Nasz Ekspert radzi - Tatiana Ostaszewska-Mosak - psycholog kliniczny, psychoterapeutka z Centrum Doradztwa i Terapii w Warszawie

Okazała sie nielojalna, gdy miałam kłopoty w pracy
Katarzyna, 32 lata, pracuje w dziale promocji

Miesiąc temu z firmy, w której pracuję, zginęły ważne dokumenty i tajne informacje przeciekły do konkurencji. Pech chciał, że w dniu kradzieży siedziałam w biurze po godzinach i wychodziłam jako ostatnia. Wszyscy zaczęli podejrzliwie mi się przyglądać. Niby nikt nie postawił mi zarzutu wprost, ale pojawiły się dziwne aluzje pod moim adresem, atmosfera wokół mnie zgęstniała. Koledzy szeptali po kątach, a gdy się zbliżałam, rozmowy milkły. Jak w tym wszystkim zachowywała się Iwona, moja przyjaciółka, która pracuje ze mną w tym samym dziale? Najdelikatniej mówiąc: asekurancko. Niby nie odsunęła się ode mnie jak pozostali; niby się oburzała na te bezpodstawne oskarżenia, ale jakoś rzadziej niż kiedyś wyciągała mnie na kawę, a gdy pytałam, czy idzie na lunch, rzucała, unikając mojego spojrzenia: „Przepraszam cię, teraz nie mogę, muszę to skończyć”. Wolała spotykać się ze mną po pracy. Dla pozostałych miała czas – gdy obserwowałam, jak ochoczo gawędzi z innymi współpracownikami, robiło mi się przykro. Czułam się sama w tym gnieździe os, bardzo potrzebowałam wsparcia bratniej duszy. Nie twierdzę, że Iwona powinna ze względu na mnie iść z całym zespołem na wojnę, ale mam do niej żal, że nie stanęła w mojej obronie. Zna mnie dobrze. Wie, że jestem uczciwa. Dlaczego im tego nie powiedziała? Nie próbowała ich do mnie przekonać? Pewnie sama bała się narazić...

Co na to psycholog Tatiana Ostaszewska-Mosak:
Postaraj się spojrzeć na sprawę z dystansu i ocenić rzeczywisty rozmiar nielojalności. Gdy człowiek znajdzie się w trudnej sytuacji, często mniej trafnie ocenia pewne sygnały. Przecież tak naprawdę nie wiesz, czy przyjaciółka nie powiedziała niczego w twojej obronie – może po prostu inni nie chcieli jej słuchać. Dlatego najlepiej będzie, gdy zapytasz ją o to wprost. Jeśli jednak faktycznie zaniechała obrony, wykonaj następny krok: spytaj ją o motywy. Być może stwierdziła, że ktoś, kto jest niewinny (a za taką cię uważa), nie potrzebuje adwokata (w myśl zasady: tylko winni się tłumaczą). A jeśli nawet powodem jej bierności był strach o własną skórę, spróbuj ją zrozumieć. Zwłaszcza teraz, w dobie kryzysu, mogła obawiać się o pracę, stąd bardziej skupiła się na ochronie interesów własnych, a nie twoich.

Nie pomogła mi, gdy wpadłam w tarapaty finansowe
Julita, 37 lat, graficzka

Wszystko potoczyło się lawinowo: zwolnienie z pracy, potem ponaglenia z banku w sprawie spłaty kredytu, wreszcie najboleśniejszy cios – odmowa pomocy przez najbliższą osobę. Bo za taką uważałam Martę, przyjaciółkę ze szkolnej ławy. Była ostatnią deską ratunku – gdy nad moją głową wisiała groźba zlicytowania domu, odważyłam się więc poprosić ją o pieniądze. Liczyłam skrycie, że sama to zaproponuje, ale gdy czas mijał, a ona nie podejmowała tematu, zdecydowałam się poruszyć tę sprawę. Nie było to dla mnie łatwe, bo nie lubię sprawiać innym kłopotu, ale coraz bardziej czułam nóż na gardle. Niestety, okazało się, że nie mogę liczyć na Martę. Podobno jej mąż nie zgodził się na pożyczkę, bo musieliby zlikwidować jedną ze swoich lokat. Nie wiem, czy rzeczywiście Darek postawił weto, czy Marta schowała się za jego plecami, bo nie miała odwagi odmówić mi wprost. Wiem jedno – ja bym dla niej poświęciła wszystko, oddała ostatnią koszulę, a co dopiero parę groszy zysku z inwestycji. Myślę, że bardziej chodziło o to, iż nie wiadomo, kiedy znów będę wypłacalna. Pewnie bali się, że nie będę miała z czego im oddać. Smutne to, zwłaszcza że odkąd pamiętam, Marta zapewniała mnie: „Zawsze możesz na mnie liczyć”. Niestety, w chwili próby okazało się, że były to słowa bez pokrycia. Pomógł mi dopiero obcy człowiek (sąsiad). Pożyczył pieniądze i pozwolił je odpracować w swojej firmie. Prawdziwych przyjaciół rzeczywiście poznaje się w biedzie.

