Pani doktor, kiedy zacząć dbać o zęby dziecka?

Iwona Gnach-Olejniczak: Tak naprawdę matka zaczyna o nie dbać już w okresie prenatalnym – to, co i w jakich ilościach spożywa w ciąży, ma wpływ na tkanki twarde dziecka. Dlatego ważne jest dostarczanie mu wielu związków mineralnych: wapnia, magnezu, fluoru, fosforu. A kiedy się maluch urodzi, nie czekajmy na wyrżnięcie się mlecznych zębów!

Co powinniśmy robić? Przemywać nagie dziąsła?

Iwona Gnach-Olejniczak: Jeśli niemowlę jest karmione piersią, to wręcz niewskazane. Idealny skład mleka matki nie szkodzi jamie ustnej dziecka. Oczyszcza ją też ślina, której dziecko ssące pierś wytwarza naprawdę dużo. Natura jest doskonała. Ale jeżeli dziecko otrzymuje mleko zastępcze, to oczyszczanie jego buzi jest konieczne.

Oczyszczanie? Czyli?

Iwona Gnach-Olejniczak: Po każdym karmieniu przemywamy wnętrza policzków, powierzchnię języka i dziąsła palcem owiniętym czystą gazą, zwilżoną wodą lub naparem z rumianku. Można do tego używać silikonowej szczoteczki, ale wtedy trzeba pamiętać o utrzymywaniu jej w czystości. Kiedy dziecko rozwinie umiejętność chwytania, można używać szczoteczek-gryzaków – ich gumowe wyrostki będą myć i masować dziąsła.

Pojawiły się wyczekane jedynki. Co teraz?

Iwona Gnach-Olejniczak: Warto przyzwyczaić dziecko do picia wody. W Polsce trwa właśnie kampania „Mamo, tato, wolę wodę”, jej celem jest oduczenie rodziców – powtarzam: rodziców! – od podsuwania dzieciom słodkich napojów. Bo cukier to główny winowajca dziecięcych kłopotów z zębami. Woda zaś oczyszcza szkliwo i dziąsła, wypłukuje zalegające jedzenie i rozkładające je drobnoustroje. Efektem ich działania jest próchnica czy stany zapalne. Kiedy maluch nauczy się wypluwać – ok. 1. roku życia – sprawmy mu pierwszą pastę do zębów. I myjmy mu zęby i język.

Kiedyś się mówiło, że myć je należy ruchami okrężnymi. To się chyba zmieniło?

Iwona Gnach-Olejniczak: Lepsza jest technika wymiatająca, czyli prowadzenie szczoteczki od dziąseł w kierunku koron. Stosujmy wyłącznie miękką szczoteczkę, nie przyciskajmy jej mocno – ona nie ma prawa się deformować. Jeżeli nawet pojedyncze włosie odstaje od główki szczotki, to znaczy, że używamy jej za agresywnie, narażając dziecko np. na stan zapalny dziąseł. I zmieniajmy szczoteczkę co 3 miesiące. Nie wolno jej dezynfekować, wyparzać, po prostu po 3 miesiącach wyrzucamy ją i kupujemy nową.

Pani doktor, mleczne zęby naprawdę są tak ważne?

Iwona Gnach-Olejniczak: Tak! Ich stan ma bezpośredni wpływ na to, w jakiej kondycji będą zęby stałe. Bakterie próchnicotwórcze nie znikają z jamy ustnej wraz z mleczakami, tylko przenoszą się na zęby stałe. Bywa, że któryś się dopiero wyrzyna, a już jest chory.

Czy w takim razie można mleczaki jakoś uchronić?

Iwona Gnach-Olejniczak: Można je lakować. Gdy pojawią się ubytki – plombować, nawet leczyć kanałowo. Bo one zabezpieczają przestrzeń w łukach pod przyszłe zęby stałe. Jeśli je usuniemy, pozostałe wypełnią lukę, i dla tych stałych nie będzie już miejsca. Dojdzie do stłoczeń, które trzeba będzie leczyć ortodontycznie, co wymaga czasu i pieniędzy. Mało tego, jeżeli usuniemy zęby mleczne, zaburzymy prawidłowy rozwój szczęki i żuchwy, które staną się nienaturalnie wąskie. To wpłynie na wygląd twarzy dziecka.

Pani doktor, skąd właściwie bierze się próchnica?

Iwona Gnach-Olejniczak: Warto sobie uświadomić, że to jedna z najczęstszych chorób zakaźnych u maluchów. Badania pokazują, że prawdopodobieństwo wystąpienia jej chorobotwórczych bakterii u dzieci zależy też od ich obecności w jamie ustnej matki.

... bo wiele mam oblizuje łyżki, którymi karmi dziecko.

Iwona Gnach-Olejniczak: Właśnie! Mimo że lekarze apelują o nierobienie tego, o niewkładanie do ust smoczków. Próchnicy wczesnej sprzyja też karmienie dzieci mieszankami mlecznymi. Rodzice pozwalają pociechom ssać słodkie mleko lub soki w łóżeczku. I są na tyle pomysłowi, że budują nawet specjalne podpórki, by synek mógł sączyć mleko! Inni maczają smoczki w soku lub cukrze, by dziecko uspokoić. W tych wszystkich sytuacjach rozwija się tak zwana próchnica butelkowa. Proszę sobie wyobrazić, że są przypadki usuwania zębów w ogólnym znieczuleniu u dzieci dwunastomiesięcznych. Bo zasypiały z butelką w ustach.

