Dziewczyny grające w gry, czyli kto?

Gamerki, czyli dziewczyny grające w gry, tworzą różnorodną społeczność. Niektóre (jak ja) grają głównie w zaciszu swojego pokoju. Inne wybierają gry zespołowe lub nagrywają filmy na Youtube’a. Niektóre z nich rozwijają swoje kariery, a granie staje się pracą na cały etat, nie inną niż zawodowo uprawiany sport. Zdarza się, że ich kariery skręcają w stronę cosplayerek ( dziewczyn, które przebierają się za postacie z popkultury) lub  influencerek, jak stało się w wypadku Sniper Wolf, której konto na Instagramie śledzi prawie 5 mln fanów.

Do życia tej społeczności wiele wnosi również transseksualna Hello Kitty Ricky, która okazuje wsparcie osobom LGBT. Popularnością cieszył się również projekt „Siła Sióstr”, który zrzeszał grające streamerki i zapraszał fanów do wspólnej rozrywki. Prawdą jest, że wiele drużyn wybiera kobiety do swoich składów lub czyni z nich swoje trenerki. Firmy chętnie chwalą się pracującymi u nich kobietami, nie tylko gamerkami, ale też deweloperkami czy scenarzystkami.

Na zawodach występują zarówno drużyny damskie, męskie, jak i mieszane. Panie tłumnie odwiedzają konwenty, nie tylko jako towarzystwo dla swoich mężów i chłopaków. Same są jednymi z najlepszych cospleyerek, często o globalnych zasięgach w mediach społecznościowych.

Jednak ten barwny świat ma też swoją ciemniejszą stronę. Podczas gdy pionierki wirtualnego równouprawnienia błyszczą w świetle fleszy na zawodach czy konwentach, ich koleżanki amatroki nader często mają na serwerach do czynienia z przedziwną mieszanką seksizmu, męczącej adoracji i najprawdziwszej przemocy.

Kobieta gracz kontra cute shaming

Jak grające kobiety postrzega społeczeństwo? W tej kwestii o palmę pierwszeństwa biją się głównie dwie stereotypowe figury. Pierwsza: gamerka słuchająca ciężkiej muzyki, niestroniąca od piercingu buntowniczka. W męskim świecie czuje się prawie tak dobrze, jak w swoich glanach, które nie widziały pasty do butów, od kiedy skończyła liceum. Mniej więcej wtedy też podcięła zniszczone końcówki, które obecnie już prawie sobie przydeptuje. Druga: seksowna lalka w zerówkach, podkolanówkach, męskiej koszulce i majtkach z logo MARVELA, jest nerdem i by to ogłosić światu, jest w stanie wydać wszelkie pieniądze. Przed konsolą zasiada w pozycji, którą należałoby dopisać do Kamasutry. Prawdopodobnie trzyma pada do góry nogami.


Oba te obrazy bazują na stereotypach, które podtrzymywane są przez samych graczy, a także grające dziewczyny. Jeśli mam być szczera, przyznaje, że zrobiło mi się przykro, czytając długi, anonimowy komentarz na portalu Szachmat, który opublikowała jedna z dziewczyn zaangażowana w gry online. Sama dokonała podziału na dziewczyny grające w grę „uczciwie” – dla zabawy oraz „gamer girls”, czyli księżniczki robiące freak show z obecności dziewczyny na serwerze.

Zacznijmy od początku, czyli od pseudo „Gamer Girl”, które można spotkać w grach multi player — bo w single player nie mają komu „księżniczkować” czy „przyciągać cycem”. Są to przeważnie dziewczyny, które mają za wysokie mniemanie o sobie, uważają się za najpiękniejsze i co najgorsze — uważają, że posiadają „skilla” niezbędnego do grania — zwłaszcza w grach drużynowych.

Posłużyła się przy tym materiałami graficznymi, które znajdziecie w naszej galerii, a które sugerują wejście w opisany powyżej schemat. O czym to świadczy? Społeczność grających dziewczyn jest podzielona wewnętrznie. Dla części z nich manifestowanie w grze swojej kobiecości jest problemem. Dla innych okazją do uatrakcyjnienia rozgrywki i swojej postaci.

