Ludzie, którzy mnie otaczają, chcą mnie zniszczyć. Czyhają na moje potknięcia, żeby w odpowiednim czasie zaatakować. Szantażują mnie, oskarżają, obrażają. Jedyne, co się dla nich liczy, to moje pieniądze - mówiła w ostatnim wywiadzie. Kiedy stacja CNN pokazała ten materiał w programie "Entertainment Tonight", Anna Nicole Smith była na Florydzie w ulubionym hotelu Semione Hard Rock. W pokoju od razu rozdzwoniły się telefony. Aktorka starała się dać wszystkim do zrozumienia, że powoli wychodzi z depresji. Że zły czas mija. I prawie jej się to udało. Dopiero telefon od najbliższej przyjaciółki sprawił, że rozkleiła się na dobre. "Czuję, że przegrywam życie. Nie mam już nadziei, chęci. Nie wierzę, że może być lepiej - szlochała. - Nie chcę już żyć".

 

Obsługa hotelu nawet nie wiedziała, że gwiazda wynajęła pokój. Wcześniej, kiedy tylko się pojawiała, zawsze otaczał ją tłum reporterów. Zamawiała cały pakiet usług tutejszego SPA i co wieczór urządzała szalone imprezy w hotelowym barze. Tym razem było inaczej. Razem z ochroniarzem i pielęgniarką wślizgnęli się tylnym wejściem. Potem aktorka prawie w ogóle nie opuszczała pokoju. Oficjalnie z powodu grypy. "Jedyne zamówienia to parę talerzy zupy i kilka par butów z butiku w holu - mówił recepcjonista. - I olbrzymie ilości leków. Aspiryna, valium, antybiotyki, preparaty witaminowe, środki uspokajające dla dzieci".

Tego tragicznego dnia Anna zdecydowała się wyjść na zewnątrz. W ciemnych okularach i bez makijażu zupełnie nie przypominała seksbomby. Schowana za rosłym ochroniarzem wolno spacerowała po ogrodzie. Świadkowie twierdzą, że gdyby nie jego obecność, aktorka miałaby problem z chodzeniem. Już wtedy pielęgniarka zadzwoniła do jej narzeczonego Howarda K. Sterna, by poinformować go o złej sytuacji. Potem wszystko potoczyło się w błyskawicznym tempie. Wieczorem Anna była już tak słaba, że nie mogła wstać z łóżka. Zasnęła około północy. Godzinę później do jej pokoju weszła pielęgniarka. To właśnie ona zauważyła, że aktorka nie oddycha. Razem z ochroniarzem przystąpili do udzielania pierwszej pomocy. Zadzwonili do Sterna, lecz ten nie odebrał telefonu. Pogotowie wezwał dopiero strażnik hotelowy, który zjawił się w pokoju zaniepokojony nocnymi hałasami. O 2.45 nad ranem lekarze ze szpitala Memorial Regional stwierdzili zgon. Co było jego przyczyną? To zbada zespół lekarzy pod kierownictwem doktora Joshuy Perpera. Brane są pod uwagę dwie ewentualności. Według ustaleń śledczych w żołądku Anny nie znaleziono śladów po lekarstwach. "Jest jeszcze za wcześnie na podanie przyczyny zgonu. Na razie czekamy na wyniki badań" - mówił doktor Perper. Jednak Amerykanie snują domysły. "To musiało być samobójstwo. Ona nie chciała dłużej żyć" - pisano na forach internetowych.

Jako pierwszy swój żal wyraził Hugh Hefner, założyciel "Playboya". Człowiek, który wciągnął ją do show-biznesu. Gdyby nie on, świat mógłby nigdy nie usłyszeć o kelnerce ze smażalni kurczaków z Mexii w Teksasie. Mimo że Anna dość szybko postanowiła się usamodzielnić i zostać drugą Marilyn Monroe, los nie był dla niej łaskawy. W wieku 17 lat rzuciła szkołę i wyszła za mąż za rok od siebie młodszego kucharza Billy'ego Smitha. Szybko jednak dostrzegli, że dorosłe życie to nie zabawa, i zaczęły się problemy. Rok po ślubie, kiedy Anna urodziła syna Daniela, było już tak źle, że wystąpiła o separację. Wtedy też zdecydowała się na przeprowadzkę do Houston. "Harowałam od świtu do nocy, żeby utrzymać mnie i Daniela. Byłam ekspedientką w Wal-Marcie, potem biegłam do restauracji Czerwony Homar. Kiedy kończyłam zmianę, szłam jeszcze do klubu nocnego uczyć się tańca erotycznego" - wspominała. To był strzał w dziesiątkę. Szybko stała się ulubienicą gości. Wysoka, szczupła, z burzą blond włosów i ciałem bogini. Tak opisywali ją stali bywalcy. Za ich namową Anna wysłała kilka swoich zdjęć na konkurs "Playboya". Z setek tysięcy zgłoszeń jej portfolio wyłowił sam Hugh Hefner. Szybko została króliczkiem miesiąca. Do niej należał marzec i maj 1992 roku. Wtedy też do baru, w którym tańczyła, zaczął przychodzić magnat naftowy, 87-letni J. Howard Marshall. Dla niego nie była tancerką z podrzędnego baru, lecz godną szacunku miłością życia. "Był w niej bezgranicznie zakochany. Traktował ją wyjątkowo" - mówiła znajoma z baru.