Ale butelka z mlekiem często jest jak najlepszy miś!

Iwona Gnach-Olejniczak: Wiem, to kłopotliwe dla rodziców, ale najzdrowsze dla dzieci: przestawienie ich z naturalnego karmienia od razu na przyjmowanie pokarmu z łyżeczki lub kubka. Pamiętajmy, że gdy jemy lub pijemy coś słodkiego, nasze zęby są atakowane kwasami jeszcze przez godzinę. Dlatego spożywajmy słodycze podczas posiłków, ale nie pogryzajmy pomiędzy, po to, by nasze zęby nie były cały czas narażone na oddziaływanie kwasów niszczących szkliwo i sprzyjających rozwojowi bakterii. Rodziców kilkulatków namawiam na wyznaczenie, np. w soboty, happy hour, czyli godziny rodzinnego nieskrępowanego pałaszowania słodyczy, po którym gremialnie idziemy myć zęby.

Czy jest może jakieś jedzenie, które pomaga zębom zachować zdrowie?

Iwona Gnach-Olejniczak: Wiemy, że cukier na pewno nie jest dobry dla zębów. Ale niedawno odkryliśmy, że można walczyć z próchnicą na słodko. Przeciwpróchnicze działanie ma ksylitol, cukier występujący np. w brzozie. Obecnie w aptekach można kupić lizaki, gumy z ksylitolem. Jest także stosowany w formie żelu, który w niewielkich ilościach wciera się w zęby. Ksylitol powoduje, że ślina – która pod wpływem spożywania cukru ma odczyn kwaśny – staje się zasadowa. A w środowisku zasadowym nie rozwijają się szkodliwe bakterie, zwłaszcza odpowiedzialne za próchnicę Streptococus mutans. Ksylitol ma też wpływ na produkcję śliny, naturalnie wymywającej resztki pożywienia; zmniejsza ryzyko zachorowań na infekcję drożdżakową czy pleśniawki. Z badań Europejskiej Akademii Stomatologii Dziecięcej wynika, że przeciwpróchnicze działanie ma także lukrecja. Badania japońskich naukowców zaś potwierdzają, że ryzyko wystąpienia ubytków u dzieci zmniejsza regularne spożywanie jogurtów.

Znów widać, że kluczowa dla zdrowia jest dieta.

Iwona Gnach-Olejniczak: Tak! Dla kondycji zębów, ale też dla prawidłowego rozwoju szczęki i żuchwy ważne jest, np. by dziecko od najmłodszych lat uczyło się żuć i chrupać twarde warzywa i owoce. Nie martwmy się: nie zmęczy się. Dla rozwoju młodego organizmu ważne jest, by miał trochę „pod górę”. Aparat nieużywany rozwija się słabiej. Nasi przodkowie mieli dobrze rozwinięte szczęki i żuchwy, proste zęby i zero próchnicy. Bo nie znali butelki, nie karmili pociech papkami…

Co takiego złego jest w papkach?

Iwona Gnach-Olejniczak: Ich jedzenie prowadzi do słabszego rozwoju szczęki i żuchwy, a przede wszystkim sprzyja próchnicy – bo papki wręcz oblepiają zęby, tworząc osad, w którym często i gęsto bytują chorobotwórcze bakterie.

Co jeszcze szkodzi?

Iwona Gnach-Olejniczak: Dziadkowie! (śmiech) Stale podsuwający słodycze oraz ulegający maluchom, gdy proszą o pominięcie mycia zębów.

A smoczek? Kciuk? Co jest mniejszym złem?

Iwona Gnach-Olejniczak: Długie korzystanie ze smoczka nie jest dobre, na pewno dziecko nie powinno z nim spać. Ruchy szczęk podczas ssania mogą negatywnie wpływać na rozwój narządu żucia. Także ssanie kciuka powoduje wysunięcie szczęki i cofnięcie żuchwy, przez co na starcie maluch ma poważną wadę zgryzu. Z dwojga złego lepszy jest smoczek, najlepiej ortodontyczny (np. Tommee Tippee). Jego kształt wspiera prawidłowe kształtowanie podniebienia, łuków zębowych oraz wyrzynanie się zębów.

Kiedy pierwszy raz zabrać malucha do dentysty?

Iwona Gnach-Olejniczak: Kiedy ma 12 miesięcy. Lekarz opowie o prewencji, czyszczeniu zębów, nawykach, diecie, prawidłowej suplementacji (fluor). I taka wizyta będzie bezstresowa. Niestety, wielu rodziców czeka z nią do ostatniej chwili, kiedy już potrzebne jest leczenie. Warto dziecko powoli wprowadzać w świat stomatologii – zabrać je do gabinetu, kiedy sami idziemy, niech sobie usiądzie na fotelu. To będzie dla nas komfortowe także ze względów finansowych: lekarz nie doliczy przecież opłaty za taką dziecięcą wizytację. A już za wizytę poświęconą tylko dziecku zapłacimy i może się okazać, że maluch za pierwszym razem nawet nie otworzy buzi.