Podział obowiązków na męskie i kobiece dawno stracił sens. Ale nie chodzi tu o zamianę pakietu „dbanie o rodzinę” na „zarabianie”. Dziś większość z kobiet oba zadania łączy – prócz zajmowania się domem (jak nakazuje tradycja) jeszcze na niego zarabia. Jesteśmy dumne – ruszyłyśmy z posad bryłę świata, niestety, niejedna z nas westchnie, że przy okazji straciła na kobiecości. Owszem, nowe pokolenie mężczyzn ten porządek aprobuje. Też są wyemancypowani. Normą stała się ich pomoc w domu. Ale jak zauważa nasz ekspert, nie zmieniła się ludzka natura. Dlatego życzmy sobie, byśmy – silne i zaradne – dalej były obiektem męskiej adoracji. A panowie, nawet obierając ziemniaki, wciąż wzbudzali nasz podziw. Inaczej całe to równouprawnienie nikomu nie wyjdzie na dobre.

Mężczyźni boją się twardzielek

Natalia Łuczyńska, 25 lat, instruktorka

W swym warszawskim mieszkaniu jest raczej gościem. Wczoraj wróciła z Chorwacji, za dwa dni wybiera się nad Bałtyk. – Jestem tam, gdzie mam pracę: nad morzem, w górach. Prowadzę kursy w całej Europie – mówi Natalia, instruktorka windsurfingu, jazdy na snowboardzie oraz gry w squasha. Przebojowa, śliczna, mądra. I… samotna. – Niedawno miałam urodziny, nastroiły mnie refleksyjnie. Zaczęłam się zastaniać, co osiągnęłam, do czego dążę? Bilans wyszedł na plus: wykonuję zawód, który jest moją pasją, potrafię sama się utrzymać. Żyję jak chcę, a nie pod czyjeś dyktando. Jest tylko jedno „ale”: brakuje mi drugiej połówki. Przyjaciółka komentuje: „Stara, nie wiesz, że mężczyźni wymiękają przy silnych kobietach?” – mówi Natalia. I wzdycha: – No tak. Dziś prawdziwych twardzieli już nie ma. Czyżby zastąpiły ich... twardzielki? – pyta. – Kobiety są teraz tak przebojowe, że mężczyznom trudno im dorównać, tym bardziej zaimponować. A przecież o to chodzi, by nam imponowali. Kiedy im się to uda? Gdy będą silni, zaradni. To, że my jesteśmy silniejsze niż dawniej, powinno ich motywować do działania. Obserwuję odwrotną reakcję: nie chce im się starać – twierdzi. – Łatwiej im się popisywać i puszyć, gdy przez całe wieki słaba płeć nie miała nic do gadania. Teraz mają pod górkę. Niektórzy starają się na nią wspiąć, inni wybierają prostsze rozwiązanie – wiążą się ze słodkimi idiotkami. Przy nich bez wysiłku pozują na herosów – ocenia. Rodzice zawsze jej wpajali, że w życiu powinna sama dawać sobie radę. – Chciałam w liceum wyjechać do USA, musiałam zarobić na bilet – wspomina. – Niestety, kobiety samodzielne przyciągają mężczyzn, którzy nie mają takich cech. Niewiele jest pań, którym to odpowiada. Nie chcą być męskim ramieniem – zastrzega. Ostatnio Natalia rozmawiała o tym z kolegą, też singlem. – Przyznał, że nasza przebojowość uwolniła go od patriarchalnego kieratu. Już nie musi, jak jego ojciec, być głową rodziny, czuć się za nią odpowiedzialny, troszczyć się o jej bezpieczeństwo. Przecież dzisiaj każdy dba o siebie sam – mówi. – Tyle że zaczynam wątpić, czy to aby na pewno dobrze.