Milioner zabrał Annę do lepszego świata. A wystawne życie bardzo jej się spodobało. Nie zwracała uwagi na nieprzychylne komentarze mediów, które sugerowały, że chodzi jej o pieniądze. Była wniebowzięta, kiedy Howard poprosił ją, żeby rozwiodła się z Billym, i zaproponował małżeństwo. Do ślubu w 1994 roku stanęła jako gwiazda. Uznana za Playmate 1993 roku dostała wiele propozycji filmowych i reklamowych. Wystąpiła w komedii "Naga broń 33 i 1/3" i w dramacie "Hudsucker Proxy". Została też twarzą marki dżinsów Guess. "Anna ma w sobie coś magicznego" - mówił Paul Marciano, prezes firmy. Nie dane jej było jednak dłużej smakować szczęścia. Po 14 miesiącach małżeństwa Howard Marshall zmarł. Mimo że zostawił majątek szacowany na prawie dwa miliardy dolarów, musiała walczyć o każdego centa. Syn potentata Pierce postanowił przed sądem dochodzić praw do pieniędzy ojca. Najpierw wyrzucił Annę z rancza, na którym mieszkała od ślubu. Potem cofnął jej miesięczną pensję w wysokości 50 tysięcy dolarów wypłacaną z konta zmarłego. To oznaczało wojnę. Procesowali się przez prawie 10 lat. W tym czasie Anna straciła wszystko i musiała ogłosić bankructwo. Uzależniła się od leków. Przytyła ponad 40 kilogramów. "To było straszne. Ludzie wytykali mnie palcami. Nazywali czarną wdową" - mówiła. Ukojenia szukała w przygodnych romansach i środkach antydepresyjnych.

Długą listę jej kochanków z tamtych czasów otwierał fotograf gwiazd Larry Birkhead. Kiedy w 2006 roku na świat przyszła Dannielynn Hope, córka Anny, media prawie codziennie odnajdywały domniemanych ojców dziecka. Oprócz Birkheada, który złożył pozew o badanie DNA, i Howarda K. Sterna, oficjalnego narzeczonego gwiazdy, do ojcostwa przyznali się również Aleksander Denk, jej były ochroniarz, i mąż Zsy Zsy Gabor, książę Frédéric von Anhalt. "Dannielynn Hope jest moją córką. Jestem tego pewien na 100 procent. Pozostali liczą na pieniądze za milczenie. Chcą się dorobić na Annie" - Howard K. Stern mówił w programie Larry'ego Kinga. Jednak cała ta sytuacja nie wpływała korzystnie na samą Annę i jej najbliższych. "W czasie ciąży jeszcze sobie radziła. Ale po porodzie dopadła ją straszna depresja" - mówiła przyjaciółka. Również syn Daniel nie potrafił poradzić sobie z kolejnymi problemami. Całe jego życie upływało pod znakiem skandali, spraw w sądzie i ataków mediów. Terapie u najlepszych specjalistów i coraz mocniejsze środki uspokajające nie pomagały. Trzy dni po narodzinach swojej siostry przy szpitalnym łóżku Anny zażył olbrzymią dawkę antydepresantów. W jego organizmie lekarze znaleźli mieszankę zoloftu, lexapro i metadonu.

"Wszyscy, których kocham, odchodzą. Dannielynn nie zdążyła nawet poznać starszego brata" - płakała Anna. Howard K. Stern starał się, by narzeczona nie załamała się psychicznie. Przeprowadzka na Bahamy, nowy dom i troskliwa opieka to jednak wciąż było za mało. Anna zaraz po porodzie wróciła do starych przyzwyczajeń. Każdy dzień zaczynała kolorowymi tabletkami. Kiedy coś ją zdenerwowało, łykała kolejne pastylki. "Prosiłam, błagałam, by się opamiętała. Ale było już za późno" ? mówiła jej matka Virgie Arthur. Do tego doszła obsesja na punkcie wagi i wyglądu. Miesiąc po narodzinach córki Anna zrobiła korekcję biustu. Potem były dwie kolejne operacje. Prawie nic nie jadła. Cały czas liczyła kalorie, a posiłki zastępowała preparatami odchudzającymi TrimSpa, które kiedyś reklamowała. "Miała ciągłe huśtawki nastrojów. Była osłabiona, ale lekarstwa dawały jej złudne poczucie, że wszystko jest w porządku" - wspominał Mo, osobisty ochroniarz Anny. To właśnie on uratował jej życie dwa miesiące przed tragiczną nocą. Wtedy zdążył wyłowić ją nieprzytomną z basenu. W hotelu Semione Hard Rock spóźnił się o kilka chwil. Jak napisał jeden z internautów: "Chciała żyć jak Marilyn Monroe. I umarła jak ona".