Dla małego dziecka najważniejsze w życiu są ramiona rodzica. To jego cały świat. – Jeżeli te ramiona są bezpieczne, kochające i wspierające, to człowiek wyrasta w przekonaniu, że tacy właśnie są inni ludzie – tłumaczy Anna Karny, terapeutka. – Natomiast jeżeli te ramiona są zagrażające, nieprzewidywalne, agresywne, dziecko się uczy, że to tak wygląda rzeczywistość.

DDA, czyli dorosłe dziecko alkoholika, to człowiek, który rozwija się pod „złymi” skrzydłami z dojmującym poczuciem, że nikomu nie wolno ufać. I trzyma się tej zasady również w dorosłym życiu. Nawet wtedy, kiedy obiektywnie dostaje wszelkie znaki, że nic mu nie grozi, projekcja filmu z dzieciństwa trwa. I dominuje. Niezależnie od okoliczności – dodaje psycholog.

Zasadniczym problemem dorosłego dziecka alkoholika jest przeświadczenie, że zna zakończenie każdego zdarzenia – taka osoba jest bowiem pewna, że nic nie może mieć happy edu. W dzieciństwie nigdy go nie miało. – Jeśli jakaś sytuacja jest nam kompletnie obca, to zrozumiałe, że nie umiemy sobie z nią poradzić – tłumaczy Anna Karny. – Dlatego u dorosłych dzieci alkoholików często działa mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Wiedząc, że i tak będzie źle, zupełnie nieświadomie DDA mogą prowokować zdarzenia, które potwierdzają ich przekonanie – podkreśla terapeutka.

– Oczywiście wyrastanie w rodzinie alkoholowej nie zawsze paraliżuje dorosłe życie – mówi psycholog. – Są osoby, które potrafią poradzić sobie z przeszłością, ale to nie zdarza się często. Jest także liczna grupa, która zdołała swoje rany doprowadzić do zabliźnienia. Jednak to zdecydowanie za mało. Z zabliźnionych ran, prędzej czy później, pod wpływem konkretnych zdarzeń – może być to próba zbudowania związku, utrzymania go, może to być pojawienie się dziecka – zacznie sączyć się ból. Rany dorosłego dziecka alkoholika są duże, głębokie. Aby sobie z nimi poradzić, trzeba je najpierw rozszarpać, potem oczyścić i dopiero zaszyć. Temu służy terapia, która daje szansę na to, aby móc pójść dalej. Bez ciężaru, który nosi się od wczesnego dzieciństwa – tłumaczy Anna Karny.

– Kiedy mówimy o DDA, trudno o klarowną definicję, każda wydaje się nadmiernym uproszczeniem – mówi terapeutka. – Jest jednak pewien zbiór wspólny, łączący DDA przynajmniej w dwóch obszarach.
Pierwszy to trudności w kontakcie z samym sobą. Tu mieści się to, co o sobie myślę, to, czy siebie akceptuję, to, czy dbam o swoje potrzeby, to, czy potrafię być wobec siebie wyrozumiała, czy mam skłonności autodestrukcyjne.
Drugi obszar to trudności w kontaktach z otoczeniem. Czy jestem w stanie wejść w relację, czy potrafię ją utrzymać, czy nie uciekam od bliskości. To jednak bardzo rozległe sfery.

Tymczasem kiedy pracuję z dorosłymi dziećmi alkoholików, mam wrażenie, że syndrom DDA u każdej osoby jest dość specyficzny. Jednak wśród trudności, o których słyszę, właśnie w obrębie tych dwóch obszarów można wyróżnić przynajmniej cztery podstawowe typy DDA: bohater, maskotka, kozioł ofiarny oraz niewidzialne dziecko.

Każdy z typów ma przede wszystkim jedno zadanie: utrzymanie systemu, jakim jest rodzina. Czyli małe dziecko podświadomie przybiera jedną z czterech ról i jednocześnie jest oddelegowane przez rodzinę do grania jej tylko po to i aż po to, aby rodzina się nie rozpadła – tłumaczy terapeutka.  

