Ten rok okazał się dla polskiej mistrzyni Ultimate Fighting Championship, Joanny Jędrzejczyk, pełen nowych przygód. Telewizyjny show, książka "Czarno na białym", w której opowiada o swoich wzlotach i upadkach oraz udział w globalnej inicjatywie marki PUMA, która ma na celu budować w kobietach pewność siebie, solidarność i siłę. Filarem kampanii "She Moves Us” jest współpraca z kobiecymi grupami na Facebooku, gdzie dziewczyny otrzymują wsparcie, uczą się jak zdobywać pewność siebie i budować poczucie własnej wartości. Joanna Jędrzejczyk wydaje się być idealnym wzorem do naśladowania - nie dba o stereotypy, konwenanse i puste - idzie swoją drogą i spełnia marzenia. Rozmawiamy o tym, czy wierzy w kobiecą solidarność, co napędza ją do działania i dlaczego warto czasem powiedzieć "nie".

Wierzysz w kobiecą solidarność? 

Wierzę w kobiecą solidarność, ale jeszcze bardziej w taką solidarność międzyludzką. Bo to od nas zależy, ile zaufania mamy w sobie do innych ludzi, co jest z resztą podważane i testowane każdego dnia. To od nas zależy też, ile mamy w sobie miłości i wiary w drugiego człowieka i ile z siebie będziemy chciały dać z tego innym. Mam dwie siostry, które są moimi najlepszymi przyjaciółkami i dowodem na to, że kobieca solidarność to nie mit. 

A pamiętasz taki moment, konkretną sytuację, gdy dostałaś taką pomoc od kobiety?

Oczywiście, mogłabym długo wymieniać - czy to mama, siostry, czy moja przyjaciółka Ania, która zawsze mnie wspierała i wspiera w karierze. To kobiety pomagały mi i podnosiły mnie przy wszelkich rozterkach zawodowych czy rozstaniach. Są ze mną każdego dnia.

Czy kiedykolwiek ktoś dał ci do zrozumienia, że robisz coś, co nie jest „kobiece”, że nie jesteś we właściwym miejscu, nie robisz tego, czego oczekuje się od kobiet?

Tak, bardzo często się z tym spotykam. Dano mi to do zrozumienia wielokrotnie. To stereotypy, z którymi muszę, a nie lubię walczyć – po prostu robię swoje i myślę, że pokazuję, że jestem niezależna i że jestem właściwą osobą we właściwym miejscu. Jestem w sporcie zdominowanym przez mężczyzn, ale uważam, że w XXI w. nie ma miejsca na podział na zawody męskie czy damskie.

Ta jedna rzecz, która przyspiesza ci tętno?

Życie, chęć, głód życia, które mam w sobie. Adrenalina, którą uwielbiam.

Jesteś urodzoną wojowniczką, ale w wywiadach wiele mówiłaś nie tylko o swoich mocnych stronach, ale też otworzyłaś się i opowiedziałaś o swoich problemach w życiu prywatnym, w związku.

Zrobiłam to, by pokazać, że ten balans w życiu prywatnym i zawodowym jest bardzo istotny. Często rzeczy, z którymi się borykamy, odkładamy na później, wmawiamy sobie, że wszystko jest OK.  Ale prędzej czy później te rzeczy nas dopadną, będą nam ciążyły i z takim bagażem nie pójdziemy dalej. Dziś wiem, że takie rzeczy trzeba przerobić - zmierzyć się z nimi. 

Co daje ci siłę, na co dzień do walki nie na ringu, ale w ogóle z życiem? 

To życie i to, co ono przynosi daje mi najwięcej siły i motywacji – ja jestem głodna życia! Wyznaczanie nowych celów jest moim motorem napędowym. To, że mogę poznawać nowe miejsca, ludzi i dzielić się swoją energią. Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, ale to od nas zależy co chcemy osiągnąć i jak bardzo tego chcemy. Marzenia i cele powinny być naszą motywacją. Jeżeli ja nie wykonam pierwszego kroku, to choćby milion osób mi kibicowało, nic się nie wydarzy. Nie wystarczy marzyć – marzeniom trzeba pomóc. Szczęściu trzeba pomóc, aby nam sprzyjało. Nasza energia to sygnał, który dajemy światu. Żal, złość do nas wróci – będziemy ponurymi, smutnymi ludźmi. A ja chcę być człowiekiem mega pozytywnym.

Jak sobie radzisz z problemami - boksujesz się z nimi czy raczej bierzesz je na klatę? 

Ja raczej jestem osobą, która przyjmuje dużo ciosów i chowa się w sobie, a gdy przychodzi taki moment kulminacyjny, zamykam się w sypialni i tam płaczę. Przede wszystkim cenię szczerość  - to pomaga mi iść dalej.

Co według Ciebie jest dziś największym źródłem kompleksów kobiet?

Brak wiary w siebie i zakłamanie np. w social mediach. Myślę, że to głównie media społecznościowe można winić za narastające kompleksy wśród kobiet i stworzenie tego sztucznego, wyidealizowanego świata. Patrzymy na te idealne kobiety z Instagrama, a ten obrazek jest przecież daleki od prawdy. Powinniśmy w sobie znajdować piękno, uczyć się doceniać siebie, zaczynając choćby od nauki przyjmowania komplementów. A co zwykle mówimy? „Nie to stara sukienka”, „No coś ty, zmęczona jestem”. Co znaczy gruba, brzydka, chuda, ładna? To są gusta. Ja staram się, żeby moje profile w mediach społecznościowych były szczere i prawdziwe. Pokażę się i wtedy, gdy mam piękny make-up i fryzurę, ale i z bólem głowy, rozczochranymi włosami i podkrążonymi oczami.

Od czego powinno zacząć się budowanie własnej wartości, a na czym jej nie opierać?

Myślę, że trzeba zacząć od wiary w siebie i od tego, by uskrzydlać siebie i innych. Jestem zdania, że uskrzydlamy się przez to, jak uskrzydlamy innych, jak innym pomagamy. Nie podcinajmy sobie skrzydeł, ale wspieramy się - na tym się buduje poczucie własnej wartości. Nawet jeśli przeciwko naszej decyzji jest 100 osób, a mamy pewność, że postępujemy słusznie – powinniśmy bronić swojej racji. Od tego codziennego mówienia „nie”, gdy inni wymagają „tak” powinniśmy budować poczucie własnej wartości. Wiara we wszystko, co się robi, to podstawa.

O co dziś kobiety powinny walczyć dla siebie, swoich przyjaciółek, córek? 

O niezależność. O to, żeby nikt nie podcinał nam skrzydeł. O wzmacnianie wiary w to, że kobieta jest siłą, daje życie. Walczmy o swoje życie. Bądźmy tym, kim chcemy i wierzmy w nasze możliwości!