Antyszczepionkowcy: krótka historia

Antyszczepionkowcy. Co Ci się z nimi kojarzy? Płaska Ziemia, kontrowersyjne hasła, teorie spiskowe? Skąd wziął się sceptycyzm dla czegoś, za czym stoją lata badań i uznanie środowisk medycznych na całym świecie? Wszystko zaczęło się w 1998 roku, kiedy lekarz Andrew Wakefield opublikował porażające wyniki swoich badań w prestiżowym magazynie „Lancet”. Wynikało z nich, że popularna szczepionka MMR (przeciwko śwince, odrze i różyczce), jest przyczyną występowania „regresu rozwoju” i nieswoistego zapalenia jelit u dzieci. Dziennikarskie śledztwo wykazało, że lekarz sfałszował wyniki badań, opłacony przez pewną rodzinę, która chciała wyłudzić odszkodowanie za rzekomy uszczerbek na zdrowiu swojego dziecka. Wakefield na swoim koncie ma również szereg wystąpień, na których głosił niepotwierdzone badaniami teorie, jakoby szczepienia miały prowadzić do rozwijania się autyzmu. Ostatecznie, w 2010 roku został dożywotnio pozbawiony prawa do wykonywania zawodu. Związek obecności metali w szczepionkach z późniejszymi zaburzeniami w rozwoju dzieci, również nie został potwierdzony, mimo to szczepienia znalazły się pod lupą na kolejne lata.

Kto się boi NOP

Skąd więc kontrowersje? Prawdą jest, że preparaty stosowane w szczepionkach, jak każde inne leki i procedury medyczne, niosą za sobą ryzyko działań niepożądanych. NOP, czyli Niepożądany Odczyn Poszczepienny, nie jest żadną tajemnicą, dotyczy średnio 1 na 10 000 zaszczepionych. To główna obawa rodziców, którzy znajdą na ten temat wiele informacji w Internecie, a jak sami twierdzą - służba zdrowia spuszcza na niego zasłonę milczenia. Powstanie organizacji przeciwników szczepień (lub jak kto woli - dobrowolności szczepień), takich jak „Stop NOP”, przyczyniło się do ogromnego przyrostu nieszczepionych dzieci, w 2012 roku, procedury tej w Polsce odmówiło 5 000 rodziców, w 2018 odnotowano takich przypadków aż 40 000.

- Jest ryzyko, musi być wybór - mówi Paulina, mama trzyletniej Basi, która w wyniku błędu lekarskiego zmaga się z niepełnosprawnością. Basia nie jest zaszczepiona. - Moja córka  już na starcie dostała w pakiecie okołoporodowym niedotlenienie, co za tym idzie upośledzenie i mózgowe porażenie dziecięce. Nie wyobrażam sobie, że miałabym jej jeszcze dokładać obciążając układ nerwowy i wiedząc, że detoksykacja organizmu jest zaburzona - wyjaśnia. 

Kasia, trzydziestoletnia makijażystka z dużego miasta, również nie ma dobrych doświadczeń.

 - Po porodzie nikt nie chciał udzielić mi wyczerpujących informacji - ani pielęgniarki, ani lekarze, nie znali odpowiedzi na moje, bardzo szczegółowe, pytania o skład szczepionek. Miałam wrażenie, że nie mogli się doczekać kiedy wypiszę się ze szpitala. Poznałam z resztą dziewczyny, które były pozostawione same sobie. Nikt nie poinformował ich o zagrożeniach, które nawet widnieją na ulotkach - denerwuje się. - Nawet jeśli NOP dotyka jakiegoś procentu dzieci, to wciąż są to żywi pacjenci, nie tylko suche liczby. Jaką mam pewność, że nie trafi na moje? Później doczytałam, że naczyniaki, które występowały u mojego synka, były poważnym przeciwwskazaniem do szczepienia. W szpitalu nikt się tym nie zainteresował - dodaje.

Problem braku pomocy w przypadku ewentualnych powikłań po szczepieniach, często pojawia się w rozmowach z dziewczynami. Nie rozumieją, dlaczego w naszym kraju nie funkcjonuje fundusz kompensacyjny dla rodziców, których dzieci dotknął NOP - Kiedy twoje dziecko jest zdrowe, nikt nie mówi Ci o tak istotnych rzeczach. Później, kiedy stanie się coś złego, okazuje się że na około ciebie jest mnóstwo ludzi, którzy są przeciwni szczepieniom, albo w jakiś sposób bezpośrednio ich to dotknęło. Wtedy nagle dowiadujesz się o tym, o czym lekarze Ci nie mówią - mówi Paulina - I nikt ci tego nie powie, dopóki sama nie wpadniesz w ten kompot, bo wszyscy się boją. - dodaje po chwili.

Obawa przed szczepieniami bierze się z lęku o swoje dziecko. Nietrudno natknąć się w Internecie na informacje o powikłaniach poszczepiennych, nierzadko przedstawione w postaci historii konkretnego dziecka, co silnie wpływa na wyobraźnię i budzi lęk o to, że to samo może przydarzyć się naszemu dziecku. Mamy tu do czynienia z tzw. heurystyką dostępności. Zjawisko to polega na przecenianiu prawdopodobieństwa zdarzeń, które są dobrze dostępne dla naszej pamięci. Są to z reguły zdarzenia, które budzą silne emocje i o których dowiedzieliśmy się z mediów albo od znajomego. Takie, jak na przykład silne powikłania po szczepieniu. Natrafienie na takie informacje może sprawić, że ryzyko związane ze szczepieniami będzie wydawać nam się większe, niż wynika ze statystyk. - tłumaczy psycholożka Maja Kochanowska, autorka bloga neuroskoki.pl

Bilans zysków i strat

Rima jest artystką, naturopatką i mamą ośmioletniej Gai. Problemu w obowiązkowym szczepieniu dzieci upatruje gdzie indziej.