Pokochaj mnie, będę twoim bohaterem

Tamara ma 36 lat.Ponad piętnaście lat temu wyprowadziła się do innego miasta, oddalonego od jej rodzinnego domu prawie dwieście kilometrów. Do dziś pozostała bohaterem swojej rodziny. – Nie mogę zrozumieć, dlaczego moja żona codziennie wieczorem dzwoni do swojej matki – opowiada Tomek, mąż Tamary. – Dopytuje o zdrowie, o to, czy nie jest im coś potrzebne, chociaż co dwa tygodnie jeździ do Szczecina z paczkami. Wysyła pieniądze rodzicom i swojej młodszej siostrze, którą zresztą przynajmniej raz w roku zabieramy na wakacje. Nie potrafię zrozumieć jej zachowania. Przecież doznała w dzieciństwie od swojej pijącej matki tyle cierpienia. Wiem może połowę z tego, co przeszła, a i tak dziwię się czasem, skąd to przywiązanie – mówi Tomek.

Tamara jest dorosłym dzieckiem alkoholiczki. Typ: bohater. Bohater rodziny jest skrajnie odpowiedzialny, obowiązkowy. Zajmuje się wszystkim, co tylko zdoła opanować. Może prać, sprzątać, robić zakupy, zajmować się młodszym rodzeństwem (ten typ DDA to najczęściej najstarsze dziecko w rodzinie). Będzie próbował nie dopuszczać do tego, aby rodzic, który jest alkoholikiem, pił, a przy okazji będzie opiekować się tym drugim rodzicem. Dbać o to, by nie był smutny, przygnębiony. Bohater stara się bronić rodzeństwo oraz niepijącego rodzica przed tym pijącym, zarówno w zakresie przemocy werbalnej, jak i przemocy fizycznej. Bohaterowi towarzyszy nieustanne napięcie i lęk, czy zdoła ogarnąć całą rodzinę. Jest zazwyczaj przerażony, że nie sprosta wszystkiemu. To dzieci, które dobrze się uczą, nie sprawiają żadnych kłopotów wychowawczych. Często są bardzo uzdolnione, dążą do perfekcjonizmu. Dbają o szczegóły, są niesamowicie ambitne. Chcą, aby rodzice byli z nich dumni. I są. „Skoro mam takie dziecko, znaczy, że nie jestem złym rodzicem”. Bohater dba w ten sposób o samopoczucie rodzica, który je krzywdzi. W dorosłym życiu bardzo często bohater odnosi sukcesy zawodowe. Gorzej radzi sobie z bliskimi relacjami. Ma problem z myśleniem o własnych potrzebach, z odczuwaniem ich, nazywaniem. Potrafi koncentrować się na innych, pomagać im, nie myśląc o sobie. Poczucie odpowiedzialności towarzyszy mu nadal. Będzie chorobliwie, nawet już z oddalenia, dbać o swoją rodzinę, dopóki się nie skonfrontuje, najczęściej w toku terapii, z tym, że nie jest w stanie jej uratować.  Bohaterowie rodziny mają tendencję do brania na swoje barki równie dużej ilości obowiązków, co w dzieciństwie, są do tego przyzwyczajeni. Podejmują kolejne zawodowe wyzwania po to, aby zapełnić swój czas oraz myśli. Zazwyczaj taki nadmiar obowiązków kończy się frustracją i poczuciem nieradzenia sobie. Ale robią to, bo potrzebują ciągle się sprawdzać. Dzieje się to oczywiście na poziomie nieświadomym. „Nie udało mi się uratować rodziny, ogarnę chociaż… całą resztę”. Bohater jest człowiekiem o niskim poczuciu własnej wartości. Mimo sukcesów nie jest zdolny odczuć satysfakcji, bo ciągle uważa, że cel priorytetowy nie został osiągnięty. Nie akceptuje nieudaczników. Trzeba być twardym, zahartowanym, nie wolno liczyć na czyjąś pomoc i prosić o nią. Takich cech prawdopodobnie nie będzie tolerować w swoich własnych dzieciach. Jest bardzo wymagający.

