Jak według ciebie zmieniły się relacje we współczesnym świecie?

Relacje we współczesnym świecie zmieniły się głównie za sprawą internetu. Kiedyś ludzie, którzy chcieli mieć kontakt, musieli się o to bardziej postarać. Dzisiaj utrzymywanie relacji kosztuje nas mniej wysiłku. Poza tym możemy je nawiązywać i podtrzymywać wręcz z nieograniczoną ilością ludzi, tak że można się w tym nieco pogubić. I paradoksalnie niektóre więzi się rozluźniają, bo rzadziej spotykamy się w realnym życiu.

To jak nie zaniedbać tych najważniejszych relacji?

Trzeba przede wszystkim zastanowić się, które relacje są tak naprawdę dla nas wartościowe. Na których nam najbardziej zależy? Najgorsze, że mamy takie przekonanie, że te najważniejsze relacje są nam w pewien sposób dane i że będą zawsze i mimo wszystko. Mam tu na myśli głównie więzi rodzinne. Nie tylko rodziców czy dziadków, lecz także kuzynów, siostry i braci ciotecznych, o których zapominamy na co dzień i zamiast do nich to dzwonimy na przykład do pierwszych z brzegu koleżanek. Podobnie bywa zresztą z najbliższymi przyjaciółmi czy partnerami, kochankami. Oni będą blisko nas w naszym życiu pod warunkiem, że będziemy o nich dbali, pracowali nad łączącą nas relacją.

Ostatnio na szkoleniu, które prowadziłam, na pytanie „jakie są twoje wartości?” większość grupy odpowiedziała, wymieniając to, co zwykle wszyscy: rodzina, szczęście, miłość, niezależność. Niestety rzadko znajduje to odzwierciedlenie w rzeczywistości. Bo jak przychodzi co do czego i członkowie takiej grupy zastanowią się, jak żyją i o czym najczęściej myślą, to okazuje się, że jest to praca, praca i jeszcze raz praca. Nikt nie myśli o miłości, szczęściu, najbliższych, bo nie ma czasu dla siebie i dla nich — najważniejsza na świecie jest robota i idące za nią pieniądze.

Albo siedzimy przy stole z rodziną i każdy ma nos w swoim telefonie. Od razu mi się to nasunęło, jak powiedziałaś o tych najbliższych osobach — mamy takie poczucie, że one zawsze będą. A może trzeba podejść do nich tak, hm, biznesowo? Wpisać w kalendarz jak spotkanie zawodowe?

Tak, tak. Przejdźmy do mojej rozpiski ziomeczków, która polega na uszeregowaniu „moich ludzi”. Kiedy o tym niektórym opowiadam, to uważają mnie za wariatkę. Ale to się sprawdza! Mam więc taką swoją listę, gdzie top stanowi mój mąż Łukasz, moja przyjaciółka Ania — czyli osoby najważniejsze, nad relacją z którymi chcę szczególnie pracować. Zaraz obok nich jest moja rodzina. I to nie jest tak, że mam wypisanych wszystkich jej członków, lecz tylko tych, na których mi zależy i z którymi chcę pielęgnować kontakt. Są to kuzyni, z którymi lubię spędzać czas. Po rodzinie są przyjaciele. To grono bardzo się zmniejszyło na przestrzeni ostatnich lat, bo prawdziwych przyjaciół, w moim przypadku, nie poznałam w biedzie, tylko w sukcesie. Następnie jest „Warszawa bliżej/dalej”. „Bliżej” to ci ludzie, z którymi chcę mieć lepszy kontakt i spotykam się częściej, a „dalej”, to są takie osoby, które bardzo lubię, nie chcę tracić ich z pola widzenia i zwykle spotykam się z nimi, jak jest jakaś większa okazja, na przykład moje urodziny. Następnie jest „Białystok”, bo jestem totalnie patriotką lokalną i dbam o relacje nawiązane w rodzinnym mieście, czyli z trzema moimi przyjaciółkami z liceum. Niestety wielu osobom, które wyjeżdżają za pracą czy na studia, takie relacje się urywają. I dopiero po tych wszystkich osobach jest praca. I powiem ci, że są też takie osoby, które tak lubię, że przechodzą do rozpiski „Warszawa bliżej/dalej”.

