Chorujemy, bo nikt nas nie dotyka

W XXI wieku, w świecie, gdzie wszystko wydaje się być na wyciągnięcie ręki, okazuje się, że często brakuje… właśnie tej ręki. Czyli bliskości drugiego człowieka. Od kiedy relacje międzyludzkie zaczęły być wirtualne, staliśmy się społeczeństwami bezdotykowymi, a to – jak mówią naukowcy – rodzi szereg negatywnych konsekwencji dla naszego zdrowia i jest powodem wielu chorób. O tym jak ważną rolę odgrywa ludzki dotyk świadczy wiele badań, a jednak wciąż nie doceniamy jego znaczenia i wpływu na nasze zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne. Badania pokazują jednak dobitnie, że brak ludzkiego dotyku skutkuje obniżoną odpornością, wpływa na podwyższony poziom stresu i jest jednym z czynników odpowiedzialnych za rozwój depresji.

Chroniczny brak kontaktu fizycznego powiązano w badaniach ze zwiększonym poziomem stresu, lękami i depresją, zaburzeniami osobowości, gorszym nastroju oraz obniżoną odpornością.

Okazuje się, że ludzki dotyk jest dla naszego organizmu równie ważny jak sen czy pożywienie i podobnie jak one, jest niezbędny do rozwoju. Badania przeprowadzone na szczurach pokazują, że młode oddzielone od matki wydzielają zbyt mało hormonu wzrostu i  w konsekwencji, tracąc zainteresowanie światem, przestają się rozwijać. Wraz z powrotem dotyku, sytuacja wraca do normy. Podobnie jest u ludzi – potrzeba bliskiego kontaktu z innym człowiekiem jest jedną z najwcześniej ujawniających się i najsilniejszych tendencji, która w czasie niemowlęcym ma ogromny wpływ na prawidłowy rozwój naszego mózgu. To, w dużej mierze od tego, ile dotyku, ciepła i czułości otrzymamy w okresie niemowlęcym zależy to jak rozwinie się okablowanie naszego mózgu. Ludzki dotyk ma też gigantyczny wpływ na nasze zdrowie psychiczne w dorosłym życiu – to on w dużej mierze decyduje o naszym poczuciu szczęścia, satysfakcji z życia i poczuciu bezpieczeństwa. Prowadzone przez lata na Harvardzie badania nad szczęściem, o których pisałyśmy TUTAJ, doprowadziły naukowców do podobnych wniosków – nasze szczęście i zadowolenie z życia zależy przede wszystkim od jakości naszych relacji z bliskimi. Te natomiast są blisko połączone z dotykiem. Gdy jesteśmy otoczeni bliskimi ludźmi, w sposób naturalny częściej się dotykamy, czy to poprzez przytulenie, uściski dłoni czy serdeczne gesty poklepania po plecach.

Głód ludzkiego dotyku

Dr Tiffany Field, pionierka badań nad problemem głodu dotyku, wskazuje, że brak dotyku skutkuje szeregiem negatywnych konsekwencji dla zdrowia, jak depresja, gorszy nastrój czy obniżona odporność na stres. U osób, które cierpią na głód dotyku, widać fizyczne zmiany w mózgu. Wszystko dlatego, że ludzki dotyk i jego odczuwanie wywołują szereg reakcji biochemicznych w naszym mózgu. Ludzki dotyk jest bowiem sygnałem dla naszego mózgu, że ustało zagrożenie i możemy czuć się bezpiecznie. W konsekwencji znacznie spada poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, a wzrasta produkcja oksytocyny, kluczowej dla poczucia bezpieczeństwa i budowania zdrowych relacji; serotoniny, która jest naturalnym antydepresantem oraz dopaminy, zwanej hormonem przyjemności i satysfakcji. Korzyści z kontaktu fizycznego obejmują też nasz układ odpornościowy – wzrasta poziom białych krwinek i spadają cytokiny prozapalne. Powodów, dla których warto zadbać o odpowiednią ilość dotyku jest zatem mnóstwo. Choć życie w cyfrowym świecie nie ułatwia tego zadania warto podjąć wysiłek. 

Zdaniem psychoterapeutki Virginii Satir, człowiek potrzebuje czterech dotyków dziennie, by przeżyć, ośmiu, by być zdrowym, a dwunastu, by się rozwijać.

Jak powinniśmy się dotykać? Każdy dotyk - od serdecznego uścisku po intymny czas z partnerem w łóżku - będzie działał na korzyść, jednak badania pokazują, że jest jeden rodzaj dotyku, który wyjątkowo wpływa na nasz mózg. Szczególnie efektywny w promowaniu wydzielania hormonów szczęścia okazuje się być dotyk delikatny i powolny (idealna prędkość dotykania wynosi od 3 do 5 centymetrów na sekundę). Taki dotyk to sygnał dla mózgu, że nie musimy już walczyć, możemy się rozluźnić, uspokoić i zrelaksować. W naszym zabieganym świecie, gdzie samotność i depresja to prawdziwe epidemie, brzmi to jak coś, co faktycznie może być lekarstwem, a na pewno nie zaszkodzi. W końcu kto nie lubi się przytulać?

 

via GIPHY