Elegancka, poruszająca się z gracją, przepięknie wystylizowana i umalowana, wiecznie uśmiechnięta - Audrey Hepburn kochały miliony fanów. Rolą w "Śniadaniu u Tiffany'ego" zdobyła kinomanów, podobnie zresztą jak w "Sabrinie" i "My Fair Lady". Ostatnio na rynku pojawiła się kolejna jej biografia, sygnowana nazwiskiem syna, Luci Dotti, odsłaniająca zaskakujące fakty z życia jednej z największych gwiazd kina. 

Z okazji jej urodzin (miałaby 87.lat!) przytaczamy niektóre z nich.

AUDREY MARZYŁA O BALECIE

Miała wszelkie zadatki, żeby zostać baleriną. Doskonałą figurę i grację ruchów oraz pierwsze sukcesy na koncie (choć mówi się, że była trochę za wysoka). Balet ćwiczyła pilnie pod okiem najlepszych nauczycieli od piątego roku życia. Niestety jej marzenia o karierze na scenie przerwała wojna i inwazja nazistów. 

MIAŁA BZIKA NA PUNKCIE CZEKOLADY

Uważała, że czekolada jest idealnym remedium na wszelkie smutki. Podobnie zresztą jak włoski makaron i lody w rożku.

JEJ ULUBIONY KOLOR TO NIE BIEL

Choć często chodziła w bieli, ulubionym kolorem Audrey był turkus.

HEPBURN - WOLONTARIUSZKA

Podczas II wojny światowej aktorka zgłosiła się do jednego z holenderskich szpitali jako pielęgniarka. Opatrywała rannych żołnierzy. Jednym z nich był młody Brytyjczyk Terence Young, który po wojnie został reżyserem i zatrudnił Hepburn w swoim filmie.

WIELOKROTNIE PORONIŁA

W związku z dużym stresem, na który była ciągle narażona oraz poważną niedowagą, cztery razy nie donosiła ciąży. Ostatecznie Audrey miała dwóch synów Sean'a Hepburn Ferrera i Lucę Dotti.

HUBERT DE GIVENCHY BYŁ JEJ STYLISTĄ

Z projektantem Hubertem de Givenchy Audrey przyjaźniła się przez wiele lat i nosiła głównie ubrania jego projektu, które osobiście stylizował. Spotkali się w momencie, w którym aktorka szukała sukienek na plan nowego filmu "Sabrina".

MIAŁA SWOJĄ LINIĘ PERFUM

L’Interdit to perfumy, które zadedykował jej Givenchy. W polskim tłumaczeniu ich nazwa to "Zakazane". Były delikatne, kwiatowo-pudrowe z nutami róży i jaśminu. Początkowo przez kilka lat używała ich tylko Audrey, w 1957 roku trafiły jednak do ogólnodostępnej sprzedaży.

MIAŁA KOMPLEKSY NA PUNKCIE URODY

Nigdy nie uważała się za piękność, wręcz przeciwnie - sądziła, że ma duży nos i stopy, jest zbyt szczupła i prawie nie ma biustu. Podobno czasem kiedy patrzyła w lustro mówiła, że "nie ma pojęcia, dlaczego ludzie uważają ją za piękną."

MIAŁA SWOJĄ WŁASNĄ SARENKĘ

Audrey kochała zwierzęta. Jej ulubionym podopiecznym została sarenka Pippin, choć miała też ukochanego psa Mr. Famous. Sarnę zabrała z planu filmowego w 1959 roku - początkowo miała ją tylko do siebie przyzwyczaić na potrzeby produkcji. Pippin jednak został na stałe w rodzinie.

W ZASADZIE NIE NAZYWAŁA SIĘ AUDREY HEPBURN

Naprawdę nazywała się Audrey Kathleen Ruston, a w czasie niemieckiej okupacji przyjęła pseudonim Edda van Heemstra, żeby uniknąć nieprzyjemności.

PALIŁA JAK SMOK

W zasadzie wypalała trzy paczki papierosów dziennie. Paliła więc jak smok, co również miało wpływ na stan jej zdrowia.

PANICZNIE BAŁA SIĘ WODY

Bardzo bała się utonąć. Kiedy w jednej ze scen filmu "Dwoje na drodze" miała zagrać scenę w basenie (a dokładnie zostać do niego wrzuconą), cała ekipa filmowa stała w basenie gotowa ją złapać.

BYŁA POLIGLOTKĄ

Płynnie mówiła w pięciu językach. Była biegła w angielskim, holenderskim, hiszpańskim, francuskim i włoskim.

My kochamy ją niezmiennie za cudowny styl i sposób bycia!

AUDREY HEPBURN - SŁYNNE ROMANSE