A czy nie jest tak, że niektóre relacje są tylko na pewien etap?

Oczywiście! Dlatego, że ewoluujemy. Stajemy się inni. Z niektórymi idziesz do przodu, i to ci pasuje, a z niektórymi nie jest ci w pewnym momencie po drodze. Ważne jest to, żeby się nie obwiniać za to czy też myśleć, że to z nami jest coś nie tak. Trzeba docenić, że niektórzy w pewnym okresie byli nam bardzo potrzebni i dzięki nim pewne rzeczy się zdarzyły, ale wszystko ma swój czas.

Liczy się poza tym jakość relacji, a nie ich ilość?

Powiem szczerze, że mam bardzo dużo znajomych. Ale jak wspomniałam — lista przyjaciół zawiera zaledwie kilka osób. A mam tak wielu znajomych nie dlatego, że muszę czy chcę, a dlatego, że poznaję dużo osób, jestem osobą kontaktową, więc te nowe osoby gdzieś tam lokują się w mojej przestrzeni życiowej.

Autorki "Girls Talk" Karolina Cwalina-Stępień i Paulina Klepacz okiem rysowniczki Anny Halarewicz

Są też szczere i nieszczere relacje.

Bywają relacje podszyte tylko biznesem. Widzę po ludziach, jak myślą, że stworzą relacje biznesowe, które przyniosą im korzyści, ale są tak w tym nieautentyczni i nieszczerzy, tak widać, że grają tylko i wyłącznie na siebie, że im się to nie uda. Powiem ci bezczelnie — bardzo dobrze buduję relacje biznesowe, bo nauczyłam się jednego w biznesie: jak chcesz coś od kogoś, to musisz dać coś od siebie. To musi działać w tym przypadku w dwie strony. A są ludzie, którzy czekają, aby im pomagać, i nic nie oferują w zamian. Każdy zawsze chce coś ugrać dla siebie — czy w relacji, czy w związku, nie mówię już tylko o sferze zawodowej. Na przykład ja potrzebuję poczucia bezpieczeństwa, a ty potrzebujesz czegoś innego ode mnie. I w biznesie jest tak, że relacje są bardzo ważne, a czasem najważniejsze, bo umówmy się — żyjemy w Polsce, gdzie czasem mimo że masz łeb jak sklep, to gówno znaczysz, jeśli nie znasz odpowiednich osób. Ta więc na relacjach buduje się największe biznesy, w polityce jest podobnie.

A co powiesz o związkach miłosnych. W sumie nie tak dawno wyszłaś za mąż.

Powiem, że mądrze się mówi, że twój mąż, partner czy kochanek ma być twoim najlepszym przyjacielem. To osoba, z którą tak naprawdę masz być szczera, autentyczna, rozmawiać o tym, co cię boli, co cię trapi, co ci nie wychodzi. I przed tą osobą nie możesz nic udawać.

Inna sprawa, że warto w związek wejść jako dogadana ze sobą istota, mająca własne życie. Poznałam Łukasza, kiedy miałam wreszcie totalnie wszystko tak poukładane w głowie, że po pierwsze, nikogo nie szukałam, bo byłam szczęśliwa sama ze sobą, a po drugie, jak już ktoś się pojawił, to nie rzucałam mu się na szyję, mówiąc: „Teraz będziesz moim rycerzem i po prostu będziesz mnie chronił przed światem, bo bez ciebie sobie nie poradzę”. Mówię bardzo szczerze: kocham Łukasza dlatego, że mi dupy nie zawraca. (śmiech) Ale dlatego dupy mi nie zawraca, bo ma też swoje pasje, ma swoich przyjaciół. Kiedy jesteśmy razem, to się dobrze bawimy w swoim towarzystwie, ale jak jesteśmy osobno, to nikomu z nas świat się nie wali, nie nudzimy się bez siebie i tak dalej.

