pod tą popularną nazwą kryje się wirusowe zakażenie przewodu pokarmowego, czyli rotawirus.

Ostatnio ciągle się słyszy, że w przedszkolu panuje grypa żołądkowa. Jak to wygląda w rzeczywistości?

Wojciech Ozimek: W medycynie taki termin nie funkcjonuje, co nie znaczy, że nie istnieje choroba. Potocznie mówimy „grypa żołądkowa” o infekcji wirusowej rozwijającej się w żołądku i jelicie. Przy klasycznej grypie sporadycznie mogą się pojawić wymioty czy biegunka, ale jako powikłanie po podawanych lekach, a nie charakterystyczny objaw.

Rozumiem, że winowajcą jest słynny rotawirus.

Wojciech Ozimek: Nie tylko. O rotawirusie zaczęło być głośno, kiedy pojawiła się szczepionka. Rotawirus, jako „bohater” reklam zachęcających do szczepień, stał się znany i niejako automatycznie jest obwiniany o wszelkie kłopoty z brzuszkiem. On tymczasem atakuje głównie maluchy – im młodsze, tym zakażenie przebiega burzliwiej i groźniej, często nieprzewidywalnie. U niemowląt gwałtowne wymioty i biegunka kończą się szybko odwodnieniem oraz szpitalem. Z mojego doświadczenia wynika, że 90 proc. wirusowych infekcji żołądka i jelita u kilkulatków oraz starszych dzieci wywołują łagodniejsze norowirusy.

A przeciwko nim szczepionki nie wynaleziono.

Wojciech Ozimek: Przed norowirusami nie zabezpiecza szczepionka na rotawirusa, na którą decydują się rodzice małych pacjentów. A potem są zdziwieni, że mimo szczepienia dziecko łapie infekcję pokarmową, czyli zaraża się norowirusami, zresztą wyjątkowo zakaźnymi. Przenoszą się i drogą kropelkową, i przez brudne ręce. Norowirusy atakują również dorosłych.

Czy są jeszcze inne drogi zakażenia?

Wojciech Ozimek: Z badań przeprowadzonych niedawno w Wielkiej Brytanii wynika, że zarazki te czasami dostają się do miejskiej wody, która potem dociera do domów i mieszkań. Niewykluczone, że i u nas tak się zdarza.

Czy przechorowanie pozostawia odporność?

Wojciech Ozimek: Utrzymuje się ona zaledwie przez 3–4 miesiące. Poza tym istnieje wiele odmian norowirusow, każda niezależnie bywa sprawcą kłopotów żołądkowych. Dziecko może więc chorować kilka razy. Zwykle infekcja zaczyna się nagłym atakiem mdłości, po którym występują chlustające wymioty, wodnista biegunka oraz silne skurcze brzucha. W ciągu doby pojawia się gorączka, niezbyt wysoka, a pociecha skarży się na bóle głowy, nóg i rąk.

Jak sobie radzić, gdy dziecko męczą wymioty?

Wojciech Ozimek: Są one nieuniknione, bo w ten sposób organizm oczyszcza się z zarazków i toksyn. To dobrze, że dziecko wymiotuje. Trzeba je tylko chronić przed odwodnieniem, czyli poić, ile się da. Od razu powinno wypić porcję płynów, która uzupełni straty z powodu torsji w stu procentach. By nie podrażniać gardła, co prowokuje kolejne wymioty, napój trzeba schłodzić do temperatury pokojowej. Pociecha musi go pić małymi łykami.

Jedni zalecają herbatę, inni wodę. Co podawać dziecku?

Wojciech Ozimek: Jedno i drugie to jeszcze za mało. Konieczne są płyny z elektrolitami, które uzupełnią tracone sole mineralne. Maluchom polecam np. HiPP ORS 200 i Humanę Elektrolit. W tej samej postaci są środki z elektrolitami dla kilkulatków (np. Orsalit, Saltoral) i Floridral, który oprócz składników mineralnych zawiera przyjazne bakterie – probiotyki. Te same preparaty podaje się dzieciom w wieku szkolnym. Przy czym zamiast nich mogą dostać napój izotoniczny dla sportowców typu Oshee, Powerade. Są smaczne, a do tego przeznaczone dla dorosłych, co może być dobrą zachętą dla marudnego, chorego dziecka, które kategorycznie odmawia picia czegokolwiek.

Nawadnianie jest konieczne też z powodu biegunki.

Wojciech Ozimek: Tak. Nawet jeśli wymioty ustąpią, ale rozwolnienie się utrzymuje, ciągłe pojenie jest podstawą leczenia. Wirusowe zakażenia trzeba przeczekać. Przy norowirusie są to z reguły 2–3 dni, chociaż biegunka i skurcze brzucha mogą doskwierać trochę dłużej.

Czy oprócz tego trzeba jeszcze podawać leki?

Wojciech Ozimek: Tylko jeśli zajdzie taka potrzeba, np. żeby zbić gorączkę. Przy wymiotach i biegunce powinien to być środek z paracetamolem, najlepiej w czopkach, bo doustny często prowokuje nudności. Ibuprofen może delikatnie podrażniać wymęczony przez chorobę żołądek. Warto podać coś przeciwbiegunkowego, typu Smecta. Środki te hamują rozwolnienie i absorbują wirusy. Ponieważ przy okazji pochłaniają także inne zażyte przez dziecko specyfiki, Smectę powinno dostać nie później niż 1,5 godziny przed przyjęciem innego leku i co najmniej 2 godziny po jego wzięciu.