Nie chce przez to powiedzieć, że zjawisko pozerstwa jako takie w grach nie istnieje. Nie to jednak mnie interesuje. Zwróćmy uwagę na to, w jaki sposób przedstawiane są strony konfliktu w filmikach i memach ilustrujących to zjawisko. Gdy na nie patrzę, przestaje wierzyć, że minęła złota era kawałów o głupich blondynach. Do całości dochodzi więc uroda jako symbol głupoty, coś, co wyklucza z bycia spoko laską. Na potrzeby mojego wywodu nazwałabym to zjawisko cute shamingiem. Co ciekawe, w przypadku kobiet grających w ramach hobby, nieprowadzących dodatkowo angażujących kont na Instagramie, nie wiemy przecież, jak wyglądają w trakcie rozgrywki. Shaming spotyka je najczęściej z powodu zbyt kobiecego wyglądu ich postaci. Sytuację te doskonale ilustruje poniższy film.

Podczas gdy „prawdziwe” i godne tego miana gamerki toczą wojnę podjazdową przeciwko pozerkom ubranym w opaskę z kocimi uszkami, mężczyźni reagują dużo większym entuzjazmem na obie grupy pań. Czasem zbyt dużym. Co zaskakuje najbardziej, autorka również w tym upatruje winy samych kobiet.

”Pseudo Gamer Girl” swoim zachowaniem powoduje wykluwanie się na świat nowych “Szowinistycznych noobów” oraz “Zakochanych zboczków”. Niestety przez takie właśnie dziewczyny, facet, grając z dziewczyną, uważa, że nie powinna ona znajdować się w tej lub innej rozgrywce (a przy garach w kuchni), albo jest postrzegana jedynie jako obiekt seksualny.

Kobieta w świecie gier a mężczyźni 

Lubię czasem pograć, nie na tyle, by nazwać się mistrzynią. Mam jednak kilka swoich ulubionych pozycji, dzięki którym jestem stosunkowo biegła w gamerskiej tematyce i terminologii. Nie trudno było mi zauważyć jakie poruszenie wywoływało to zawsze w męskim gronie. Jedną z pierwszych dłuższych rozmów, jakie jedna z moich znajomych odbyła ze swoim obecnym narzeczonym, miała miejsce po tym, jak rzuciła w przestrzeń cytat ze Skyrima. Inna na jedną z rocznic dostała pady. Również w oczach mojego chłopaka nieraz błyśnie iskierka dumy, gdy pobiję w Mortal Kombat jego kolegów.

Mężczyźni ekscytują się grającymi kobietami. Nie grywam online, więc doświadczyłam tylko entuzjazmu, który objawia się w zagajeniu rozmowy i zaciekawieniu, co lubię. Jednak w wieloosobowych rozgrywkach przez internet sytuacja wygląda zgoła inaczej. Udało mi się dotrzeć do kilku komentarzy dziewczyn, które na potrzeby badania portalu gamingowego Gamedot, opowiedziały, co zdarza im się słyszeć, lub czytać na czacie.

Inny gracz: Te *mój nick*, ty stary nic w domu nie robisz, tylko grasz? Ku*wa, za dobrze ci idzie. ja: Po pierwsze, "stary", jestem dziewczyną, po drugie, nie - mam też znajomych i zwykłe życie. inny gracz: ... wyjdź za mnie.

Raz, jakiś koleś pytał, czy mam chłopaka, na odp. tak stwierdził "zniszczyłaś wszystko, a mogło być tak pięknie”

Pewien chłopak stwierdził, że gdyby wiedział że gra z dziewczyną, to by się ogolił.

Ten problem został również zilustrowany w żartobliwym z założenia filmiku, który nie stroni od grania stereotypami, dotyczącymi zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Natarczywe komentarze mogą zmienić się w molestowanie. Zła wiadomość jest taka, że to dopiero początek.

ZOBACZ TEŻ: Ikea poszerza swoją ofertę o produkty dla graczy

Dziewczyny grające w gry muszą być gotowe na szowinizm?