A co z seksem? Co kiedy namiętność się wypala? Jak do tego nie dopuścić? Może trzeba wpisać seks do kalendarza?

Ale to jest chore!

Przecież to tak jak z rozpiskami!

No dobrze, my sobie wpiszemy, a co z drugą stroną?

Wpisujecie oboje! I was to nakręca. Zerkasz rano do kalendarza i mówisz: „O, dziś jest dzień seksu!”. Myślisz o tym cały dzień, buduje się napięcie.

Ja raczej myślę, co mi się wywali pod koniec dnia. To straszne, bo wychodzi na to, że to nie jest dla mnie najważniejsza rzecz.

Jeśli jesteś w stanie ją wykreślić z listy priorytetów, to nie jest taka ważna. To chyba w ogóle kwestia tego, że na końcu naszych list zadań są te rzeczy, które chciałybyśmy zrobić dla siebie, przyjemności różnego rodzaju, bo najpierw jest praca — jak mówiłaś.

Niestety zbyt łatwo nam jest skreślać to, co najważniejsze. To nasza wina. Nie dbamy o relacje z samymi sobą. I teraz pytanie: czy my tego właśnie chcemy dla siebie? Nie doceniamy tego, co teraz, chcemy więcej, mocniej, bardziej i w pewnym momencie wychodzi na to, że to, co mieliśmy wtedy, to było to maksimum, które mogliśmy osiągnąć, ale cały czas się łudziliśmy, że jeszcze dalej coś będzie, że możemy więcej.

I niby nawet to wiemy, może bliscy mówią nam, żeby się zatrzymać. Ale nie słuchamy ich. Prędzej trafia do nas przekaz od obcych osób — coacha, psychologa, wróżki…

A wiesz dlaczego? Bo łatwiej powiedzieć komuś obcemu pewne rzeczy niż naszym najbliższym, bo się boimy. Jedno — ich oceny, a drugie — często nie chcemy po prostu ich martwić. Dlaczego teraz psychoterapia czy coaching są tak bardzo na czasie? Dlaczego mówimy, że nam to pomaga? Bo po pierwsze, ktoś nas słucha, a po drugie, ktoś nas motywuje do pójścia do przodu. Bliscy nie zawsze mają taką moc popychania do działania. Bardzo często uważają, że lepiej, abyśmy robili to, co teraz, mieli więcej czasu na jakieś pierdoły, niż po prostu się rozwijali i mieli mniej czasu dla siebie i dla nich. Co oczywiście nie jest bezzasadne. Poza tym jeśli taki ktoś będący z boku powie ci, że dasz radę, to bardziej w to uwierzysz, niż jak by powiedziała ci to mama. Stwierdzisz, że ona tak mówi z miłości, żeby dodać ci otuchy. I to jest dla nas ważne, to jest nam potrzebne, jednak nie ma takiej mocy sprawczej jak słowa coacha czy kogoś innego.

To czas na podsumowanie. Jak dążyć do takiej idealnej relacji?

Po pierwsze — nie ma idealnych relacji. Po drugie — trzeba rozmawiać ze sobą. Nie ma nic ważniejszego niż rozmowa, wymiana poglądów, dyskusja. Po prostu musimy mówić, co nam leży na sercu. Nie tylko brać, ale też dawać. I myśleć o drugiej osobie nie w kategorii „ja”, tylko „my”.

"Książka dla starych i młodych, aktywnych i biernych, tolerancyjnych i tych mniej elastycznych, akceptujących siebie oraz tych, którzy potrzebują uwierzyć, że SEXY ZACZYNA SIĘ W GŁOWIE. Poruszamy wcale nie TRUDNE tematy, tylko normalne, codzienne i takie, na które trzeba się otworzyć i zacząć na nie rozmawiać.", piszą dziewczyny i autorki Girls Talk Paulina Klepacz i Karolina Cwalina-Stępniak. To rozmowy o życiu, między kobietami. Bardzo Wam polecamy, a kupić książkę możecie TUTAJ.