Seks skandal na gali biznesowej w Londynie

Zaproszeni? Tylko mężczyźni z wyższych sfer oraz 130 młodych hostess, w większości chcących sobie dorobić studentek. Co roku, od trzydziestu lat, w Londynie odbywa się gala Presidents Club Charitable Trust, na której politycy i biznesmeni z wyższych sfer zbierają m.in. fundusze na pomoc szpitalom w Wielkiej Brytanii. Jak podaje fundacja w ciągu 33 lat udało się im uzbierać, bagatela, 20 milionów funtów na rzecz całej listy beneficjentów.  W tym roku miało być podobnie - gala odbyła się w hotelu Dorchester w samym centrum Londynu, hostessy otrzymały swoje "lojalki", w których zobowiązywały się utrzymywać w tajemnicy wszystko, co działo się na gali. Tym razem jednak jedną z hostess okazała się być dociekliwa reporterka "Financial Times". Skala tego, co dziennikarka zobaczyła na oficjalnym, "eleganckim" przyjęciu, sprawiła, że może być to największy seks skandal w londyńskich wyższych sferach od lat. 

Na 300 zaproszeniach bogatych i wpływowych mężczyzn widniała adnotacja "najmniej politycznie poprawne wydarzenie roku", na galę i aukcję charytatywną tłumnie więc ściągnęli biznesmeni i dyplomaci. W czasie aukcji można było wylicytować obiad z szefem brytyjskiej dyplomacji, Borisem Johnsonem, spotkanie przy herbacie z szefem Banku Anglii Carneyem czy pakiet operacji plastycznych ("odejmą ci lat lub podkręcą twoją żonę"). Prócz aukcji atrakcją gali Presidents Club miało być 130 kobiet zatrudnionych w charakterze hostess na wydarzeniu. Dresscode? Czarne, obcisłe sukienki, koniecznie buty na obcasie i pasująca do stylizacji bielizna. 

To specyficzna robota. Niektóre dziewczyny to kochają, inne nienawidzą. Musicie znosić denerwujących facetów i jeśli możecie, to będzie ok, miała powiedzieć jedna z organizatorek hostessom tuż przed przyjęciem.

Co się działo na gali Presidents Club w Londynie?

Dziewczyny, które tego wieczoru były w pracy miały zajmować i zabawiać biznesmenów w czasie gali. Dziennikarka "Financial Times", która była jedną z nich, szczegółowo opisała na łamach pisma o jakie "zajmowanie się" chodziło. Hostessy były molestowane, namawiane do seksu i spożywania alkoholu przez bawiących się na gali panów z wyższych sfer. Wkładano im ręce pod spódnice, obnażano się przy nich, proponowano seks za pieniądze. 

Kiedy tylko artykuł o przebiegu gali Presidents Club trafił do wiadomości publicznej, na Wyspach zawrzało. Organizatorzy zapowiedzieli zawieszenie kolejnych edycji, szpitale, które otrzymały pieniądze z fundacji, zwróciły je, wypowiedziała się też minister ds. kobiet Anne Milton i premier Wielkiej Brytanii, Theresa May. Premier czuje się co najmniej niekomfortowo w świetle tego, co przeczytała o prestiżowej imprezie organizowanej w centrum Londynu. Minister ds. kobiet była jeszcze bardziej bezpośrednia.

To nieprawdopodobne, że mamy XXI wiek i tego rodzaju doniesienia nadal się pojawiają. Brak mi słów. Wydaje mi się, że jest pewne powiązanie pomiędzy bogatymi i wpływowymi ludźmi oraz takimi zachowaniami. Musimy wysłać wyraźny przekaz, że to nie jest akceptowane, skomentowała Anne Milton. 

W sieci pojawiają się dziesiątki komentarzy, zdecydowana większość potępia tego typu ciche społeczne przyzwolenie na nadużywanie władzy. Są jednak też komentarze pełne hejtu, które wytykają dziewczynom "łapanie okazji" i łatwego sposobu na znalezienie bogatego męża lub sponsora. My jesteśmy zszokowane, że do takich zachowań dochodzi publicznie, na szeroką skalę, na dodatek na imprezie charytatywnej.