Zdarza się, że panowie nie są przychylnie nastawieni do dziewczyn na gamerskich społecznościach. Męczące niekiedy, romantyczne propozycje to jedno. Szowinizm w najczystszej postaci to drugie. Co najczęściej słyszą kobiety?

Do garów, a nie w LoL'a napier***asz.

Kiedy kolega dowiedział się, że mam wyższy lvl w LoL'u, zbladł i zrobiło mu się słabo...

W momencie, kiedy dowiadywali się, że przegrali z kobietą, wyzywali mnie i opuszczali serwer.

Jednocześnie warto zaznaczyć, że sam tekst, z którego zaczerpnęłam cytaty ankietowanych kobiet, jest daleki od potraktowania ich poważnie. Protekcjonalne spojrzenie Grzegorza Barańskiego, autora publikacji, na gamerki sprawiło, że po raz kolejny podczas pisania tego artykułu zrobiło się nieco zbyt przaśnie. Między wierszami, możemy wyczytać, że Grzegorz Barański nie traktuje kobiet jako osób, które mogłyby być zainteresowane, tym samym, co on, a wyniki swojej ankiety przyjmuje ze zdumieniem.

Z zasady obstawiałem, że nasze słodkie, polskie dziewczyny, raczej nie zasiadają przed ekran na dłużej niż godzinka, no bo ile można patrzeć na zielone kryształki nad głowami naszych Simsów. (…) Jak niegdyś standardem były nudne rozgrywki we wspomniane Simsy, tak dziś zgrabne paluszki naszych przyszłych żon, męczą głównie gry akcji i RPG. A zaraz potem MMORPG.

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie powiało Gombrowiczem. Przyznaję, że sama kocham Simsy, a w każdym razie mam do ich twórców dużo szacunku. Trudno jednak nie wyczuć tego, jak w okraszonych szczyptą seksizmu słowach Grzegorz Barański upupia każdą dziewczynę, która, o dziwo, jest zainteresowana czymś więcej niż zjedzeniem wirtualnego gofra.

Co więc widzimy? Autor dostrzega problem dyskryminowania kobiet w grach. Przyznaje, że nie jest to zjawisko, z którego społeczność graczy powinna być dumna. Jednocześnie sam popada w narrację sugerująca, że kobieta lubiąca gry, jest czymś pomiędzy obiektem seksualnym a małpką grającą na tamburynie.

Mam wrażenie, że podczas walki z pixelami, w kobietach uwalniają się dziwne, skryte demony totalnego wkur***nia, a niekiedy i szaleństwa. Każdy może zdenerwować się podczas kolejnej przegranej rundy, ale to właśnie kobiety reagują o wiele bardziej emocjonalnie niż samce. I w sumie to dobrze, bo nie ma niczego lepszego, niż patrzeć na skaczące cycki i okrzyk „JAK TO JEST KU*WA MOŻLIWE?!”. Wiem, szowinistyczne, ale za to Was kochamy.

Kobieta gracz pod ostrzałem, czyli co jeszcze spotyka dziewczyny w grach

Czy urażona duma cierpi o wiele bardziej po przegranej z kobietą? Jak się okazuje, raniące komentarze to nie jedyne, do czego są w stanie posunąć się gracze. Jasmin Zasar – Head of Influencer Marketing w firmie Gamest opowiada w wywiadzie dla Ofeminin więcej o szowinizmie, który spotyka często nawet profesjonalne zawodniczki.

Mówiła mi o tym m.in. dziewczyna, która profesjonalnie zajmuje się gamingiem i konkuruje w zawodach w damsko-męskich drużynach. To nie są zawody profesjonalne, ale są na wysokim poziomie. Kiedy trenuje i wchodzi do grupy męskiej, której nie zna, najpierw ukrywa swój nick, ponieważ jest znana i mogą wiedzieć, że jest kobietą. Jeśli tego nie zrobi i później znajduje się w rankingu na pierwszych trzech pozycjach, a często na numerze jeden, to zdarza się, że do drużyny włącza się facet, który robi to tylko po to, by ją zastrzelić. Po to, żeby wypadła z rankingu.

