Body neutrality, czyli ciałoneutralność zamiast ciałopozytywności: o co chodzi?

Wielkie społeczne ruchy czy trendy znajdują masę zwolenników, jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto ich nie rozumie. Tak właśnie wygląda to w przypadku ruchu body positivity, czyli tzw. ciałopozytywności, mającej się w naszym kraju nieźle od kilku lat. Początkowo była to zwyczajna duma z tego jak się wygląda i pozbycie się krępujących kompleksów na punkcie zmarszczek czy rozstępów, aktualnie coraz częściej jest obiektem (mnie lub bardziej kontrolowanego) hejtu. Nałożenie pewnych norm na ciałopozytywność sprawiło, że niektóre osoby nie chcą się już z nią identyfikować.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez @body_mirror Lip 9, 2019 o 1:54 PDT

To właśnie ta nowa fala feministek wpadła na pomysł kolejnej tendencji w postrzeganiu własnego "ja" - ciałoneutralności. Ten nowy ruch feministyczny ma za zadanie walczyć z kultem ciała. Zaczątków body neutrality niektórzy dopatrują się już w 2015 roku, ciałoneutralności nauczano już wtedy też podczas zajęć wellness w Stanach. Główne motto? Postrzegaj siebie pod względem swoich osiągnięć i unikalnych cech, a nie tego, jak wyglądasz. Nie skupiaj się na ciele. Pomyśl na przykład jak silne są twoje nogi i ręce, a nie jaki mają rozmiar i czy na ramionach widać "motylki", a na udach pomarańczową skórkę. 

Body positive z kolei, czyli ukochana również przez nas ciałopozytywność, zaczęła się rodzić w połowie lat 60. również w kolebce większości społecznych trendów - Stanach Zjednoczonych. Dotyczy postrzegania swojego ciała jako piękne, nawet jeśli nie nosimy rozmiaru 38 i mamy swoje niedoskonałości (nie oszukujmy się - kto z nas ich nie ma?). Z biegiem lat ten trend zaczął być bronią obosieczną i powoli marginalizował osoby, które od początku go promowały. 

Teraz, żeby być osobą z ruchu body positive musisz być gruba w dopuszczalnych normach - najlepiej mieć rozmiar 16 (amerykańskie 16 to europejskie XL) lub nieco poniżej, być bardzo ładnym i zadbanym, a na dodatek białym. To nie jest ruch, który wciąż mnie reprezentuje, zupełnie tego nie czuję.", mówi w rozmowie z Guardian ciemnoskóra blogerka Stephanie Yeboah, której konto na Instagramie obserwuje prawie 50 tysięcy osób. 

Oliwy do ogania dodała niedawno wydana w USA książka "Body positivity" autorstwa aktorki i celebrytki Louis Thompson z przepisami i ćwiczeniami. Autorka została bardzo szybko oskarżona o promowanie tylko jednego modelu sylwetki, na dodatek stawia go jako cel, do którego mamy za wszelką cenę dążyć. 

"Nie chcę już mówić o ciałopozytywności. Chcę, żebyśmy odzyskały kontrolę nad tym, za co kobiety są doceniane" , napisała całkiem niedawno brytyjska dziennikarka i aktywistka Jameela Jamil.

Jameeli zależy na tym, żebyśmy w ogóle porzuciły myślenie o ciele. Wtóruje jej Anuschka Rees, autorka poradnika "Beyond beautiful", która bardzo obszernie pisze o różnicach między body positive a body neutral. To spojrzenie głębiej, ponad naszą zwykłą, codzienną fizyczność. 

Prawda jest taka, ze każdy miewa dni, w których nie może patrzeć na siebie w lustrze. Minimalizujmy takie momenty, ograniczmy takie myślenie. Wciąż myślmy pozytywnie o naszych bliznach, zmarszczkach, fałdkach czy rozstępach. Ciałoneutralność czasem może pomóc wyjść "ponad" i w zasadzie nie wyklucza wcale ciałopozytywności. Przychodzi taki czas, że po prostu może ją doskonale uzupełniać.