Bezdzietnicy, nierozmnóżki, tetrosceptycy

- Tak właśnie mówią o sobie osoby, które postanowiły, że nie chcą mieć potomstwa. Powodów tej decyzji jest wiele. Część z nich uważa, że dzieci to nie ich bajka, inni mówią, że cenią sobie niezależność albo nie chcą tracić kontroli nad swoim życiem. A czasem po prostu odpowiadają, że nigdy nie chcieli i nie chcą mieć potomstwa. Jednak niezależnie od tego, dlaczego wybrali świadomą bezdzietność, społeczeństwo często piętnuje ich wybór. Przypina się im łatkę egoistów, społecznych pasożytów, oziębłych, niedojrzałych, niezdolnych do empatii, a nawet zaburzonych psychicznie. Bezdzietnicy na każdym kroku muszą się tłumaczyć ze swojej decyzji. Tymczasem, wbrew ugruntowanym przez społeczeństwo stereotypom, odsetek osób, które postanowiły nie mieć dzieci wcale nie jest tak marginalny, jak jeszcze dziesięć lat temu. 

"Jestem Edyta i opowiadam o życiu bez dzieci"

Ma 45 lat i jako pierwsza w Polsce odważyła się głośno mówić o tym, że nie każdy musi mieć potomstwo. Jak mówi w rozmowie z TVN24, nigdy nie czuła potrzeby posiadania dzieci – ani jako mała dziewczynka, ani jako nastolatka, ani dorosła kobieta. Podobnie jak jej mąż, z którym niedawno świętowała 21 rocznicę ślubu.

- Nie mam dzieci. Nie mam też pantery śnieżnej, choć niewątpliwie wyglądałabym z nią ekscentrycznie. Na szczęście status osoby bezdzietnej z wyboru jest na tyle ekstrawagancki, że już nie muszę się wygłupiać. I tak pół życia robię za cudaka – mówi Edyta, autorka pierwszego w Polsce bloga o życiu bez dzieci.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

W oczekiwaniu na natchnienie... #natchnienie #wdomunajlepiej #wposzukiwaniunatchnienia #bezdzietnik

Post udostępniony przez Edyta Broda (@bezdzietnik.pl) Kwi 16, 2018 o 12:25 PDT

Dlaczego postanowiła pisać o życiu bez dzieci?

- Często słyszę, że nikt nie zabrania mi nie mieć dzieci. Owszem. Ale zabrania mi się o tym mówić. Mam udawać, że moja bezdzietność nie istnieje. A przecież prawdziwa tolerancja nie polega na udawaniu, że tego, czego nie akceptujemy, nie ma - mówi Edyta w rozmowie z Wirtualną Polską. 

Jak zauważa, w sieci nie brakuje miejsc, gdzie przyszli i obecni rodzice mogą swobodnie dyskutować o swoich decyzjach i wychowywaniu dzieci. Mają do dyspozycji mnóstwo blogów i serwisów parentingowych, na których wymieniają się opiniami zasięgają informacji. W przypadku osób bezdzietnych - niezależnie od tego, czy to z konieczności, czy z wyboru - takich miejsc praktycznie nie ma. Potrzeba stworzenia przestrzeni do wymiany zdań i informacji przerodziła się w pomysł na bloga, dedykowanego osobom, które myślą podobnie i z różnych powodów nie chcą mieć dzieci. Tak właśnie powstał "Bezdzietnik". 

- Z tak szaloną ideą mogłam zgłosić się tylko w dwa miejsca: do psychiatry albo do speca od Wordpressa - żartuje na swoim blogu Edyta. - Osoby bezdzietne też mają prawo do wolności wypowiedzi, jednak przez część społeczeństwa jest to źle przyjmowane, dlatego na ogół się autocenzurują. A przecież nie robią nic złego. Nie wyrządzają nikomu krzywdy - dodaje w rozmowie z WP. 

Jak to jest być bezdzietnym z wyboru?

"Nie wiesz, co mówisz", "Jak urodzisz, to zrozumiesz" – słyszą często ze strony najbliższych osoby, które zdecydowały się nie mieć dzieci. Sankcje społeczne spotykają bezdzietnych na każdym kroku: przy wigilijnym stole, podczas rozmów o pracę, a nawet u ginekologa. Jak pisze na swoim blogu Edyta, kobiety, które oświadczają lekarzowi, że nigdy nie będą mieć dzieci często spotykają się z niewybrednymi komentarzami na temat swojej decyzji albo wręcz próbą "nawracania" na "jedyną słuszną drogę". 

- Mam wrażenie, że mężczyznom jest łatwiej. Natomiast kobieta, która nie ma dzieci, musi się w kółko tłumaczyć ze swojej kobiecości. Uważa się, że jest kobietą niepełną, zapewne nieszczęśliwą, emocjonalnie niezdolną do empatii albo egoistką - mówi autorka bloga "Bezdzietnik". - Parafrazując Glorię Steinem – to że posiadamy struny głosowe, nie oznacza, że musimy być śpiewakami operowymi; to, że kobiety mają macice, nie oznacza, że muszą mieć dzieci.

Problem dotyczy nie tylko osób bezdzietnych.

Jak to jest być bezdzietną w polskim społeczeństwie wiedzą nie tylko kobiety, które zdecydowały, że nie będą mieć dzieci. Z ocenianiem i ostracyzmem spotykają się też osoby, które decyzję o dziecku odsuwają w czasie. Albo matki, które mają tylko jedno dziecko – i nieustannie są pytane o to, kiedy planują dla niego rodzeństwo. Problem społecznego napiętnowania dotyczy też osób, które z różnych powodów nie mogą mieć dzieci.

- W przygniatającej większości przypadków nie mamy pojęcia, dlaczego dana osoba nie ma dzieci. Negatywne sądy ranią osoby, dla których bezdzietność to konieczność, a nie wybór - mówi autorka bloga Bezdzietnik.

Bezdzietność nie jest gorsza ani lepsza od posiadania dzieci

Autorka bloga "Bezdzietnik" podkreśla, że nie namawia nikogo do rezygnacji z potomstwa, ani nie propaguje bezdzietnego stylu życia. Nie stara się też udowodnić, czyj styl życia jest lepszy, a czyj gorszy - i który lepiej służy społeczeństwu. 

- Nie próbuję przesądzać, czy dzieci są fajne, czy nie. Po prostu szczerze opowiadam o życiu bez nich. To dobre życie, ale nie wolne od trosk - pisze na blogu. - Byłoby nam wszystkim łatwiej, gdybyśmy umiały o tych wymaganiach i modelach życia tak zwyczajnie pogadać, bez strachu, zahamowań i kompleksów. Wówczas kobiety, które stoją przed wyborem: mieć albo nie mieć dzieci, byłyby może mniej zdezorientowane i śmielej wchodziłyby do tych ciemnych pokoi: rodzicielstwa lub bezdzietności - dodaje.