- Moją niezgodę wzbudza przede wszystkim szczepienie małych dzieci, przed drugim rokiem życia, kiedy nie ma jeszcze wykształconej bariery krew-mózg. Dla mnie to jest skandal. Pierwsze doby życia to nie jest czas na szczepienie. Noworodek, jeszcze bardziej niż matka jest”wstrząśnięty” sytuacją. Zostaje odcięty od dotychczasowego sposobu oddychania i odżywiania. Startują mu płuca, nerki, wątroba itd. A tu ciach wstrzykujemy coś do krwi! Czy to jest mądre? Tu trzeba sobie zrobić kalkulację potencjalnych zagrożeń i potencjalnych korzyści - wyjaśnia. - Nie dziwię się ludziom, którzy szczepią, którzy nie mają wykształcenia medycznego - oni po prostu wierzą specjalistom. Zadaję zatem pytanie, dlaczego nie ma dialogu? Dlaczego nie słucha się innych poglądów? - pyta.

Inaczej do tematu podchodzi Kasia - Jestem zdecydowaną przeciwniczką szczepień, wszystkich szczepień w formie, w jakiej przeprowadza się je teraz. Mało tego, chyba udało mi się otworzyć oczy jednej z moich klientek. Mam argumenty, nie jestem szalonym płaskoziemcem, ale fakt, wierzę też medycynie naturalnej. Na własnej skórze przekonałam się, że to działa. Miałam bóle, które nie pozwalały mi pracować. Teraz po kilku sesjach z naturopatką jest jak ręką odjął, w dodatku w końcu wiem, co mi dolega. Jak mam w to wątpić? Medycyna konwencjonalna po prostu nie miała mi wiele do zaoferowania.

Polacy już nie ufają lekarzom?

Więcej na ten temat mówi Rima:

- Nauki medyczne mieszczą się w naukach przyrodniczych, czyli w fizyce - gdzie jak wiadomo, zachodzi prawo przyczyny i skutku. Tymczasem medycyna konwencjonalna zakłada występowanie pewnych chorób idiopatycznych, czyli objawów „bez przyczyny”. Infekcja drobnoustrojami chorobotwórczymi natomiast często tłumaczona jest zjawiskiem przypadku. Nie wierzę w przypadek. Nie ma skutku bez przyczyny. Po prostu nie znamy jeszcze wszystkich prawideł tego świata. Nie rozsądniej byłoby przyznać, że zjawisko nie zostało jeszcze zbadane i na ten moment nauki medyczne wykształciły tyle, a to nie koniec? Wpuścić nowe metody leczenia, a przede wszystkim: otworzyć się na inny sposób myślenia o ciele człowieka, o życiu człowieka w ogóle? - sugeruje Rima - Nikogo nie namawiam. Nie mam potrzeby przekonywania do mojej filozofii. Absolutnie nie podważam medycyny konwencjonalnej. Jak mogłabym to robić? Dzięki niej ratujemy ludzi, przyszywamy kończyny, przeszczepiamy organy wewnętrzne. Nie, to nie jest mój bunt, to świadomy wybór między tym, co dobre dla mojego dziecka, a co stwarza zupełnie niepotrzebne ryzyko. Jestem osobą wykształconą w dziedzinie zdrowia, mam pełne prawo wybierać sposób działania najlepszy dla mojej rodziny. Jak każdy dorosły człowiek samodzielnie posługuję się swoim umysłem, mogę nie ufać i dociekać.

Co na to służba zdrowia? Jej stanowisko jest jasne i zdecydowane:

Szczepienia ochronne okazały się najskuteczniejszym dotąd narzędziem zwalczania chorób zakaźnych i przyczyniły się w znacznej mierze do ogromnego skoku cywilizacyjnego jakiego doświadczyła ludzkość w ciągu ostatniego wieku. (...)

Wysoki odsetek osób zaszczepionych skutecznie zapobiega szerzeniu się zachorowań na choroby zakaźne chroniąc nie tylko tych, którzy się zaszczepili, ale również osoby, które z powodu przeciwwskazań zdrowotnych zaszczepione być nie mogły. Wprowadzenie obowiązkowych szczepień ochronnych przeciw wybranym chorobom zakaźnym zmniejsza także społeczne skutki związane z ciężkimi zdrowotnymi następstwami chorób zakaźnych, w tym związane z kosztami leczenia tych chorób oraz ich powikłań. Szczepienia ochronne są ważną inwestycją w zdrowie, swego rodzaju polisą na życie. - czytamy na stronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego 

- Sama słyszałam o szkodliwości szczepień od lekarzy, oczywiście „za zamkniętymi drzwiami” - komentuje Paulina. 

Dziś w Polsce obowiązek szczepienia dzieci jest regulowany prawem. GIS aktualizuje kalendarz szczepień co roku, sejm odrzuca obywatelski projekt postulujący o ich dobrowolność: 

Szczepienia ochronne w Polsce wykonywane są w oparciu o ustawę o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U.2008 nr. 234 poz. 1570), zgodnie z którą osoby przebywające na terytorium Polski są obowiązane na zasadach określonych w ustawie do poddawania się obowiązkowym szczepieniom ochronnym. 

Szczepienia nie są więc przymusowe, ale obowiązkowe. Co grozi za niedopełnienie tego obowiązku? Kary pieniężne i grzywny ze strony Sanepidu, których łączna wartość może wynieść 50 000 złotych. 

- Gdybym dostała karę za niezaszczepienie syna? Nie wiem, co bym zrobiła. Zapłaciłabym, bo nie ma takich pieniędzy, których nie poświęciłabym na zdrowie mojego dziecka - kwituje Kasia.