Pokochaj mnie, będę cię rozweselać

Damian ma 24 lata. Studiuje prawo, ma wokół siebie mnóstwo przyjaciół. Jest pogodny i wesoły, taki ma charakter. W każdym razie tak myślą o nim inni. Jednak on zupełnie nie rozumie, dlaczego ludzie często nie traktują go poważnie. – Kiedy się zdarzy, że na jakiejś imprezie mam zły dzień, nie śmieję się, nie sypię żartami, znajomi pytają, co się ze mną dzieje. Nic się ze mną nie dzieje! Po prostu mam gorszy nastrój. To chyba normalne. Nie chcę być rozweselaczem, który rozładowuje atmosferę. A tak się czuję – tłumaczy Damian. – W środku na ogół jestem dość ponury. Ojciec nadal pije. W domu nie jest wesoło. Skąd mam brać siłę? Nikt tego nie dostrzega – mówi.

Damian jest dorosłym dzieckiem alkoholika. Typ: maskotka. Dziecko maskotka ma poprawiać atmosferę w domu, sprawiać, żeby było fajniej. Rodzice mają dzięki niemu mniej się smucić. Jest takim chwilowym lekarstwem na chorobę, która dotknęła matkę czy ojca. Jeśli między rodzicami pojawia się napięcie, maskotka ma je rozładowywać. Na przykład pijący ojciec wysyła dziecko do matki z misją uspokojenia jej: „Ty wiesz, co zrobić, żeby przestała płakać, więc zrób coś”. Maskotka ma skupiać na sobie uwagę i odciągać ją od clue sprawy, czyli od alkoholizmu rodzica. Maskotka jest bardzo nerwowa. Często rozpoznaje się u niej ADHD czy nadpobudliwość, a jest to po prostu jej sposób na przetrwanie.

W dorosłym życiu takie osoby bywają postrzegane jako rezolutne, zabawne, urocze. Nie widać po nich zupełnie tego, co w nich siedzi. Zdarza się, że cierpią na zaburzenia psychosomatyczne. Nerwowe bóle żołądka, zespół jelita drażliwego, choroby skórne, wiele dolegliwości o podłożu typowo psychicznym, które dają objawy somatyczne. Permanentna rola rozweselacza, którą odgrywają w dzieciństwie, w dorosłym życiu sprawia, że otoczenie często nie traktuje ich poważnie. Uważane są za niedojrzałe, bo potrafią zachowywać się nieadekwatnie do sytuacji. Na stres reagują głupimi żartami, nerwowo się śmieją. W dzieciństwie zmuszane, aby manipulować emocjami innych, mają do tego tendencje także w dorosłości. Żyją w przekonaniu, że jeśli w ogóle mogą być akceptowane przez otoczenie, to tylko dlatego, że są… śmieszne. Mają skłonność do bagatelizowania rzeczy poważnych. „Byciem poważnym niczego nie załatwię”. To ludzie pozornie otwarci. Pozornie, bo z całą grupą swoich emocji nie potrafią się w ogóle skontaktować. Mają trudność z kontaktowaniem się np. ze smutkiem. Dlatego właśnie pojawiają się u nich zaburzenia psychosomatyczne. Wszelkie negatywne uczucia mogą znaleźć ujście jedynie przez chorobę organizmu. Maskotki często nie rozumieją swoich uczuć i emocji.  

Pokochaj mnie, będę twoim workiem treningowym

Dorota ma 29 lat. Do dzisiaj nie zrobiła matury. Pomieszkuje z matką albo kątem u różnych znajomych. Bezskutecznie szuka pracy. Ma na koncie niechlubne przygody z łamaniem prawa. – To nie ma znaczenia, jakie ma się wykształcenie, matura też nikomu nie uratowała życia – mówi z lekkością Dorota. – Mam swój plan i mało mnie obchodzi, co myśli o nim matka. I tak ciągle słyszę, że się za mnie wstydzi – rzuca.