Do tego dochodzi dieta oparta na ryżu i marchwi.

Wojciech Ozimek: Tak, ale menu chorego urozmaicą zupa krem z dyni, pieczone jabłko, banan. Trzeba natomiast wprowadzić embargo na mleko, to w proszku i to z kartonu, bo przy infekcji wirusowej każde fermentuje w żołądku. Zakaz obowiązuje przez 4 dni od pierwszych objawów. Jedynie niemowlęta karmione mlekiem mamy mogą dalej ssać pierś.

Wróćmy jednak do tego, co potocznie nazywane bywa grypą żołądkową. Czy norowirusy to jedyni sprawcy?

Wojciech Ozimek: Nie jedyni, ale główni. Istnieją jeszcze tzw. adenowirusy, które równocześnie atakują układ pokarmowy i drogi oddechowe. Często dodatkowo pojawiają się wysypka, zapalenie spojówek czy dróg moczowych. Infekcja może się zacząć od kłopotów z brzuszkiem, a dopiero po kilku dniach dziecku leje się z nosa i zaczyna kaszleć (tę infekcję, podobnie jak wywołaną norowirusem, rodzice nazywają grypą żołądkową). Czasami bywa odwrotnie: przez pierwsze dni, jak przy przeziębieniu, pociecha źle się czuje, ma stan podgorączkowy, kaszel oraz katar, a wymioty i biegunka pojawiają się po kilku dobach. „Przyniesione” do domu zarazki atakują też innych domowników. Ale każdy zarażony tym samym typem wirusa może chorować inaczej, np. dziecko ma kłopoty z brzuszkiem, a mamę nęka silny katar i kaszel.

Czy trzeba zrobić jakieś badania, które ustalą, jakim wirusem zaraziło się dziecko?

Wojciech Ozimek: Diagnostyka jest zbędna, ponieważ znaczenie mają objawy. Nie ma leków, które zabijają wirusy, więc układ odpornościowy sam musi sobie z nimi poradzić. Chodzi o to, by choroba jak najmniej dawała się we znaki.

Czyli leczymy dziecko domowymi sposobami.

Wojciech Ozimek: W zasadzie tak. Trzeba to zrobić umiejętnie, co niekiedy oznacza niezłą łamigłówkę. Zwłaszcza jeśli, nie konsultując się z lekarzem, sięgamy po leki dostępne bez recepty.

W ulotce jest opisane, jak i kiedy należy je podawać.

Wojciech Ozimek: Dawkowanie określa się precyzyjnie. Stąd przy gorączce czy katarze łatwo dobrać odpowiedni środek. Trudniej, gdy pociecha kaszle, a do tego wymiotuje i ma biegunkę.

Zacznijmy więc od kaszlu. Jaki syrop wybrać?

Wojciech Ozimek: Wszystko zależy od rodzaju kaszlu. Przez pierwsze 2–3 dni jest suchy i męczący. Potem staje się wilgotny i wydaje się, że dziecku „gra w piersiach”. Kaszląc, odkrztusza zalegającą w oskrzelach wydzielinę. Przy suchym kaszlu syrop ma powstrzymywać kasłanie (wtedy sprawdzi się m.in. Acodin, Actifed, Drosetux). Takie leki podaje się z reguły 3 razy dziennie – ostatnią porcję godzinę przed snem. Gdy kaszel staje się mokry, przechodzimy na syropy rozrzedzające śluz, określane jako mukolityczne (m.in. Flavamed, Flegamina, Sinupret). Przy czym pociecha może je dostać najpóźniej 4 godziny przed położeniem się do łóżka. W przeciwnym razie narażamy ją na nieprzespaną noc z powodu napadów kaszlu czyszczącego oskrzela. Ulotki zalecają, by takie leki dziecko brało rano – o godz. 8, i po południu – o 16. Ja dopuszczam 3 porcje dziennie: o 8, 13 i 18. Syropów przeciwkaszlowego i wykrztuśnego nie należy stosować w tym samym czasie.

Co jeszcze trzeba robić, kiedy dziecko wymiotuje?

Wojciech Ozimek: Jeśli torsje pojawia się w ciągu pół godziny od zażycia jakiegoś leku, trzeba go podać po raz kolejny. Druga kwestia wiąże się z tym, ze wiele specyfików pobudza wymioty. Taki efekt dają silnie działające syropy mukolityczne, bo rozrzedzają śluz nie tylko w drogach oddechowych, ale i w żołądku. Dlatego, jeśli przy infekcji wirusowej kłopoty z brzuszkiem idą w parze z mokrym kaszlem, bezpieczniejsze od silnych syropów wykrztuśnych są słabsze syropy ziołowe, zawierające wyciąg z dziewanny czy babki lancetowatej.

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę mamom?

Wojciech Ozimek: Na uodparniające preparaty z witaminą C i rutyną. Gdy „karmimy” nimi chore dziecko, mogą się pojawić luźne stolce. Jeśli dziecko dostało rozwolnienia, od razu odstawmy te leki. Biegunka to też powikłanie po antybiotyku: z jednej strony, jak witamina C, zakwasza układ pokarmowy, z drugiej – w trakcie leczenia nim ginie przyjazna flora, chroniącą przed „rewolucja w brzuchu”.

Ale infekcji wirusowej nie leczy się antybiotykiem.

Wojciech Ozimek: To prawda. Czasem jednak organizm osłabiony walką z wirusami pozwala dojść do głosu bakteriom. A wtedy antybiotyk bywa niezbędny.