Jak ocenia Pani aktualną sytuację w Polsce?

Aleksandra Gajewska: To, co aktualnie dzieje się na ulicach polskich miast i miasteczek jest doskonałym barometrem nastrojów społecznych. Nie mówimy przecież tylko o Warszawie, protesty organizują oddolne ruchy także w małych miejscowościach, uznawanych do tej pory za bastiony PiS-u. Sytuacja do tej pory w Polsce niespotykana. Mamy pandemię, kolejne rekordy zachorowań, rząd nie radzi sobie z tym problemem, a dodatkowo postanawia wypowiedzieć wojnę nam - kobietom. Jeśli rządzący myśleli, że koronawirus powstrzyma nas przed wyrażeniem swojego gniewu, to (jak widać), mocno się przeliczyli, bo bardziej niż pandemii boimy się odarcia z naszych podstawowych praw i godności. Dlatego wyszłyśmy na ulice, dlatego odpowiadamy na wojnę, którą wypowiedział nam rząd.

Zobacz też: Burza w Sejmie! Posłanki zablokowały obrady, straż marszałkowska chroniła Kaczyńskiego, Zandbergowi puściły nerwy

Ale żeby tego było mało, rząd po cichutku podpisał międzynarodową deklarację przeciw aborcji. Dokument, który w Europie poza Polską podpisały jedynie Węgry i Białoruś… To pierwszy sygnał alarmowy, jeśli weźmiemy pod uwagę sytuację praw człowieka w tych krajach. Pozostałymi sygnatariuszami są Stany Zjednoczone oraz państwa azjatyckie i afrykańskie. Pod płaszczykiem „obrony praw kobiet” Polska robi kolejny krok w stronę całkowitego zakazu aborcji, bo deklaracja stanowi jasno, że prawie międzynarodowym nie istnieje pojęcie prawa do aborcji, ani zobowiązanie państw do jej finansowania lub ułatwiania. Po raz kolejny panowie w za dużych garniturach i koloratkach, przy poklasku Ordo Iuris zadecydowali za kobiety, bo przecież wiedzą lepiej…

Zobacz też: Polska jak Burkina Faso, Węgry i Kuwejt. Minister Spraw Zagranicznych podpisał międzynarodową "antyaborcyjną" deklarację

Jakie skutki będzie miała ta po cichu podpisana przez Ministra Spraw Zagranicznych Deklaracja ws. Konsensusu Genewskiego?

A.G: Ta deklaracja zwiastuje dalsze zaostrzanie prawa do aborcji. Pod płaszczykiem „obrony praw kobiet” Polska robi kolejny krok w stronę całkowitego zakazu terminacji ciąży, bo deklaracja stanowi jasno, że prawie międzynarodowym nie istnieje pojęcie prawa do aborcji, ani zobowiązanie państw do jej finansowania lub ułatwiania. Całkowity zakaz aborcji nie sprawi, że te zabiegi przestaną być wykonywane. Będą wykonywane, ale w tzw. podziemiu, nielegalnie, w wątpliwych warunkach sanitarnych - to świadome narażanie zdrowia i życia kobiet. Taki zakaz uderzy w kobiety najuboższe, które nie będą mogły pozwolić sobie na wyjazd do zagranicznej kliniki. Na wsparcie państwa także nie mają, co liczyć.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksandra Gajewska (@jasnezegajewska) Paź 27, 2020 o 7:12 PDT

Jednym z zarzutów komentatorów strajku jest wulgarny język, jakim posługują się protestujący obywatele (bo to już nie tylko kobiety). Czy zgadza się Pani z językiem tej rewolucji?

A.G: Ten język może się podobać lub nie, ale jest barometrem nastrojów społecznych. Już było grzecznie, było miło. Na pewno pamiętacie, że poprzednie Czarne Protesty miały nieco inny wydźwięk. I co nam z tego przyszło? Projekt Kai Godek na chwilę trafił do sejmowej zamrażarki, żeby po chwili wywlec go i to na samym początku pandemii. Sejm po raz kolejny nie przyjął tej ustawy, więc skierowano sprawę bokiem do pisowskiego „Trybunału Konstytucyjnego”. Jak na ironię, wyrok wydał Trybunał, którego członkowie sami zostali wybrani w sposób niekonstytucyjny.

Zobacz też: Przekleństwa na kościołach to atak na katolików? Piotr Żyłka - znany dziennikarz katolicki: "Polski Kościół sam jest sobie winien"

Czy znajduje Pani wyjaśnienie na to, skąd w Polakach nagle pojawił się ten ogień rewolucji? Tak naprawdę kilka miesięcy temu, przy okazji wyborów prezydenckich, mieliśmy szansę takiego narodowego zrywu.

A.G: Mają dość psucia państwa, dość tej bezkarności, dość śmiania im się w twarz, a skoro państwo postanowiło wejść z butami w najintymniejsze sfery naszego życia, to poziom tych emocji naprawdę mnie nie dziwi. Jeśli dziś same nie zawalczymy o nasze prawa, to nikt inny tego za nas nie zrobi. Rząd, kościół - oni umieją nakazywać, zakazywać i odbierać prawa. Nie ma dialogu. Nie ma dyskusji. A my się na to nie zgadzamy. Chcemy mieć prawo do decydowania o naszym ciele i życiu. Czy to naprawdę tak wiele? Poza tym, nie ma systemu wsparcia i opieki rodzin czy dzieci z niepełnosprawnościami. Zostawiają ich samych sobie. Nie każdy jest w stanie zdobyć się na taki heroizm i każdy powinien móc zadecydować ile udźwignie. Zakaz uderza we wszystkich, wywołuje przymus, a my chcemy prawa, które daje wybór.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksandra Gajewska (@jasnezegajewska) Paź 26, 2020 o 2:36 PDT