Według Światowej Organizacji Zdrowia jedynie 10–15 proc. porodów kwalifikuje się do cesarskiego cięcia. Tymczasem dziś nawet u nas ok. 30 proc. dzieci przychodzi na świat z pomocą skalpela. Do niebudzących zastrzeżeń wskazań medycznych (a tylko wtedy operacje są bezpłatne) doszedł bowiem jeszcze jeden powód, tzw. okulistyczny: przyszła mama nie widzi… szans na poród siłami natury (to żart z konferencji ginekologów). Na forach internetowych ciężarne, które w bólach rodzić nie chcą, bywają odsądzane od czci i wiary (i to głównie przez inne matki!), ale lekarze coraz częściej idą im na rękę. W końcu gdy kogoś przeraża myśl o porodzie – to czemu mu nie pomóc? Zwłaszcza że dziś ta „pomoc” łatwiejsza jest niż kiedykolwiek. Co jednak warto wiedzieć o cesarskim cięciu?

a) „Jeśli kobieta panicznie boi się porodu, czemu jej nie wyręczyć?”

dr Dariusz Świerczewski specjalista ginekolog-położnik, endokrynolog, gabinet: ul. Dominikańska 11 a, Warszawa,

- Są w Polsce i takie placówki (głównie prywatne), gdzie blisko 90 proc. porodów kończy się cesarskim cięciem. To nie przypadek. Tak chcą same rodzące. Z punktu widzenia lekarza taki poród jest łatwiejszy – wszystko pod kontrolą, pacjentka znieczulona, po porodzie nie ma uszkodzeń krocza i późniejszych problemów ze współżyciem. Dawniej cesarskie cięcie przeprowadzało się w znieczuleniu ogólnym, co było sporym obciążeniem dla mamy i dziecka. Dziś stosuje się znieczulenie od pasa w dół (zewnątrzoponowe lub rdzeniowe), a cały zabieg trwa ok. 30 minut. Po cesarce kobieta bez problemu może karmić piersią (acz bywa, że pokarm pojawia się później). Dużą zaletą cesarki na życzenie jest to, że można wyznaczyć dokładny termin przyjścia dziecka na świat, a to dla wielu pań (zwłaszcza zapracowanych) ma znaczenie. Trzeba jednak pamiętać, że daty porodu nie wybiera pacjentka, tylko lekarz. Zawsze wyznacza się ją w okresie okołoporodowym, najlepiej, aby pokrywała się z wystąpieniem akcji porodowej. Wiadomo, że tym, co przesądza o wyborze cesarskiego cięcia, jest strach przed bólem i długim, męczącym porodem. Są bowiem kobiety, u których próg bólu jest tak niski, że nawet myśl o znieczuleniu nie jest w stanie im pomóc – boją się zastrzyku albo tego, że środek przynoszący ulgę nie zadziała na czas lub że personel szpitala będzie zwlekał z podaniem znieczulenia, aż się okaże, że jest za późno. Z reguły pacjentka, która panicznie boi się bólu, źle współpracuje przy naturalnym porodzie – nie słucha poleceń, nie oddycha prawidłowo, nie chce przeć. W takiej sytuacji dziecko może być narażone na niedotlenienie i mechaniczne urazy okołoporodowe.

Paniczny strach przed porodem ma nawet swoją nazwę – tokofobia (w Wielkiej Brytanii doświadcza jej średnio co szósta kobieta, polskich badań brak). Gwarancja przeprowadzenia porodu operacyjnego pomaga takim kobietom przekonać się do macierzyństwa. Dotyczy to także tych pacjentek, które miały bardzo ciężki pierwszy poród i boją się cierpień przy kolejnym. Nierzadko rana na brzuchu goi się szybciej niż psychika po porodzie siłami natury, zwłaszcza gdy ktoś nie chciał w taki sposób rodzić. Uważam, że powinniśmy uszanować wolę rodzącej kobiety i zapewnić jej maksimum komfortu. Zawsze jednak najpierw trzeba przeprowadzić długą i wnikliwą rozmowę o wszystkich zaletach i wadach (których nie brak!) cesarskiego cięcia. Kobieta musi zdawać sobie sprawę z tego, że nie płaci za bilet do teatru na określony termin, tylko decyduje się na operację.

b) „Naturalny poród jest lepszy dla mamy, ale także dla maluszka”

dr Tomasz Leonowicz specjalista ginekolog- -położnik, seksuolog, gabinet: ul. Magiera 7/3, Warszawa, www. ginekologia.waw.pl

