Gdy weźmiesz do ręki Star Products - jeden z magicznych gadżetów Diora, pomyśl o tym, że nie wymyślili go spece od marketingu ani nie jest to efekt badań rynkowych. To coś, co pochodzi od samego Christiana Diora. Jego zabobonność stała się tak samo sławna jak New Look, którym zrewolucjonizował modę.

Dior - niski, krępy, łysy i bardzo nerwowy mężczyzna - przez całe życie wierzył w moc amuletów i astrologii. Nawet modą zajął się za radą wróżki, która podczas wojny przepowiedziała, że działająca w ruchu oporu i deportowana przez gestapo siostra projektanta przeżyje wojnę. Dior miał za sobą epizod z prowadzeniem galerii sztuki i rysowaniem szkiców dla domów mody Roberta Pigueta i Luciena Lelonga, kiedy dzięki koneksjom rodzinnym (jego ojciec był bogatym producentem nawozów organicznych) poznał króla tekstyliów Marcela Boussaca. Ten szukał akurat projektanta, który odmłodzi dom mody Philippe et Gaston. Decyzję o współpracy z Boussakiem Christian Dior podjął podczas duchowej podróży po Ibizie, gdzie wróżka powiedziała mu: "Kobiety przyniosą ci szczęście i dzięki nim osiągniesz sukces". Postawił tylko warunek: Boussac zmieni szyld z "Philippe et Gaston" na "Christian Dior".

New Look Diora zmienia modę

Zanim wynajęli budynek przy 28-30 Avenue Montaigne (w którym nadal mieści się siedziba firmy), projektant skonsultował się ze swoją wróżką. Ta, obchodząc pomieszczenia, wprowadziła się w trans i podobno, płacząc powiedziała: "To będzie coś wyjątkowego. Twoja firma zrewolucjonizuje modę". I tak się stało, kiedy w 1947 r. Dior pokazał swoją pierwszą kolekcję. Kobiety odzyskały utraconą w czasie wojny kobiecość: ubrania miały wcięcia w talii, biust był wyeksponowany, sukienki krótsze, a suknie wieczorowe uszyte z luksusowych materiałów, jakie przed wojną kupowała matka Diora. "To doprawdy rewelacyjne, drogi Christianie - wyznała Carmel Snow, redaktorka magazynu Harper's Bazaar. - Twoje suknie mają taki nowy look."

Właśnie pod hasłem New Look światowa prasa ogłosiła powrót haute couture. W latach 50. Christian Dior był najbardziej znanym projektantem na świecie (jego klientkami były Ava Gardner, Rita Hayworth i Marlena Dietrich), a Maison Dior uchodził za największą po wieży Eiffla turystyczną atrakcję Paryża. Dior był uwielbiany przez wszystkich, a jednocześnie tak nieśmiały, że z trudem przychodziło mu wyjście do gości na zakończenie pokazu. Każdą ważną decyzję konsultował ze swoją turecką tarocistką Madame Zereakian (później z jej usług korzystał też Karl Lagerfeld). Za radą tarota kupił stary młyn w pobliżu Fontainebleau pod Paryżem i farmę kwiatów w będącym sercem Prowansji Montauroux, gdzie spędzał czas na spacerach z psem Bobbym i pracach w ogrodzie.

Z wiekiem stał się jeszcze bardziej przesądny. Odmawiał przyjmowania z wizytą mężczyzn, którzy nie są pod krawatem. W każdej kolekcji projektował płaszcz nazywany "Granville" - od miejsca, w którym się urodził. Przynajmniej jeden z modeli musiał być ozdobiony detalem z motywem konwalii - jego ulubionych kwiatów. Bez konsultacji z Madame Zereakian nie zaczynał żadnego pokazu. Wbrew jej przepowiedniom postąpił tylko jeden raz: w 1957 r. karty tarota przestrzegły go przed wyjazdem za granicę.

Narodziny Star Products

Tymczasem Dior był zakochany w młodym piosenkarzu i chciał mu zaimponować, zrzucając zbędne kilogramy. Zakończył pracę nad jesienną kolekcją i wyjechał do ulubionego SPA we włoskim Montecatini. Dziesięć dni później zmarł na atak serca: oficjalnie po zadławieniu się ością podczas kolacji (nieoficjalnie po upojnej nocy z młodymi chłopcami). W ciągu zaledwie dziesięciu lat oszałamiającej kariery Dior podarował kobietom nowy styl w modzie i nauczył je, że szczęściu trzeba pomagać. Sam nie rozstawał się z amuletem z dwóch połączonych serc z biżuterii do pierwszej kolekcji haute couture. Znaczenia tych serc nigdy nie zdradził. A właśnie od nich zaczęła się tradycja diorowskich talizmanów. Od pięciu lat kontynuuje ją John Galliano.

Raz w roku, na święta Bożego Narodzenia, do rąk fashionistek trafia limitowana edycja Star Product. W ubiegłym roku był to błyszczyk Dior Play ukryty w kostce do gry. W tym - serce Dior Pretty Charms, w którego wnętrzu ukryty jest duet: błyszczyk i pomadka. "To także nawiązanie do przedmiotu, który Christian Dior darzył szczególnym uczuciem i zawsze miał przy sobie wspomniane dwa połączone serduszka, jego magiczny talizman" - mówi Stéphanie Ravillon, dyrektor marketingu makijażowego Diora. Tyle że my dostajemy trzy w jednym: modny gadżet nawiązujący do aktualnej kolekcji Diora, dwa produkty do makijażu i amulet na szczęście, którego każda z nas przecież potrzebuje. A więc szczęśliwego nowego 2007 roku!

Alicja Szewczyk