Agnieszka, 47 lat, doradca inwestycyjny

Mój mąż jako filozof zarabiał grosze. Ale był ujmującym rozmówcą – opowiada Agnieszka, elegancka brunetka z Łodzi. – Gdy na świat przyszło nasze dziecko, okazał się też niezastąpionym, troskliwym tatą. Ja pracowałam po kilkanaście godzin dziennie, on mniej, więc w sposób naturalny – zawsze byliśmy partnerami! – zajął się gotowaniem, sprzątaniem i zabawą z synkiem. I tak: ja rano szłam do pracy w dopasowanym kostiumie, on w rozciągniętej piżamie mieszał Bebiko dla małego. Ja świętowałam pozyskanie klienta, on cieszył się, że zrobił pyszne mięso. Nie, nie kłóciliśmy się – namyśla się Agnieszka. – Po prostu on mnie przestał... interesować. I zaczął drażnić: zawsze tak samo niezręcznie prosił o pieniądze, do synka mówił: „ziupka”, „mlećko”, pokpiwał z moich kolegów. Cenię jego wiedzę, ale jako kobieta chciałam przeglądać się w oczach faceta, który mi imponuje. Silnego, zaradnego, władczego. Myśmy już nawet nie sypiali ze sobą. Nie, nie jesteśmy już razem... Ale wie pani co? On wziął się za siebie, zarabia. Odżyliśmy oboje.

Mój cel? Prawdziwa równość

Ania, 28 lat, menedżer w dużej firmie

Dziewiętnasta. Ania wychodzi z pracy. Przeprawa przez zakorkowaną stolicę jak zwykle trwa godzinę. W drodze zastanawia się: „Ciekawe, czy mąż odkurzył wreszcie mieszkanie.” Obiecał trzy dni temu. Na razie – efektu nie ma. Ale tuż przed wejściem do domu słyszy, że ktoś włączył odkurzacz. Wchodzi. Mąż z bardzo poważną miną odkurza podłogę w przedpokoju, przerzucona przez ramię ścierka sugeruje, że jest w trakcie wielkich porządków. Taki wybieg… – Właśnie tak w praktyce wygląda równouprawnienie w moim domu – śmieje się młoda mężatka. – Gdyby to kobieta nie posprzątała, od razu przypięto by jej łatkę złej gospodyni. A mężczyznę każdy rozgrzeszy: „Na pewno był zajęty”. Gdy wychodziła za Pawła, ustalili, że stworzą związek partnerski. – Nie oczekuję od swego mężczyzny, by mnie utrzymywał. Wolę wspólne decyzje oraz odpowiedzialność i obowiązki dzielone na pół – tłumaczy. – Od ślubu minęły dwa lata, a my wciąż jesteśmy na etapie negocjacji, by równo rzeczywiście znaczyło równo. Bo to ja mam więcej na głowie. Wierzę, że to się zmieni. Na razie powtarzam sobie: „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało” – Ania cytuje kwestię z komedii Moliera. – Cóż, niezależność to skarb. Nawet gdy wymaga poświęceń – dodaje. Czasem jednak ogarnia ją nostalgia za „dawnymi czasy”. – Płeć piękną darzono wówczas większą atencją i znacznie mniej od niej oczekiwano – przyznaje. – Ale z drugiej strony wiem, że kobiety mają dość przypisanych im ról: kuchnia, dom, dzieci. Nie chcą być jedynie dodatkiem do mężczyzny – twierdzi. – Przykład? Skończyłam stosunki międzynarodowe w SGH oraz podyplomowe studium PR. Pracuję dla prężnych korporacji i spółek giełdowych. Jestem fachowcem. Jednak gdy ze swymi współpracowniczkami pojawiam się na spotkaniu biznesowym z klientami, często słyszę: „Witamy nasze piękne panie”. Na Boga, przecież nie startujemy w wyborach miss! A jednak wciąż, przed oceną naszych kompetencji, ocenia się nasz wygląd. Czy ktoś słyszał, aby od prezesa firmy czy specjalisty ds. finansów oczekiwano przede wszystkim muskularnego torsu i gładkiej cery? – pyta. – My, kobiety, jesteśmy dopiero w połowie drogi. Zatrzymałyśmy się na etapie: „Panie wyręczają panów” – uważa. – Nam przybyło zadań, a panom ubyło. Zróbmy krok milowy: podzielmy się wszystkim po równo.