Co na to psycholog Tatiana Ostaszewska-Mosak:
Spójrz na sytuację z drugiej strony – wyobraź sobie, że twój mąż chce pożyczyć pieniądze przyjacielowi, i odpowiedz sobie szczerze, czy byłabyś do tego taka chętna. Prawdopodobnie nie. Takie postawienie sprawy pomoże ci zrozumieć, że jeśli przyjaciółka ma wspólne fundusze z partnerem, powinna liczyć się bardziej z jego opinią niż twoją potrzebą. Skoro decyzja nie zależy tylko od niej, nie oczekuj zbyt wiele. Nie jest tak, że przyjaciele mają obowiązek wszystkim się z nami dzielić. Pogódź się z tym, że nie otrzymałaś akurat takiego wsparcia, jakiego najbardziej oczekiwałaś, i naucz się przyjmować inne formy pomocy. Jeśli tylko takie propozycje padną, na pewno nie warto przekreślać tej relacji, nie z powodu pieniądzy.

Po urodzeniu dziecka przestała miec dla mnie czas
Dominika, 27 lat, agentka uzbezpieczeniowa

Kiedyś dosłownie wszystko robiłyśmy razem: poprawiałyśmy urodę u kosmetyczki, eksperymentowałyśmy w kuchni, przemierzałyśmy targi staroci w poszukiwaniu oryginalnych bibelotów itd. Istne papużki nierozłączki. Gdy wyszłyśmy za mąż, sytuacja oczywiście trochę się zmieniła, ale nadal dość często spotykałyśmy się na kawie i wisiałyśmy godzinami na telefonie. Niestety, odkąd Magda urodziła syna (1,5 roku temu), chyba zapomniała o moim istnieniu. Ilekroć do niej dzwonię, zawsze jest nie w porę: a to mały ma kolkę, a to trzeba mu utrzeć marchewkę (ekologiczną!), a to czas na kąpiel. Po dwóch minutach rozmowy pada: „Wybacz, kochana, muszę kończyć”, i zamiast przyjaciółki słyszę w słuchawce świdrujący sygnał. Kiedy w końcu uda nam się spotkać, Magda mówi tylko o zupkach i kupkach. Przerywając zresztą co chwilę, by pogaworzyć albo pobawić się ze swoim brzdącem. Ja rozumiem, że to teraz jej świat. Naprawdę staram się nie być egoistką i dzielić jej matczyną radość. Chciałabym jednak, żeby przyjaciółka znalazła w tym całym szaleństwie choć skrawek miejsca dla mnie. By poświęciła mi trochę uwagi, zapytała, co u mnie słychać, zatroszczyła się, czy nie mam jakichś problemów. Zwykle szybko od niej wychodzę, bo czuję się tam zbędna, niepotrzebna. Wiem, że głupio być zazdrosną o małego człowieczka, ale mam do niego trochę żalu o to, że zagarnął dla siebie całą troskę i uwagę swojej mamy.