Jak to jej zdaniem się dzieje, że w świecie, w którym równouprawnienie nikogo już nie dziwi, kobiety w wirtualnej rzeczywistości na co dzień zmagają się z dyskryminacją, a jak się okazuje również różnymi formami przemocy? Do tego stopnia, że niektóre z nich decydują się używać wyłącznie czatu lub filtrów zmieniających głos, tak by nie wydało się, że są kobietami.

Dyskryminacja i mówienie, że gaming nie jest dla dziewczyn, pojawia się na poziomie casualowych rozgrywek. Kiedy wydaje nam się, że nikt nas nie usłyszy, nikogo nie skrzywdzimy, że jest przyzwolenie. Że można dziewczynę ciągnąć za warkocze. Może chcielibyśmy z nią normalnie porozmawiać, ale nie potrafimy, więc rzucamy w nią śnieżką.

Po pierwsze więc pojawia się kwestia dystansu. Obraźliwe komentarze nie muszą być wypowiedziane prosto w twarz. Nie padają w kierunku osoby, z którą potem codziennie widywać będziemy się w pracy, lub która co rano będzie robiła nam americano w ulubionej kawiarni. Słyszy je nieznajoma osoba, przebywająca gdzieś w eterze kobieta, która nie wydaje się człowiekiem z krwi i kości. Jasmin otwarcie sprzeciwia się seksizmowi w grach. Na swoich mediach społecznościowych zachęca do reagowania na nieodpowiednie zachowania, które mogą skrzywdzić innych graczy.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Jorien "Sheever" v/d Heijden (@sheevar) Cze 24, 2020 o 2:10 PDT

Być może chodzi też o wyładowanie frustracji? Osoby, które źle znoszą przegraną i muszą odreagować to na innych, korzystają z każdej okazji, by wyładować złość. Kobietom zaś za bycie kobietami obrywa się zupełnie przy okazji. Co rzecz jasna nie usprawiedliwia takiego zachowania ani go nie legitymizuje. Problem istnieje i, mimo że kobiety od wielu lat nie są już w świcie gier niczym egzotycznym, wciąż wywołują burzę.

Kobieta w świecie gier:  przemoc i adoracja w opinii ekspertów

Gamerki wzbudzają w męskiej społeczności skrajne emocje, to nie ulega wątpliwości. Mając pewne intuicje na temat tego, z czego to wynika, postanowiłam skontaktować się ze znawcami tematu. Komentarza w tej sprawie udzielił mi dr Marcin Zaród, specjalizujący się w socjologii internetu. Niestety, potwierdził cześć z moich domysłów.

Wyzwiska i oświadczyny łączy wspólny mechanizm. Dla wielu mężczyzn graczka wymyka się przyzwyczajeniom. Nie jest traktowana jako partnerka, tylko jako egzotyczna, obca istota. Można ją wielbić, można ją zniszczyć - ale nie można potraktować jej jako normalnej koleżanki w hobby. W grach opartych na rywalizacji dochodzi do tego lęk przed męską porażką na oczach kobiet. Wynika to po części z mitologii gamerskiej o tym, że „kobiety nie grają", co akurat nigdy nie było prawdą w grach multiplayer ( red. grach z wieloosobową rozgrywką). Część facetów traktuje gry sieciowe jako okazję do zachowań seksistowskich, które w innych miejscach są coraz mocniej krytykowane. Coraz trudniej zwyzywać koleżankę w pracy czy na studiach, więc pozostaje bluzg w grach. Zwłaszcza gdy okazuje się, że kobiety kasują takiego "czat-maczo" w rozgrywce. Sam jestem gamerem, pykam trochę w czołgi. I sam widzę, że ustawki bez seksizmu są zwyczajnie na lepszym poziomie, jest z nich więcej frajdy. I tylko cienias nie chce uczyć się od przeciwniczki.