„Nie zaprzątaj tym sobie swej ślicznej główki”. Kiedyś kobiety słyszały takie rady. Teraz zamiast „ślicznej główki” bardziej przydaje im się... łeb na karku.

Katarzyna, 38 lat, lektorka języka angielskiego

Właśnie minęła 10. rocznica ich ślubu. – Czasem myślę: może tych 10 lat wystarczy. Ten związek zabija we mnie kobiecość – przyznaje Katarzyna, warszawianka, mama siedmioletniej Oli i o trzy lata starszego Mateusza. – W naszym domu to ja noszę spodnie. Nawet na stacji benzynowej ja napełniam bak, mąż się nie ruszy, siedzi w aucie. Dziękuję za taką emancypację! – mówi. Męża poznała, gdy miała 18 lat. Zakochała się w romantycznym blondynie. Pisał wiersze, komponował muzykę. – Nie bałam się o naszą przyszłość. Wierzyłam, że Marcin ma talent, ale świat go nie docenił. Gdy go poznałam, pracował w szkole, uczył muzyki, zarabiał kilkaset złotych. Dziś przynosi niewiele więcej. Mamy dwoje dzieci, psa i rozwalające się auto. Na wszystko to sama muszę zarobić. Gdy patrzę na koleżanki, które do domu przynoszą tylko kwiaty, chce mi się płakać. Ja dźwigam siaty, płacę rachunki, pożyczam od znajomych pieniądze, bo on mówi, że nie wie, jak się do tego zabrać. Kobiecość? Od lat nie miałam na nogach szpilek. Paznokci też nie maluję, nie pasują do rosnących bicepsów i coraz bardziej męskiej sylwetki. Staję się facetem! Marcin? Zapuścił włosy, skarlał. Ostatnio zaczął do mnie mówić: „Mamusiu”. Szok.

Zamiana ról? Bardzo proszę!

Beata i Jarek, rodzice rocznego Maćka

Pod niebiosa wychwalam kobiety, które walczyły o emancypację. Dzięki nim nie muszę być kurą domową, skoro tego nie chcę. Mam wybór i bardzo to cenię – mówi Beata, absolwentka marketingu i zarządzania, mama rocznego Maćka. Zaraz po urlopie macierzyńskim wróciła do pracy: prowadzi firmę usługową, która dobrze prosperuje. Dzieckiem zajął się jej mąż Jarek, prawnik na etacie w instytucji państwowej. – Kokosów tam nie zarabiałem, dlatego zwyciężył rachunek ekonomiczny: Beata pracuje na dom, a ja jestem na wychowawczym – tłumaczy. Sam nie dowierza, że jeszcze parę lat temu był typem macho, a teraz zmienia pieluchy, gotuje, robi zakupy. – My, mężczyźni, też się zmieniamy, na lepsze, gdy mamy przy sobie wartościowe kobiety – uśmiecha się. – Lecz niełatwo być prekursorem nowego modelu rodziny – przyznaje. – Wciąż dobrze się ma stereotyp, że tylko kobieta może wychowywać małe dziecko. To mit – mówi. Jak Beata czuje się w tej nowej roli? – Świetnie – zapewnia. – Nigdy nie chciałam usługiwać mężczyźnie. Wolę być dla niego partnerem i myślę, że to mi się udało – ocenia. Oczywiście, są też minusy odwrócenia ról. – W naszych relacjach męsko- damskich nic się nie zmieniło. Wciąż mamy na siebie ochotę. Ale trochę mi żal, że nie widzę, jak rośnie mój syn, bo do wieczora siedzę w firmie. No i łezka mi się w oku zakręciła, bo jego pierwsze słowo to nie było „mama” – przyznaje Beata. – Za to w pracy mam spokojną głowę, bo wiem, że syn jest w bardzo dobrych rękach.