Co na to psycholog Tatiana Ostaszewska-Mosak:
Oczywiście możesz poczuć się zaniedbana przez przyjaciółkę, ale ona prawdopodobnie jest tak zaaferowana nową sytuacją, że w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Dlatego najlepiej będzie, jeśli przekażesz jej jasny komunikat, spokojnie sprecyzujesz swoje oczekiwania. Np. „Rozumiem, że nie możemy spotykać się tak często, jak kiedyś, ale umówmy się, że postarasz się wyrwać z domu, znaleźć dla mnie czas przynajmniej raz w miesiącu. Tobie to dobrze zrobi, a ja będę miała poczucie, że nadal jestem dla ciebie ważna”. Jeśli młoda mama naprawdę z trudem odrywa się od swojego maleństwa, zaproponuj, by połączyć przyjemne z pożytecznym – może znajdzie kilka minut na wypicie z tobą kawy wtedy, gdy wybiera się na zakupy. Dostosuj się do jej możliwości, wykaż trochę dobrej woli. Traktuj takie spotkania „przy okazji” jako sposobność, by mieć przyjaciółkę tylko dla siebie. Jednocześnie nie unikaj wizyt u niej w domu. Zamiast jednak występować podczas nich w roli gościa, postaraj się włączyć w domowe życie przyjaciółki, pomóż jej. Razem z nią przygotuj zupkę dla malucha, poskładaj jego ubranka z suszarki itp. Dzięki temu ona będzie miała szansę skupić się trochę bardziej na tym, co u ciebie słychać, a ty nie będziesz czuła się jak piąte koło u wozu, bo pomożesz przyjaciółce, za co będzie ci bardzo wdzięczna.

Odbiła mi narzeczonego
Zuzanna, 28 lat, asystentka

Fakt, nie układało się najlepiej między mną a Łukaszem i pewnie wcześniej czy później on odszedłby do innej kobiety. Jednak nie mogę pogodzić się z faktem, że tą kobietą okazała się moja najlepsza przyjaciółka. Tak jej wierzyłam, ufałam jak samej sobie. Była moją powiernicą. Znała najdrobniejsze szczegóły z mojego życia z Łukaszem. Wiedziała nawet, że ostatnio nie ma ochoty ze mną sypiać... „Jak myślisz, czy on mnie jeszcze kocha? Co ja mam robić?” – pytałam Agatę, ufając w jej bezgraniczne oddanie. A ona – owszem – pocieszała mnie, trzymała za rękę, ocierała łzy... i w tym samym czasie romansowała z moim mężczyzną! Przynajmniej ja tak to widzę. Ona zaklina się, że dopóki byliśmy razem, nie zrobiła nic, by stanąć między nami. Dopiero gdy Łukasz zerwał ze mną i przyszedł do niej, by powiedzieć, że ją kocha, uświadomiła sobie własne uczucia i postanowiła poddać się im. Prosi, bym ją zrozumiała: nie chciała przegapić swojej szansy na szczęście, bo miłość czasami przychodzi tylko raz w życiu, a przecież między mną i Łukaszem i tak w zasadzie wszystko było skończone. Gdyby miała pewność, że on jeszcze coś do mnie czuje, nigdy by tego nie zepsuła. Czy takie usprawiedliwienie ma mi wystarczyć? Może jeszcze za wcześnie, jestem za bardzo wzburzona, za mocno cierpię, ale nie „kupuję” takiego tłumaczenia. Czuję się podwójnie zdradzona. Nie dość, że facet wystawił mnie do wiatru, to jeszcze strasznie zawiodłam się na Agacie, którą traktowałam jak siostrę. Myślałam: „Kto jak kto, ale ona nigdy mnie nie skrzywdzi.Faceci raz są, raz ich nie ma, ale kobiece porozumienie dusz jest jak opoka”. Niestety, okazało się inaczej. Przyznaję, że brakuje mi Agaty, ale nie wiem, czy kiedyś jej wybaczę.

Co na to psycholog Tatiana Ostaszewska-Mosak:
Tutaj ważna jest postawa przyjaciółki – jeśli zapewnia cię, że była w porządku i nie spojrzała na twojego mężczyznę, dopóki nie stał się wolny, to powinnaś zdobyć się na wyrozumiałość. Skoro wcześniej miałaś do niej zaufanie (a ono zwykle leży u podstaw przyjaźni), to dlaczego teraz miałabyś jej nie wierzyć? Powiedz też sobie uczciwie, że gdyby w twoim związku dobrze się działo, narzeczony nie szukałby innej partnerki. Jeśli jednak wy się rozstaliście, to w imię czego przyjaciółka miałaby rezygnować ze swojej szansy na miłość? Żeby cierpieć razem z tobą? Czy przez to byłoby ci lżej? Oczywiście, masz prawo czuć się zraniona i zawiedziona, że związek ci się nie udał, ale wystrzegaj się myślenia: niech nikt inny nie będzie zadowolony; oni nie mogą budować szczęścia na moim nieszczęściu. Uwierz, że tu nikt nikogo celowo nie skrzywdził. Bez akceptacji tego faktu trudno ci będzie pójść dalej – odpuścić przyjaciółce i odnaleźć spokój.