Dorota jest dorosłym dzieckiem alkoholika. Typ: kozioł ofiarny. Kozioł ofiarny to osoba oddelegowana w rodzinie do zbierania wszelkich negatywnych emocji. Skupia na sobie frustracje, krzywdy, agresję wszystkich domowników. Jest takim workiem do bicia. Kozioł ofiarny to dokładne przeciwieństwo bohatera rodziny. Z kozłem ofiarnym jest wiele problemów. Zazwyczaj uczy się źle albo nie uczy się wcale. Wdaje się w awantury, jest zaczepny, bywa agresywny. „Nic nie jest ważne, nic i nikt mnie nie obchodzi” – taką postawę prezentuje kozioł ofiarny. Jest skupiskiem całego koszmaru, który rozgrywa się w domu, i taką swoistą podkładką dla rodziców, którzy go krzywdzą. Dziecko podświadomie daje rodzicom alibi dla ich krzywdzących, złych zachowań. Jest obiektem zastępczym. Jak w każdym z czterech typów, tu także jedynym motorem zachowania jest miłość do rodziców, rozpaczliwa próba upominania się o wzajemność w tej relacji. Dorosłe życie kozła ofiarnego cechuje bardzo duży poziom złości, agresji, które mogą przejawiać się werbalnie i niewerbalnie. Ma on poczucie odrzucenia, osamotnienia, niezrozumienia, nienawiści wobec świata, ludzi. Oni nie są mu do niczego potrzebni.

Kozioł ofiarny to bardzo często antybohater. Wiele uczuć zamienia na gniew. Bardzo łatwo i szybko kontaktuje się ze swoimi złymi emocjami. Wśród kozłów ofiarnych widoczna jest największa skłonność do popadania w uzależnienia (alkohol, narkotyki), czyli do powtarzania schematów ze swoich domów, bo trudno jest im poradzić sobie z przeżywanym gniewem.  

Pokochaj mnie, będę schodzić ci z drogi

Irmina ma 35 lat. Jest singielką. Niedawno trafiła do psychologa. Koleżanka zasugerowała, że być może cierpi na depresję. – Od zawsze miałam swój świat. Mało kogo do niego wpuszczam, bo nikt mnie nie rozumie – mówi Irmina. – Ludzie uważają mnie za dziwaczkę, więc się nie wychylam. Ale to nie powód, aby sądzić, że nie mam własnego zdania – denerwuje się.

Irmina jest dorosłym dzieckiem alkoholiczki. Typ: niewidzialne dziecko. Niewidzialne dziecko to ktoś, kogo po prostu nie ma. Nie skupia na sobie uwagi, nie stwarza żadnych problemów. „Jak przemknę pod stołem, to może nic złego się nie wydarzy”. W tej grupie mogą występować zachowania autoagresywne, autodestrukcyjne. To dzieci, które mają wielką trudność z odczuwaniem własnych potrzeb, zaspokajaniem ich. To zrozumiałe: „Jeżeli mnie nie ma, nie mam też potrzeb”. Dzieci przezroczyste i w domu, i w szkole. Nikt nie mówi o nich dobrze, ale też nikt się na nie nie skarży. Są samowystarczalne, potrafią zajmować się sobą. Izolują się. Często postrzegane są jako nieśmiałe, a tak naprawę są wycofane, ponieważ robią wszystko, aby nie skupiać na sobie uwagi.

W dorosłym życiu niewidzialne dziecko nadal stara się funkcjonować w swoim własnym, odrębnym świecie. Nie angażuje się w relacje, bo i tak niczego nie uda się zbudować. „Nawet jak coś spróbuję powiedzieć, to i tak nikt mnie nie usłyszy, nie zauważy, bo nigdy nikt mnie nie słyszał i nie zauważał”. Jest tu mnóstwo lęku, niepewności, osamotnienia, poczucia krzywdy i pewności: „Jestem do niczego”. Skłonności do smutku, depresji. Ale bywa, że pojawia się w nich gniew. Tacy ludzie nie wyrażają swojego zdania, nie artykułują swoich potrzeb, mają trudność ze zdecydowanym mówieniem: „Tak”, „Nie”. Są bierne, a przez to często przestawiane z kąta w kąt. Nie potrafią powiedzieć, że to je irytuje, ale z czasem zaczynają się z tym bardzo źle czuć.