Mąż zajmuje się dzieckiem, ja zarabiam na dom. Taki układ nam odpowiada. Nieważne, że to się może nie podobać.

Czasem chce mi się płakać, ze mam na głowie cały świat

@Moja znajoma to ma szczęście: znalazła bogatego faceta, właśnie wyszła za niego za mąż. Zwolniła się z pracy, bo on zarabia tyle, że wystarczy. Więc ona podróżuje, a wolny czas przeznacza na swoje pasje: maluje obrazy, jeździ konno. Ja od rana do wieczora siedzę w pracy, utrzymuję nieporadnego męża, zajmuję się też jego synem z pierwszego małżeństwa. I chce mi się płakać. Zazdroszczę koleżance, że żyje jak kobieta, a nie jak wół. elka@

Chcę być kruchą kobietką

Iza Kurkus-Kaczmarek, 27 lat, wokalistka

Jak Zabłocki na mydle, tak wyszłyśmy na emancypacji – ocenia Iza Kurkus-Kaczmarek, warszawianka, wokalistka zespołu Soulfully Trio. – Zamiast leżeć i ponętnie pachnieć jak nasze praprababki, zafundowałyśmy sobie kierat: praca, kariera, dom i tysiąc innych obowiązków. Na własne życzenie stajemy się babochłopami – mówi. Dlatego w swoich piosenkach namawia wszystkie panie, by nie rezygnowały z kobiecości, bo źle na tym wyjdą. – Emancypacja – jak najbardziej tak! Ale nie wynaturzona. Wokół zniewieściali panowie i męskie kobiety. Oto cena naszego wyjścia na prowadzenie. Dojdzie do tego, że więcej delikatności mężczyzna dostrzeże w koledze niż u swojej kobiety – prorokuje Iza. Jej styl? – Żyję w absolutnej opozycji do trendu silnej kobiety – podkreśla. Jest eteryczna i wrażliwa jak jej soulowa muzyka. Świetnie się spełnia w roli strażniczki domowego ogniska. Oczywiście także pracuje: wykłada wokal oraz skrzypce w Yamaha School, poza tym uczestniczy w próbach zespołu. Ale zdecydowanie to mąż (ekonomista) jest głową rodziny i troszczy się o finanse. Dzieli też z żoną jej pasję muzyczną – komponuje, gra na fortepianie i basie. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, że to ja jestem głową rodziny. Potrafiłabym, ale nie chcę. Mam swoją muzykę, w tym królestwie dowodzę. Czuję się bezpieczna, gdy w realu czeka na mnie opiekuńczy mężczyzna – przyznaje. Współczuje kobietom, które wybrały opcję: pokażę wam (mężczyźni), że jestem lepsza. – Co się stało z kobietami? Obserwuję ze zgrozą, że zatracają instynkt samozachowawczy w pędzie do niezależności. Ciągle im mało. Osiągnęły wiele, ale nie mogą się nasycić i chcą jeszcze więcej. Po co? Aby być na 150 procent? Ryzykowne – ostrzega Iza. – Znam ambitną dziewczynę, która w kraju osiągnęła w zawodzie wszystko, teraz robi karierę za granicą. Ale wydaje majątek na psychologa, bo jej prywatne życie to zgliszcza. Ma gustownie urządzony apartament, na który sama zarobiła, i albumy pełne zdjęć z egzotycznych podróży. Jest świadoma swojej wartości. Mimo to wciąż pozostaje samotna. Panowie zostają tylko na jedną noc. Rano zwijają żagle, bo się boją tej doskonałości! Co za paradoks, że atrakcyjność matrymonialna ekstrababek jest tak niska. Ich atuty są jednocześnie przyczyną ich porażek. Dlaczego? Bo mężczyźni nie chcą mieć w domu rywala – tłumaczy. Inna cena, jaką płacimy za emancypację? – Powiem prosto z mostu: kobieta kobiecie wilkiem. Stajemy się wobec siebie coraz bardziej bezwzględne. Stosujemy gierki i manipulacje, mścimy się. Gdzie nasza dawna babska solidarność? Smutne to – Iza nie ukrywa żalu. Jej zdaniem na społeczno-kulturowej przemianie najlepiej wyszli mężczyźni. – Uwolniłyśmy ich od przymusu: posadzenia drzewa, spłodzenia syna, wybudowania domu. Przy zaradnej kobiecie mogą beztrosko żyć – twierdzi Iza. – Choć i oni mają swoje zgryzoty. Czują się zagubieni, a chcą być potrzebni i doceniani. Co zatem robi mądra kobieta? Pozwala mężczyźnie, by jak dawniej wychodził na polowanie – mówi. – Nie mam z tym problemu. Podziwiam panów. W pracy zawsze proszę o radę kolegów z zepołu, bo naprawdę cenię ich zdanie – podkreśla. – Dlatego choć często słyszę: „Umiesz liczyć, licz na siebie”, przekornie odpowiadam: „Chcę też liczyć na mężczyznę”.