Jak widać, Internet jest czymś, w rodzaju zasłony dymnej, za którą świat staje się mniej realny, a co za tym idzie, możemy pozwolić sobie na więcej. Temat ten rozwinęła psycholog Izabela Kielczyk. Z czego może wynikać ten dysonans, że z jednej strony kobiety w grach spotykają się z entuzjazmem do tego stopnia, że normą są oświadczyny na czacie, a z drugiej strony są szykanowane i zmagają się z przemocą werbalną, lub przemocą w stosunku do ich postaci?

- To odwzorowuje trochę to jakie kobiety w ogóle budzą emocje - mówi Izabela Kielczyk. -  Jesteśmy podziwiane, a z drugiej strony szykanowane. W grach jest o tyle łatwiej, że nie mamy do czynienia bezpośrednio z człowiekiem, to nie jest rozmowa twarzą w twarz, przez co takie postawy mogą być bardziej nasilone. W realnym świecie hamują nas pewne normy społeczne i ograniczenia, ale też ten drugi człowiek. W takich grach widzimy poluzowanie tych norm. Nie do końca jestem tutaj sobą, mogę odkryć to, co czuje w stosunku do innych ludzi, czasem to przerysować. W grach nie widzę kobiety jako człowieka, tylko jako postać - wyjaśnia i dodaje, że frustracja z powodu przegranej z dziewczyną może, ale nie musi, mieć związku z męską ambicją.

- Z jednej strony tak, z drugiej strony to może być zwyczajna ludzka złość. Znowu jednak wchodzi tutaj kwestia świata wirtualnego. Może w realnym świecie nie miałbym aż tyle odwagi, tu pozwalam sobie na więcej. Czasami może to być nieuświadomiona agresja wobec kobiet - mówi dalej ekspertka. -  Nie chce tego pokazywać wszystkim, kryje się z tym. W grze, gdzie jestem anonimowy, pokazuje swoją niechęć i agresję na 200 proc. Nie ma hamulców, niektórzy nawet mówią, że w grach mogą się wyżyć na maksa, a w realnym świecie się bronią ze względu na normy społeczne - komentuje, dodając, że wirtualnym świecie często budzą się "demony" naszej podświadomości.

- Świat realny jest taki, że mamy jakieś określone normy i musimy się jakoś zachowywać. Nie mamy treningu w wyrażaniu złości i agresji. Ona w tym momencie może się nagromadzić, a w grach znajduje ujście. To też niebezpieczne, dla człowieka, który jest po drugiej stronie, bo to jednak odbiera się personalnie - mówi Izabela Kielczyk.

Jest jeszcze kwestia bardzo entuzjastycznych reakcji na kobietę w grze. Zdaniem psycholog to może mieć związek z tym, że mężczyźni ekscytują się, widząc, że kobieta interesuje się czymś, co nie jest jej tradycyjnie przypisane. W pewnym sensie z partnerki staje się przyjacielem.

- W realnym świecie mężczyźni się często krępują, a tutaj gra daje szczelinę, taką możliwość, dzięki której mogę te emocje wyrazić. Jak widzą, że iluś mężczyzn już to zrobiło, to tym bardziej czują, że mają przyzwolenie - potwierdza. - Gracze widzą, że w grach jest przyzwolenie, to nawet jeśli tylko myślą, że mogliby coś powiedzieć albo mają na coś ochotę, ale inni to robią, to czują, że dostali zielone światło. Działa tutaj psychologia grupy odniesienia - podsumowuje.

Czym jest psychologia grupy odniesienia? W socjologii określa się tym terminem grupę osób, którą łączą jakieś wspólne cechy, cele, wartości lub, no właśnie, wzory zachowania. To tłumaczyłoby, dlaczego traktowanie kobiet na te dwa sposoby nie ustępuje, mimo tego, że w realnym świecie cieszą się one coraz większym równouprawnieniem, a w wirtualnym są obecne od jego zarania.

