Belgia przekazała 10 tys. euro, by pomóc Polkom w organizacji zabiegów przerwania ciąży za granicą. 

Sarah Schlitz, belgijska minister zdrowia i wiceministra ds. równości płci, równych szans i różnorodności, ogłosiła, że Belgia przekaże 10 tys. euro na inicjatywę Aborcja bez Granic, która wspiera kobiety w wyjazdach za granicę w celu poddania się zabiegowi aborcji. Chodzi o pomoc zarówno logistyczną, jak i finansową. To kolejne państwo, po Czechach i Niemczech, które wyraziło chęć pomocy Polkom, które nie mogą przerwać ciąży w kraju po tym, jak Trybunał Konstytucyjny zaostrzył przepisy antyaborcyjne

"Dostęp do aborcji jest podstawowym prawem, które musi zapewnić każde demokratyczne państwo. Pozwala kobietom decydować o własnym ciele, chronić swoje zdrowie i nie być zmuszaną do rezygnowania z życiowych szans.", apeluje belgijska ministra ds. równości.

Jak będzie działać belgijski program dotacji?

Jak tłumaczą działaczki z inicjatywy Aborcja bez Granic, zaproponowany przez Belgów program dotacji będzie mieć charakter pilotażowy, a finanse przelewane będą do organizacji Abortion Support Network, która współpracuje z Aborcją bez Granic. To, że fundusze będą płynąć z Belgii, nie oznacza, że będą musiały zostać wydane w tym kraju, ale Polki chcące przerwać ciążę za granicą, będą nadal mogły podjąć niezależną decyzję.

Natalia Broniarczyk z Aborcji bez Granic w wywiadzie dla OKO.press przyznała jednak, że coraz częściej, szczególnie w najtrudniejszych przypadkach, zdarza się im korzystać z belgijskich klinik. Pomagają one bowiem kobietom, które mają stwierdzone ciężkie wady płodu, ale przekroczyły 24 tydzień ciąży. W tej samej rozmowie Natalia Broniarczyk wyjaśniła, że „najczęściej chodzi o osoby, które spóźniły się na zabieg do Holandii czy Anglii. Nie z własnej winy, ale dlatego, że były oszukiwane przez lekarza. Diagnoza była zatajona do ostatniego momentu, by uniemożliwić im wyjazd za granicę. Publiczne szpitale w Belgii przyjmują takie osoby, bo wady letalne są traktowane jako zagrożenie zdrowia i życia pacjentki”.