„Słabości, twe imię kobieta”. Niestety, drogi Hamlecie, twoja kwestia brzmi dziś nieprawdziwie. I wiesz, co? Żałuję. Nie mam ochoty być herod-babą, a często muszę.

Kiedyś jak magnes przyciągałam mężczyzn, którzy myśleli, że będę im matkowała. Zwijali żagle, gdy usłyszeli, że bardziej odpowiada mi rola córeczki, którą trzeba się zaopiekować.

Tatiana, 50 lat, szefowa marketingu

Byliśmy fajną parą. Do czasu aż awansowałam – opowiada Tatiana. Pracowała z Januszem w tej samej firmie, w dziale marketingu. Ale to jej, nie jego kompetencje docenili przełożeni. Została szefem biura, trafiła dwa piętra wyżej, dostała gabinet. – Janusz zapewniał, że cieszy się z mojego sukcesu, ale szybko podziw się skończył, a zaczęło piekło. Te ciągłe docinki, że w domu bałagan, a lodówka pusta. Na każdym kroku starał się udowodnić mi, że jest lepszy – mówi. – Pytałam, co złego w tym, że ma rezolutną kobietę, która potrafi piąć się po szczeblach kariery? Usłyszałam: „To mnie dołuje” – wspomina Tatiana. – W łóżku stał się agresywny, chociaż tu chciał dominować. Ale męska duma nie wytrzymała. Zostawił mnie, dla głupszej. Widziałam ich. Ona: duży dekolt, mały rozum. On? Puszył się przy niej jak paw. Podnosiła mu samoocenę?

Zamienił stryjek...

@ Kobiety mężnieją, a mężczyźni niewieścieją. I żadna ze stron nie jest szczęśliwa. A przecież ktoś musi nosić spodnie. Kiedy będziemy happy? Gdy zaczniemy akceptować swoje słabości. edyta@

Strzeliłyście sobie samobója

@Wy, kobiety, jesteście mistrzyniami w żądaniu rzeczy niemożliwych. Chcecie być wyzwolone, a jednocześnie domagacie się, by mężczyzna – jak dawniej – chodził dla was na polowanie. Domagacie się, by mężczyźni byli prawdziwymi macho, ale skąd ich wziąć, skoro ich męskość wynikała z przewagi i dominacji, a nią się przecież brzydzicie. Same strzeliłyście sobie samobója. arek@

A bierzcie te cała władze!

@Nawet nie wiecie, jak jestem wdzięczny za tę emancypację. Już nie muszę być głową rodziny. I dobrze: za duża odpowiedzialność, za mało przyjemności. jacek@