Jakie są moje wnioski po wysłuchaniu tych opinii? Przyznaję, że nie jestem zdziwiona. W internecie normą jest dehumanizowanie osoby po drugiej stronie łącza. Nie bez znaczenia wydaje się również ambiwalencja związana z figurą kobiety, która w naszym kręgu kulturowym ma się świetnie od średniowiecza. Jest ona z jednej strony delikatną, eteryczną istotą, nimfą i obiektem adoracji, który jednak sam nie podejmuje działań i nie jest aktywny – pozwala się tylko wielbić. Jednocześnie, jest też katalizatorem całego zła na świecie, którego należy się wystrzegać.

ZOBACZ TEZ: Czy komputer niszczy emocje? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Omg look at our Queen #sssniperwolf #sniperwolf

Post udostępniony przez Lia’s Bitch (@sniperwolfqueen) Sie 3, 2018 o 1:39 PDT

Dziewczyny grające w gry: wnioski i emocje

Jak spuentować to zjawisko? Nie jest to proste, ale wniosek, który mi osobiście nasuwa się na myśl, to to, że największym problemem kobiet w grach jest ich nieprzezroczystość. Dlaczego to źle? Dlatego, że przezroczystość rozumiem tutaj jako stan, w którym coś jest tak naturalne, jak powietrze, wciąż obecne w przestrzeni, ale niezauważalne, niesproblematyzowane. Kobiety w grach nie są i długo jeszcze nie będą przezroczyste. Niezależnie od tego, czy wywołują raczej ekscytację, czy też sama ich obecność budzi w innych zawodnikach wewnętrznego troglodytę – ich obecność nie jest naturalna, choć jest przecież bardzo powszechna. 

Dlatego wciąż jest tak, że z jednej strony profesjonalne zawodniczki podbijają wirtualne salony, a z drugiej, miliony dziewczyn na serwerach ukrywają się za męskim nickiem lub zmienionym komputerowo głosem. W obawie przed przemocą, przed wyrzuceniem z gry lub przed męczącymi komentarzami, które zwyczajnie nie są na miejscu.

ZOBACZ TEŻ: Gry, które rozwijają mózg 

Marcin Zaród, dr inż. socjolog nauki i fizyk. Adiunkt na Wydziale Socjologii UW (katedra Socjologii Cyfrowej). Staż podoktorski odbył na Uniwersytecie w Goteborgu.
Zawodowo zajmuje się przemianami nauki w społeczeństwie.W ramach doktoratu badał procesy tworzenia wiedzy w społecznościach hakerskich. Obecnie bada mechanizmy społeczne związane z robotyką niehumanoidalną i telerobotyką. 
Współpracował z Instytutem Badań Edukacyjnych MEN (narzędzia cyfrowe w edukacji przyrodniczej), Centrum Nauki Kopernik (współorganizator cykli wydarzeń naukowych dla dorosłych) i PTBiS Stocznia (cyfrowość w polityce miejskiej). Prywatnie pochodzi z Gdyni, ukończył Politechnikę Gdańską. Kierownik grantów badawczych NCN i MNiSW.

Izabela Kielczyk: Jestem terapeutą ludzi biznesu. Psychologiem z zamiłowania i z wykształcenia, ale także praktykiem – psychoterapeutą i managerem zarządzającym dwiema firmami i dużym zespołem. . Moja wiedza, doświadczenie, a także charakter – energia i dynamizm, pewność siebie, wytrwałość, ambicja, umiejętność wychodzenia poza schematy i szukania własnej drogi - są moimi zasobami, dzięki którym rozwijam swoją karierę i ekspansywnie podbijam rynek. Opracowuję i prowadzę także wykłady i webinaria z tematyki psychologii biznesu na indywidualne zlecenia firm, instytucji, organizacji biznesowych, uczelni. Występuję jako ekspert podczas konferencji biznesowych i menadżerskich.

Z racji unikatowej wiedzy i doświadczenia występuję w roli eksperta i komentatora w wydawnictwach branżowych, opiniotwórczych czy informacyjnych. Publikacje z moim udziałem ukazywały się m.in. w Newsweeku, Polityce, Rzeczpospolitej czy Gazecie Wyborczej. Udzieliłam także wywiadów telewizjom: TVN, Polsat, TP oraz rozgłośniom Polskiego Radia, Tok FM i Radio Dla Ciebie.