- Niektóre kobiety błędnie myślą, że cesarskie cięcie to prosty zabieg, a przecież to operacja brzuszna, która może skończyć się poważnymi powikłaniami (śmiertelność jest czterokrotnie większa niż przy porodzie naturalnym – choć wynika to też z tego, że wiele cięć cesarskich robi się w chwili zagrożenia i w związku z różnymi schorzeniami). Po operacji w jamie brzusznej mogą pojawić się zrosty, które będą utrudniały przebieg kolejnej ciąży lub jakiekolwiek zabiegi w obrębie jamy brzusznej. Cesarskie cięcie można porównać do wyjścia ewakuacyjnego – powinno się je robić tylko wtedy, gdy to konieczne. Poród drogami natury jest bezpieczniejszy dla matki i zdrowszy dla maluszka. Dzieci, które przeszły przez kanał rodny, rzadziej chorują na astmę, zapalenie płuc czy inne infekcje. A to dlatego, że podczas porodu naturalnego cały płyn owodniowy, który dziecko miało w płucach, zostaje wyciśnięty. Przy cesarce zaś trzeba go mechanicznie odessać, a nie udaje się to w stu procentach. Z czasem płyn się wchłonie, ale drogi oddechowe pozostaną bardziej wrażliwe na alergie czy infekcje. Zauważono też, że dzieci urodzone przez cesarskie cięcie w wieku dorosłym częściej chorują na cukrzycę.

Naturalny poród działa też jak masaż. Zdaniem Lise Eliot, amerykańskiej neurobiolog, dzięki rytmicznemu uciskowi całego ciała narządy wewnętrzne dziecka są pobudzane i przygotowywane do pracy poza brzuchem mamy. Skóra dziecka ociera się o ściany kanału rodnego, co z kolei (poprzez receptory dotyku) wpływa na rozwój komórek nerwowych. Dzieci, które przyszły na świat z pomocą skalpela, zwykle tuż po porodzie są senne i mogą nie mieć apetytu. To sprawka hormonów – przy porodzie naturalnym i mama, i dziecko mają podwyższony poziom adrenaliny, która u kobiety działa jak znieczulenie, a maluchowi pomaga lepiej znieść przeprawę przez kanał rodny. Potem pojawia się (u obydwojga) fala endorfin, czyli hormonów szczęścia. W ciągu kilku godzin większość kobiet wraca do formy, a po kilkunastu dniach rany krocza zwykle się goją. Po cesarskim cięciu młoda mama czasem przez dobę nie może wstawać (zależy to od rodzaju znieczulenia), przez kilka tygodni ma zakaz dźwigania, a przez kilka miesięcy może czuć mrowienie i drętwienie okolic cięcia (podczas operacji zostają uszkodzone zakończenia nerwów). Przez rok nie powinna zachodzić w kolejną ciążę, bo blizna macicy może wcześniej nie mieć dostatecznej wytrzymałości i istnieje ryzyko, że się rozejdzie.

c)„Jest wiele prostszych – niż cesarskie cięcie – sposobów, by ulżyć rodzącej kobiecie”

Anna Stefanek położna

- Przyszłe mamy najbardziej boją się bólu, jednak z badań wynika, że tylko ok. 20 proc. kobiet stwierdza, że ból porodowy był trudny do wytrzymania. Ważne jest dobre nastawienie, a stres jeszcze potęguje ból! Dlatego warto chodzić na zajęcia do szkoły rodzenia, by się dowiedzieć, co po kolei dzieje się podczas narodzin. Można wynająć doulę (np. przez stowarzyszenie „Doula w Polsce”), która wesprze w trakcie ciąży, porodu i w połogu (koszt: 500–1000 zł), można poprosić o znieczulenie (w państwowych placówkach za nie się nie płaci). Jest też wiele sposobów, by poród był mniej wyczerpujący. Na przykład nowość: „gaz rozweselający” (podtlenek azotu), który lekko otumania i niweluje ból (choć słabo i czasem może wywoływać wymioty). Coraz bardziej dostępny staje się też TENS, czyli stymulator bólu porodowego (elektrody przyczepione w okolicy lędźwi generują impulsy o niskich częstotliwościach, zamiast skurczów czuje się lekkie mrowienie). Takie urządzenie można wypożyczyć lub kupić w internecie za 300–500 zł. Ulgę przynosi też spacerowanie, kołysanie biodrami, kucanie, siadanie na piłce czy worku sako. Napięcie i stres można pokonać masażem dolnego odcinka kręgosłupa (to dobre zadanie dla asystujących tatusiów). Ważne jest prawidłowe oddychanie: głębokie, angażujące przeponę, z długim wydechem. Dzięki niemu można dotlenić organizm, rozluźnić spięte mięśnie i uspokoić się (krzyk daje ulgę, ale nie w trakcie parcia, bo wtedy jest tylko niepotrzebną stratą energii). Dobrym pomysłem jest wziąć prysznic w trakcie akcji porodowej (skurcze są wtedy mniej dokuczliwe) lub zdecydować się na poród do wody (w wannie), w której zmęczenie i ból są mniej odczuwalne – niestety, niewiele szpitali w Polsce ma sprzęt do takiego porodu. Najskuteczniejszą pomocą są jednak pozytywne komunikaty w stylu: „Świetnie sobie radzisz”, „Już niedługo”. I obecność kogoś bliskiego: męża czy przyjaciółki.